Test: Audi RS 5 Sportback Competition plus – lepiej późno niż wcale
Audi RS 5 to swoisty emeryt wśród sportowych aut klasy średniej. Walcząc o uwagę od przeszło sześciu lat, dzielnie trwa na posterunku. Tymczasem w Ingolstadt postanowiono zdmuchnąć kurz z auta i skierować go wprost na BMW. Bo jak inaczej określić wypuszczenie pakietu o nazwie Competition plus? Choć nie jest tani, to mnie boli zupełnie inna rzecz. Dlaczego Audi nie mogło wprowadzić tych modyfikacji już na starcie?
Czego oczy nie widzą…
Czy dopłacilibyście 45 tys. zł za pakiet do auta, które wizualnie nie będzie się niczym wyróżniało? A może kwota sięgająca 72 tys. zł byłaby tą zaporową? Na tyle Audi wyceniło bowiem swoje nowe pakiety Competition i Competition plus. Do testu przyjechało RS5 w praktycznym wydaniu Sportback i z tym droższym zestawem dodatków.
Co wyróżnia go z zewnątrz? Nic, co łatwo zauważyć na pierwszy rzut oka. Chyba że macie sokoli wzrok. Wówczas możecie wypatrzeć nieco czarnych dodatków i matowoczarne końcówki wydechu. Do tego: nowy, krystaliczny lakier Sebring Black i 20-calowe obręcze. Oprócz tego nie liczcie nawet na lichą tabliczkę albo skromny emblemat odróżniający model od "zwykłego" RS 5 (które przecież i tak wygląda wystarczająco drapieżnie).
Może i nie zrobicie tym autem większego wrażenia na sąsiedzie, ale pakiety przygotowano dla tych, którzy "znają się na rzeczy" i nie kupili audi tylko po to, by ścigać się od świateł do świateł. Niemal cała kwota wymagająca dopłaty upchana została w zmianę podzespołów napędowych i podwozia.
W ramach pakietu (o nazwie nawiązującej do największego rywala Audi) przygotowano m.in. obniżone, gwintowane zawieszenie, sztywniejsze stabilizatory, sportowy mechanizm różnicowy, nowe oprogramowanie ABS-u, dynamiczny układ kierowniczy o zmienionym przełożeniu czy wreszcie podrasowany dźwięk wydechu i przesunięcie limitera prędkości maksymalnej do 290 km/h - to już wisienka na torcie.
Dopełniając maksymę "mniej znaczy więcej" wyjęto także nieco wygłuszenia, by kierowca mógł lepiej doświadczać akustycznych zmian. Łącznie odeszło 8 kg materiałów. Przy takim zestawie mniej istotna jest obecność dodatkowego wyposażenia w pakiecie w postaci laserowych świateł LED czy wykończenia wnętrza materiałem Dinamica.
Jeśli wciąż nie macie dosyć, można pójść o krok dalej. W konfiguratorze czeka jeszcze zestaw ceramicznych hamulców, czy adaptacyjne zawieszenie z systemem Dynamic Ride Control regulującym przepływ oleju w amortyzatorach podczas pokonywania zakrętów. Obie te opcje także znalazły się testowym egzemplarzu. Tymczasem niektórzy mogą czekać na jeszcze jedną zmianę — moc.
Przecież podniesienie mocy to pierwsze, co przychodzi na myśl, gdy pada od zarządu zadanie stworzenia nowej, lepszej wersji. Tym razem muszę ochłodzić wasze zapędy, bowiem pod maską niezmiennie pracuje 2,9-litrowe V6 o mocy 450 KM i momencie równym 600 Nm. Mimo to, dzięki zmienionym nastawom, udało się obciąć 0,1 s w przyspieszeniu do 100 km/h. Czy wobec tego warto dołożyć niemałą kwotę do wyjściowych 451 tys. zł?
Zdecydowanie tak
Modele Audi z linii RS w mojej opinii często wypadały blado na tle rynkowej konkurencji. Nie żeby nie zapewniały emocji. Jednak zamiast mocnego chwytania za gardło oferowały prędzej przyspieszony puls, czego spodziewałbym się po niżej sytuowanej rodzinie S. Chyba że ktoś ów chwyt definiuje jako siłę wciskania ciała w fotel po wyprostowaniu prawej nogi. Tymczasem RS 5 z pakietem Competition plus jest wreszcie tym, czym powinien być od samego początku.
Po przełączeniu w sportowy tryb czuć, że ta maszyna żyje. Podzespoły usztywniają się bardziej niż dotychczas, a siła wspomagania maleje do poziomu, w którym zapewnia oczekiwany opór na kierownicy, dając lepsze wyczucie kół. Wreszcie jest to konwersacja na poziomie między kierowcą a autem, choć wciąż brakuje tu pewnej namiętności. Skuteczny obraz kontroli nad autem w istotny sposób podkreśla napęd quattro.
Ten wykazuje skromną tendencję do podsterowności, ale można wyczuć, że więcej potencjału kierowane jest na tylne koła. Przy odpowiednim ułożeniu można wręcz skończyć w czterokołowym poślizgu charakterystycznym dla rajdowej "starej szkoły" quattro. Zacieśnianie zakrętu przy naprawdę dużych pokładach trakcji na suchej nawierzchni przychodzi równie skutecznie, co opanowanie wspomnianego poślizgu.