Wolant zamiast kierownicy w kolejnej marce. Lepszy niż w Tesli
Koło kierownicy zostaje zastąpione przez wolant. Wbrew pozorom nie jest to zmiana wyłącznie kosmetyczna, a wpływająca w sposób dosłownie kosmiczny na jakość prowadzenia. Przejechałem się kolejnym autem z tym rozwiązaniem – tym razem z Japonii.
Dosłownie miesiąc wcześniej miałem okazję zasiąść za wolantem Mercedesa EQS (na naszym rynku już niedługo), a już w Polsce pojawiły się pierwsze zarejestrowane egzemplarze Lexusa RZ z podobnym rozwiązaniem. Ktoś powie – ale Tesla miała to pierwsza! Będzie miał tylko połowiczną rację.
Pierwsza "generacja" wolantu wprowadzona przez Teslę polegała wyłącznie na kosmetycznym obcięciu góry i dołu kierownicy, co rodziło problemy przy manewrowaniu i przekładaniu rąk. Nie każdemu to pasowało, a firma miała w ofercie nawet retrofit – montaż z powrotem klasycznej kierownicy.
Zobacz, jak wolant prezentuje się na żywo:
Ten problem nie istnieje w Lexusie (jak i we wspomnianym wcześniej Mercedesie), bowiem podstawowym założeniem jest nieodrywanie rąk od wolantu. Ma on około 200 stopni obrotu, więc w zależności od tego, czy parkujecie, czy gnacie autostradą, samochód sam dobiera siłę skrętu.
Można naprawdę poczuć się jak w statku kosmicznym – na pierwszym łuku na torze Modlin czuję, jak w powolnym zakręcie samochód mocno zacieśnia tor jazdy, choć ruch mojej prawej ręki był minimalny. Im szybciej jedziecie, tym większy ruch musicie wykonać rękoma, by np. przy kichaniu na autostradzie nie zjechać na sąsiedni pas. I choć nierówności nie są przenoszone na kierownicę, to i tak doskonale wiem, co dzieje się z kołami.
Czy działa to nielogicznie? Cóż, dynamiczne systemy dobierające siłę skrętu są instalowane w autach od dawna, choć nigdy nie działały one na tak dużą skalę. Ja odnajduję się za kierownicą Lexusa od razu. Gdy wracam za "klasyczne" koło, przekładanie rąk wydaje mi się prymitywne. Ale głosy wśród testujących są podzielone. Jazdy próbne przed zakupem będą obowiązkowe. Każdy musi sam zdecydować.
Dlaczego jednak te systemy różnią się od klasycznego układu kierowniczego? Odpowiedź jest prosta: pomiędzy kierownicą-wolantem a kołami nie ma fizycznego połączenia – kolumny. Zamiast tego moduł wysyła sygnały do silników elektrycznych decydujących o skręcie. To tzw. układ steer-by-wire, używany już od dawna w lotnictwie.
I teraz zapewne zapytacie: a co, gdy dojdzie do awarii? Tak jak w lotnictwie, każdy układ jest zdublowany – zarówno jeśli chodzi o wiązki, jak i silniki elektryczne. Co więcej, nawet jeśli bateria wyzionie ducha na środku drogi, całe rozwiązanie ma własne, niezależne zasilanie.
Wolant będzie standardowym wyposażeniem w topowej wersji Lexusa RZ F Sport. Egzemplarze pozycjonowane niżej – Omotenashi – będą wymagały dopłaty w wysokości 10 tys. zł. Auta już można zamawiać.