Nowy Jeep Wrangler Rubicon jest tak bezkompomisowy jak poprzednik. Tylko, że lepszy
Oszczędniejszy, lepiej wykonany, z garścią nowoczesnych systemów. Taki jest nowy Jeep Wrangler. Ale nie dajcie się zmylić, to nie jest bulwarówka służąca do lansowania się w centrum miasta. Wrangler pozostał wierny swoim ideałom... i za to należy mu się szacunek.
Jeep Wrangler Rubicon (JL) - test, opinia
To doskonale znany scenariusz: na rynku pojawia się zupełnie nowa generacja modelu znanego od lat, a producent stara się podkreślić, że wjeżdżające do salonów auto nie zatraciło swojego pierwotnego charakteru. Fani stwierdzają, że "to nie to, co kiedyś" i legenda się skończyła. Przeciętni klienci nie zwracają na to uwagi i szturmują salony.
Tak było z 911 gdy przechodziła na elektryczne wspomaganie czy, jeszcze wcześniej, chłodzenie cieczą. To samo działo się, gdy pod maską ostatniej generacji Mustanga pojawił się czterocylindrowy silnik (spoiler: był już w F-Body). Nowa Supra nie jest już "prawdziwą" Suprą, tak jak prawdziwa nie jest kolejna generacja Mercedesa Klasy G. No i w końcu: nowy Wrangler, teraz bardziej przyjazny w użytkowaniu z dedykowaną aplikacją i łącznością z internetem. Dla purystów to zapewne krok wstecz.
Zanim jednak przejdziemy dalej, muszę podkreślić, że egzemplarz ze zdjęć to topowa wersja Rubicon, która nie ma w planach polec w terenie. Flagowy model odznacza się nie tylko dobrym wyposażeniem obejmującym grzanie pośladków, ale przede wszystkim ulepszonymi możliwościami terenowymi. Ma reduktor z przełożeniem 4,0:1, elektromechaniczne blokady przedniej i tylnej osi czy rozłączany przedni stabilizator pozwalający na zwiększenie skoku koła.