Pielgrzymka do świątyni prędkości. Wjechałem Lamborghini Huracánem Evo Spyder na owal Autodromu Monza
W czasach, gdy motoryzacja staje się bezduszną usługą mobilności wykonywaną z pomocą autonomicznych aut elektrycznych, warto przypomnieć sobie, że kiedyś była chwytającą za serce pasją, za którą warto poświęcić życie. By to zrobić, zabieram ostatnie na rynku superauto z wolnossącym silnikiem na tor Monza. Ale nie na tę część, którą znacie z wyścigów F1.