Mało mandatów, dużo opłat. Co się dzieje w krakowskiej strefie czystego transportu
Mieszkańcy Krakowa w referendum odwołali prezydenta Krakowa. Jako główny powód podawali krakowską strefę czystego transportu. Sprawdziliśmy więc, ile mandatów za złamanie jej reguł otrzymali kierowcy i ilu zapłaciło za wjazd samochodem, który nie spełnia wymaganych norm.
Pięć miesięcy, mało kar
Krakowska strefa czystego transportu ruszyła 1 stycznia 2026 r. Wystarczyło niespełna pięć miesięcy jej funkcjonowania, by skłonić mieszkańców stolicy Małopolski do odwołania prezydenta. Czy rzeczywiście jest tak źle? O dane dotyczące funkcjonowania strefy poprosiłem krakowski urząd miasta.
– Od początku obowiązywania SCT strażnicy miejscy ujawnili 531 wykroczeń, nałożyli 28 mandatów karnych na kwotę 2680 zł, pouczyli 502 osoby, jedną sprawę skierowali do sądu – powiedział Autokult.pl Piotr Subik z Wydziału Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Krakowa.
Śmiało można więc powiedzieć, że jak na strefę obejmującą ok. 60 proc. powierzchni miasta, liczba ukaranych kierowców jest zaskakująco niska. Na łamiących zasady strefy nałożono jedynie 28 mandatów. Co więcej, średnia wysokość mandatu wyniosła niespełna 100 zł, choć Ustawa o elektromobilności, która zobligowała władze Krakowa do stworzenia strefy, przewiduje, że kara za wjazd nieuprawnionym pojazdem może wynosić do 500 zł. Sprawa ma jednak i drugie oblicze.
Kierowcy płacą za wjazd
W krakowskiej strefie obowiązuje sporo wyłączeń (m.in. dla aut, które mieszkańcy Krakowa mieli przed wejściem w życie uchwały), ale kierowcy, których one nie dotyczą, nie zostają zupełnie na lodzie. Mogą zapłacić za możliwość wjazdu do strefy samochodem niespełniającym jej wymogów. W 2026 r. dzienna stawka wynosi 5 zł, a w 2027 r. wzrośnie do 15 zł. To bardzo popularna opcja.
– Liczba wniesionych opłat za wjazd do SCT to 1 405 225, całkowita kwota wniesionych opłat za wjazd do SCT wynosi ok. 15,4 mln zł (stan na 22 maja 2026 r.) – powiedział Autokult.pl Piotr Subik.
Podane przez władze Krakowa liczby oznaczają, że jak dotąd średnio blisko 9,8 tys. kierowców dziennie wjeżdża do krakowskiej strefy czystego transportu samochodami niespełniającymi jej wymogów i korzysta przy tym z możliwości wniesienia opłaty.
Wbrew złośliwym opiniom te 5 zł dziennie nie ma sprawić, że starszy samochód na jedną dobę zacznie być bardziej ekologiczny. Opłata ma skłonić właścicieli aut niespełniających wymogów strefy do zakupu bardziej ekologicznych pojazdów. W przypadku aut benzynowych obecnie warunkiem jest spełnianie normy Euro 4 lub rok produkcji od 2005 r. Spełniające te wymogi auto, na przykład Toyota Corolla, kosztuje 8-10 tys. zł.
Prezydent odwołany – strefa szybko nie zniknie
Referendum być może pozwoliło mieszkańcom Krakowa wyrazić swoją opinię o strefie czystego transportu, ale nie spowoduje, że szybko zostanie ona zlikwidowana. Jej powołanie wymusiła Ustawa o elektromobilności i ten sam akt podaje warunki, które muszą zostać spełnione, by mogła ona zostać zlikwidowana.
Zgodnie z Ustawą o elektromobilności władze miasta liczącego ponad 100 tys. mieszkańców są zobligowane do stworzenia strefy czystego transportu jeśli raport GIOŚ-u wykaże średnioroczne przekroczenie normy zawartości dwutlenku azotu (NO2) w powietrzu. Norma wynosi 40 µg NO2/m3. W raporcie za 2024 r. w Krakowie wykryto 45 µg NO2/m3, więc strefa powstała.
By władze miasta mogły ją zlikwidować, przez trzy kolejne lata średnioroczny poziom NO2 w powietrzu nie może przekraczać normy. W raporcie GIOŚ-u za 2025 r. wynik wyniósł dokładnie 40 µg NO2/m3. Jeśli przez dwa kolejne lata GIOŚ nie wykryje przekroczenia normy, strefę będzie można zamknąć. Będzie to więc nie wcześniej niż wiosną 2028 r.