MINI Cooper SD Countryman ALL4 facelifting – pierwsza jazda

TestyMiniMINI Cooper SD Countryman ALL4 facelifting – pierwsza jazda12.09.2014 14:29
MINI Cooper SD Countryman ALL4 facelifting – pierwsza jazda
Źródło zdjęć: © fot. Marcin Łobodziński

MINI Countryman i Paceman przeszły niedawno facelifting, którego nie da się dostrzec nie porównując ze starszą generacją bezpośrednio. Co więcej, kosmetyczne zmiany dotyczą tylko wyglądu zewnętrznego i wnętrza, a mechanika w przypadku wersji SD pozostała nietknięta.

MINI Cooper SD ALL4 Countryman facelifting – test

„Znajdź kilka różnic” – to popularna zabawa dla dzieci, a MINI jest dla dzieci. Dla dorosłych, ale jednak dzieci. Mało poważny samochód, a jednak pożądany, kochany już nie tylko przez kobiety. Nie ukrywam, że również przeze mnie. Faktem jest, że to Countryman napędza sprzedaż i przy okazji faceliftingu nie można było nic popsuć. Ale co w takim razie poprawić? To było trudne pytanie dla stylistów, którzy wywiązali się z zadania na piątkę – nie zrobili prawie nic. Gorzej z inżynierami od silników, którzy też nic nie zrobili z niezbyt pasującym do charakteru auta dieslem.

Z poczucia obowiązku powiem, że w całym faceliftingu chodzi o czarne obwódki lamp, chromowaną listwę na grillu, srebrne progi i koła, a w tylnym zderzaku o dodane atrapy wylotów powietrza w stylu JCW. To tyle jeśli chodzi o różnice z zewnątrz, natomiast wewnątrz chromowane obwódki na zegarach zegarach i eliminacja chromu w innych miejscach, w których zastąpił go czarny plastik. Podobno zmian jest więcej, ale to subtelne detale, których znalezienie jest sztuką lub zadaniem dla użytkowników tego modelu. Sztuką jest też zachowanie klimatu gdy klienci chcą zmian. Ciekaw jestem dlaczego nie wprowadzono zmian tam, gdzie powinno się to zrobić.

424195327248381200
Źródło zdjęć: © fot. Marcin Łobodziński

Diesel to najchętniej wybierany silnik do Countrymana. Nie ma się co dziwić. Auto ma być funkcjonalne. Diesel był nieunikniony. Jednak literka S zapowiada mimo wszystko dobre osiągi. Niestety, nie są one takie, jakich można by oczekiwać od S. Countryman SD daje radę i w zasadzie to wszystko. Jest dość dynamiczny, ale słowo „dość” już samo w sobie jest najwyżej poprawnością polityczną lub formą grzecznościową negatywnego wyrażenia. W porównaniu z benzynowym odpowiednikiem, nie daje rady. A co gorsza, dynamikę trochę ogranicza automat, klasyczny z konwerterem, który pracuje płynnie i komfortowo, ale zabiera to, czego i tak jest za mało. Poza tym, nie do końca pozwala na korzystanie z dużego momentu obrotowego o wartości 305 Nm.

Nie spełnia swojej roli do końca. Jest za słaby i niezbyt oszczędny. Przy takich osiągach spalanie średnie 7,1 l/100 km to jednak trochę za dużo, zwłaszcza jak na diesla i auto tej wielkości. W trasie można zejść poniżej 6 l/100 km, ale tylko przy spokojnej jeździe. 2 litry pojemności trzeba napoić, a na autostradzie pije prawie tyle co znacznie mocniejszy benzyniak. Różnica jest taka, że gdy SD jedzie na maksimum swoich możliwości, benzynowy S ucieka mu bez trudu.

424195327248577808
Źródło zdjęć: © fot. Marcin Łobodziński

Zawieszenie zawsze było największym atutem samochodów tej marki. Dotyczy to również Countrymana. Odpowiednia dla MINI, ale ogólnie nieco zbyt duża twardość definiuje ten samochód jako zabawkę. Zawieszenie mogłoby być bardziej miękkie, lepiej tłumić nierówności i pracować ciszej. Tylko, że wtedy, to auto nie byłoby prawdziwym MINI. Mam wrażenie, że o cal mniejsze felgi rozwiązałyby sprawę. Bezkompromisowe postawienie na prowadzenie nie jest najlepszą opcją dla Countrymana SD. W zamian otrzymujemy samochód, którego układ jezdny znacznie przerasta możliwości silnika, a układ napędowy o skutecznym i szybkim działaniu zamyka temat i aż prosi o dodatkowe 40-50 KM. Szkoda tylko, że układ kierowniczy zmienia siłę wspomagania w środku szybko pokonywanego zakrętu. Jakby nie potrafił podjąć decyzji. Lepiej zrobić to samemu wybierając tryb sportowy, przy okazji również dla skrzyni biegów.

Ten włącza się jednym z licznych przycisków tak charakterystycznych dla współczesnego MINI. Całe wnętrze jest charakterystyczne, wręcz abstrakcyjne. Trzeba lubić ten klimat. Niska, zachodząca na boki szyba czołowa, na zewnątrz owalne lusterka, nieczytelne zegary, mnóstwo przycisków, których rozmieszczenie jest miejscami pozbawione sensu. Dźwignia hamulca ręcznego, którą obsługuje się w niewygodny sposób. Nawet przyciski na kierownicy do zmiany biegów pozbawione są logiki. Oba służą do tego samego i zmieniają biegi w ten sam sposób. Za to dźwignia pracuje tak jak powinna - wyższy bieg zmienia się pociągnięciem w tył. To wszystko tworzy klimat. To wszystko byłoby wadą w normalnym samochodzie, ale MINI to wybaczasz. Countryman ma za to porządne fotele, które wbrew pozorom dobrze trzymają boki.

424195327248774416
Źródło zdjęć: © fot. Marcin Łobodziński

Ten samochód trzeba lubić, nawet więcej, trzeba się w nim zakochać. Jeszcze przed zakupem, bo cena powala, a opcje są absurdalnie drogie. W przypadku MINI Countrymana z dieslem miłość od pierwszego wejrzenia może być zgubna. Wersję SD można polecić bogatym emerytom, którzy chcą mieć ładne, stylowe auto z klimatem, jednak niekoniecznie tak szybkie na jakie wygląda. Ten silnik kompletnie nie pasuje do MINI, a całość nie trzyma się kupy. Auto jest absurdalne, nie takie jak trzeba, nie takie jak być powinno, a jednak są osoby, ba, nawet większość, które to kupują bo zakochały się w brytyjskim klimacie. Co więcej, rozumiem takie osoby, bo jestem jedną z nich.

PLUSY:

Jak na MINI bardzo praktyczny

Jakość wykonania

Prowadzenie

Łagodnie pracujący automat

Klimat

MINUSY:

Za słaby silnik

Za twarde resorowanie

Nieczytelne wskaźniki i słaba ergonomia

Wysoka cena

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)