Prosto w szczepionkę. Prezes Lamborghini nie gryzł się w język
Nowe, elektryczne Ferrari wywołało ogromne poruszenie – choć to chyba i tak za mało powiedziane. Premierę skomentował też Stephan Winkelmann, dyrektor zarządzający Lamborghini.
Stephan Winkelmann w rozmowie z CNBC powiedział, że decyzja o zakończeniu projektu elektrycznego Lamborghini Lanzadora była "krokiem w dobrym kierunku", a każda firma "musi zdecydować, co jest dla niej najlepsze". Dyrektor "przez przypadek" wspomniał o dawnym projekcie elektryka, co jest szpilą wbitą w nowy model Ferrari, Luce.
Choć osoby zarządzające markami zazwyczaj nie komentują działań konkurencji, słowa Winkelmanna uderzają w Ferrari. – Nie rozmawiamy o naszych konkurentach, ale… każdy z nas ma swoją strategię - dodał.
Pierwsza jazda: Renault Twingo - elektryczny powrót wielkiego malucha
Strategia Ferrari najwyraźniej nie wypaliła, bo akcje Ferrari na włoskiej giełdzie spadły o 8 proc. po premierze Luce. Pierwsze elektryczne Ferrari nie tylko nie podnosi poprzeczki w segmencie, ale i zebrało nie lada krytykę za stylistykę. Za nią odpowiedzialny był Jony Ive, który wcześniej pracował w Apple. Pojawiają się głosy, że Luce to po prostu Apple Car – projekt, który ostatecznie nie doszedł do skutku.
Winkelmann zdradził też, że "krzywa klientów zainteresowanych EV nie rośnie, więc odeszliśmy od pełnych elektryków na rzecz napędów hybrydowych plug-in".
Luce zostało też skrytykowane przez byłego dyrektora Ferrari, Lukę di Montezemolo – mam nadzieję, że zdejmą konia (logo – dop. red.) z tego auta – powiedział za kulisami konferencji.