Mercedes z wolantem zamiast kierownicy. Nie oderwiesz od niego rąk
Mercedes wprowadza na rynek wolant, który nie jest fizycznie połączony z kołami – o ich ruchu decyduje komputer. Jeździłem już autem z takim rozwiązaniem i wiem, gdzie chciałbym je naprawdę zobaczyć.
To nie jest pierwszy raz, kiedy marki samochodowe chcą wynaleźć koło na nowo. Kiedyś Saab próbował swoich sił z joystickami, Tesla też miała podobnie wyglądającą "kierownicę", a w pościg za nią ruszył Lexus. Mercedes montuje (oczywiście opcjonalnie) wolant w topowym elektryku – modelu EQS.
Nie ma tu fizycznego, elektromechanicznego połączenia z kołami jak w "zwykłych" samochodach. I tak, już uspokajam, ścieżka przepływu informacji z wolantu do kół jest zdublowana. Gdy obydwie opcje wysiądą, mamy jeszcze minimum polegające na użyciu tylnych kół skrętnych (są wymagane przy dobraniu pakietu steer-by-wire).
Przebudowy wymagała poduszka powietrzna, która po eksplozji nie może już "opierać się" na górnej części wieńca. Zmodyfikowano więc wewnętrzne wzmocnienia oraz proces jej rozkładania.
No więc jak to jeździ? Cała idea polega na tym, że nie odrywamy rąk od kierownicy - w przeciwieństwie do Tesli. To oznacza, że im szybciej jedziemy, tym bardziej zmienia się przełożenie "przekładni". Imituje to nieco prowadzenie np. bolidów Formuły 1.
Obawiałem się, że będzie to bardzo cyfrowe uczucie, tak jakbym zasiadł za kierownicą Logitecha G29, którą podpięto do Playstation. Nie do końca tak jest – wolant wibruje i przekazuje wbrew pozorom sporo informacji o tym, co dzieje się z kołami. To nie jest takie oczywiste np. w przypadku chińskich marek pozycjonujących się w segmencie premium.
Oczywiście – opóźnienia między kręceniem kierownicą a ruchem kół nie da się uniknąć, choć nie wydaje się ono większe niż to, które zaobserwowałem w dużych SUV-ach klasy premium. Tak naprawdę chciałbym jednak sprawdzić system steer-by-wire w dwóch sytuacjach: na płycie poślizgowej i w ramach testu łosia, gdy szybko trzeba zmienić pas. Czekam więc na wejście tego rozwiązania do produkcji.