Rosyjskie ładowarki wyłączone. Ukraińska firma zostawiła sobie lukę

Niedziałająca ładowarka nie jest tym, co chcesz napotkać na trasie
Niedziałająca ładowarka nie jest tym, co chcesz napotkać na trasie
Źródło zdjęć: © fot. Mariusz Zmysłowski /facebook.com/Nikonov.Dmytro777
Mateusz Lubczański

01.03.2022 10:49, aktual.: 10.03.2023 14:14

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Ładowarki na rosyjskiej autostradzie M11 odmówiły posłuszeństwa i wyświetlały proukraińskie hasła. Wszystko przez pewną lukę w oprogramowaniu.

Autostrada M11 łączy Moskwę z Sankt Petersburgiem. Choć liczba samochodów elektrycznych w Rosji jest wyjątkowo niska – 13 tys. pojazdów to wynik gorszy od Polski – tak uderzenie w część infrastruktury jest poważnym zagadnieniem. Wszystko przez ukraińskich poddostawców części.

Firma eneretyczna Rosseti potwierdza tę anomalię. Wynika to z procedury zakupowej ładowarek – w ramach otwartego przetargu miała je postawić firma "Gzelprom", lecz główne komponenty, w tym sterownik, wykonany jest przez ukraińską firmę Autoenterprise z Charkowa.

Autoenterpise zna ten sprzęt na wylot i zostawił sobie możliwość ukryte dostępu. Nawet po części przyznano się do "żartu", umieszczając wideo na swoim profilu na Facebooku. Dlatego też ładowarki wyświetlały proukraińskie hasła na autostradzie M11. Stacje "działają na razie w izolacji" i aktualizowane jest w nich oprogramowanie. W krótkim czasie mają wrócić do pracy.

Warto wspomnieć, że GreenWay i Tesla pomagają w Polsce uchodźcom podróżującym elektrykami. GreenWay umożliwia darmowe ładowanie, a Tesla udostępniła bezpłatnie supercharger pod Rzeszowem dla wszystkich pojazdów elektrycznych.

Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)