"Wymieniona turbosprężarka" - uważaj na to hasło. Na taniej naprawie można się przejechać

Poradniki i mechanika"Wymieniona turbosprężarka" - uważaj na to hasło. Na taniej naprawie można się przejechać11.02.2019 12:56
Wymieniona turbosprężarka nie musi być argumentem za zakupem używanego auta. Raczej powinna budzić szczególną ostrożność.
Wymieniona turbosprężarka nie musi być argumentem za zakupem używanego auta. Raczej powinna budzić szczególną ostrożność.
Źródło zdjęć: © fot. Shutterstock / Comedstock

Nierzadko z ogłoszeń czy nawet z rozmowy telefonicznej dowiadujemy się, że auto używane, którym się zainteresowaliśmy, miało wymienioną turbosprężarkę. Dobra wiadomość, bo jedna droga naprawa z głowy. Niekoniecznie. To może być początek kłopotów.

Może, choć nie musi, ale takich przypadków jak pana Tomka jest na pewno znacznie więcej. Przeczytajcie jego historię.

Kupiłem używany samochód z wymienioną turbosprężarką. Pierwsze co musiałem przy nim zrobić to... naprawa turbo. Okazało się, że poprzednia była wykonana niefachowo – opowiada pan Tomasz o swoim Fordzie Mondeo.

– Byłem przekonany, że skoro samochód ma 260 tys. km, to jakieś naprawy będę musiał w nim zrobić, więc cieszyłem się, że przynajmniej turbo odchodzi. Dostałem nawet od sprzedającego fakturę z warsztatu za naprawę na kwotę 1200 zł. Wszystko wyglądało uczciwie. Jakoś nie zwróciłem uwagi na datę, a to było dwa tygodnie przed sprzedażą - mówi pan Tomasz.

Okazało się, że wszystko było w porządku przez trzy tygodnie od zakupu. Potem nagły spadek mocy i tryb awaryjny. Pan Tomek zaprowadził auto do mechanika, który stwierdził zatarcie turbosprężarki. Pięć tygodni po wymianie.

Potwierdził, że rzeczywiście turbo było wymienione niedawno, ale po diagnozie okazało się, że jest problem ze smarowaniem. – Za solidną naprawę zapłaciłem 3400 zł i jeżdżę autem do dziś bez problemu – opowiada nasz rozmówca. – Dodam tylko, że teraz czuję zupełnie inną moc silnika.

Zakup samochodu z turbosprężarką po wymianie jest ryzykowny, bo nie wiadomo w jaki sposób tak poważna naprawa była przeprowadzona. O ile sama wymiana części dla przeciętnego mechanika nie jest żadnym wyzwaniem, o tyle problem pojawia się, gdy trzeba ustalić przyczynę awarii i ją usunąć. To niestety zabiera czas, a jak wiadomo, czas to pieniądz.

Wymiana turbo bez ustalenia przyczyny jest zupełnie bez sensu, co potwierdził przypadek pana Tomka. Co ciekawe, takie naprawy są powszechne. Opowiada o tym mechanik, który z oczywistego powodu nie zdradził swojej tożsamości.

– Są dwa rodzaje napraw turbosprężarek: dla normalnych klientów i dla ubogich – wyjaśnia mechanik. – Ci drudzy to też handlarze i osoby, które chcą się pozbyć samochodu. Ale przede wszystkim tacy, co nie wyobrażają sobie wydać więcej niż 1,5 tys. zł. Czasami można się w tej kwocie zmieścić, ale zazwyczaj trzeba się ograniczać. Nie wymieniam wtedy przewodów intercoolera, niespecjalnie czyszczę układ. Nie wystawiam faktury. Wolny rynek, a czy klient będzie zadowolony czy nie, to już loteria - dodaje.

Jedną z takich napraw przeprowadził pan Michał. Jego toyota nagle straciła moc. Mechanik zakwalifikował turbosprężarkę do wymiany.

– W pierwszej kolejności pojechałem do specjalisty od toyot, który pracuje na co dzień w ASO. Powiedział, że za naprawę weźmie minimum 2000 zł, ale na bieżąco sprawdzając wszystko, będzie mnie informował o dodatkowych naprawach. W 3 tys. zł miał się zmieścić. Zrezygnowałem, bo to było dla mnie za dużo – opowiada pan Michał.

  • Znalazłem mechanika, który całość wycenił na 1000 zł. Regenerowana turbosprężarka kosztowała mnie 850 zł. Zapłaciłem 1120 zł z wymianą oleju bez żadnego rachunku. Do tej pory jeżdżę tym samochodem, ale wystawiłem go na sprzedaż, bo to już nie to samo. Moc jest niższa, inaczej przyspiesza – z żalem właściciel toyoty opowiada o swojej oszczędności.

Kto kupi takie auto, na pewno nie będzie zadowolony. Ale niekoniecznie zauważy słabsze osiągi podczas jazdy próbnej. Może nie mieć punktu odniesienia, jak pan Tomasz, który dopiero po naprawie swojego forda poczuł, jakie silnik daje przyspieszenie. Gdy w aucie pana Michała znów padnie turbo i ktoś wykona naprawę jak należy, nowy właściciel też poczuje inne osiągi. A może już nie, bo będzie za późno?

W czym jest problem?

Problemów jest więcej niż jeden. Pierwsza rzecz to same czynności wykonywane przez mechaników. Znam kilka osób, które wymieniły turbosprężarkę i pytałem ich o przyczynę awarii. Żadna nie wiedziała, mechanik nic nie powiedział.

Mało warsztatów poświęca czas na profesjonalną diagnostykę silnika, by stwierdzić, co tak naprawdę się stało i dlaczego – mówi Łukasz Ryś, ekspert ProfiAuto. – Uważam, że to przez to, że klienci po prostu nie chcą za to płacić. Za poświęcony czas i głębokie podejście do tematu.

– Pierwsza, najczęstsza usterka to uszkodzenie przez obcy materiał – tłumaczy Ryś. – Tu kłania się dokładność wykonania montażu. Mechanik nie rusza układu dolotowego, ewentualnie tylko przeczyszcza przewody dolotowe, a tak naprawdę należy wyczyścić również kolektor ssący. Następnie klient chce oszczędzić na środkach smarnych. Nierzadko nie chce wymieniać oleju, tylko prosi o dolanie. To może spowodować inną usterkę, której przyczyną będzie zanieczyszczony olej - dodaje ekspert.

Auto przed montażem nowej części powinno być dokładnie sprawdzone i przygotowane. Nowy olej to nie wszystko. Układ smarowania powinien być przepłukany, wymienione muszą być filtry, przeczyszczone kanały dolotowe, sprawdzona odma, najlepiej założyć nowy intercooler i przewody doprowadzające olej do turbosprężarki.

To nie są fanaberie drogich mechaników, ale minimum, jakie należy zrobić, jeżeli chcecie się używać samochodu dłużej. Jeżeli z diagnozy wynika, że turbosprężarka jest zatarta, koniecznie trzeba sprawdzić układ smarowania.

– Przerwy w dostarczaniu oleju to kolejna powtarzająca się często usterka – dodaje mechanik z ProfiAuto. – Niskie ciśnienie oleju to najniebezpieczniejsza forma. Jest to możliwe, kiedy nie przeprowadzimy dokładnej diagnozy uszkodzenia i nie zwrócimy uwagi np. na zepsutą pompę olejową, niedrożny, zgięty bądź złamany przewód smarujący turbosprężarkę, zanik smarowania spowodowany zbyt długą pracą pojazdu przy dużym pochyleniu terenu czy zbyt niski poziom oleju w misce olejowej.

Te czynności pomija się w autach na handel. Oczywiście na byle jaką naprawę nie dostaniecie faktury. Nawet nie dlatego, że będzie taniej. Po prostu mechanik nie chce brać za to odpowiedzialności. Żaden producent turbosprężarki nie uzna wam gwarancji, jeżeli nie będzie rozpoznania przyczyny awarii poprzedniej i wymiany niektórych elementów doładowania.

Regeneracja czy nowa turbosprężarka? Różnica jest ogromna

To kolejna rzecz, która prowadzi do kłopotów po naprawie. Oczywiście można zregenerować turbosprężarkę i jeżeli jest to przeprowadzone naprawdę fachowo, to nie będzie żadnej różnicy w stosunku do nowej.

Jednak tu zdania mechaników są podzielone. By naprawdę dobrze zregenerować turbo ze zmienną geometrią, potrzebny jest odpowiedni sprzęt, dobry fachowiec i jeszcze odrobina szczęścia.

Niestety różnica w cenie pomiędzy częścią nową i regenerowaną jest duża, a czasami ogromna. 100-300 proc. to norma. Mowa o tych ze zmienną geometrią. Te ze stałą są na tyle tanie, że nie zawsze jest sens je regenerować.

Praktycznie każde turbo można kupić za 800-1000 zł, ale nie każde z nich będzie dawało fabryczne osiągi. Warto przy tym zwrócić uwagę na jeden aspekt. Skoro sama turbosprężarka kosztuje 1000 zł, to trzeba być bardzo naiwnym wierząc, że fachowiec zrobi wszystkie czynności zgodnie z technologią wymiany łącznie za 1,2-1,5 tys. zł. Gdzie cena oleju, filtrów, intercoolera, prace przy czyszczeniu układów i oczywiście robocizna?

– Licząc wszystkie czynności, diagnostykę, czyszczenie dolotu, wymianę oleju, itp., to do kosztu zakupu turbiny należy dodać dobre kilka do kilkunastu godzin pracy warsztatu – podsumowuje mechanik ProfiAuto.

– Biorąc średni koszt roboczogodziny na poziomie 100-120 zł, to mówimy tu o kwocie ok. 800-1000 zł. I to w przypadku prostego w serwisie modelu. Ja gdybym miał decydować się na naprawę turbosprężarki w popularnym samochodzie, na pewno przygotowałbym ok. 2-2,5 tys. zł - kończy.

"Wymieniona turbosprężarka" – czy warto kupić takie auto?

Nie chcę zniechęcać do zakupu samochodu używanego, w którym właściciel naprawiał układ doładowania, bo nie to jest moją intencją. Chodzi o przestrogę dla nabywców. Rynek jest taki, że mechanik chce zarobić jak najwięcej, a użytkownik auta chce zapłacić jak najmniej.

2-3 tys. zł za naprawę to nierzadko znacznie powyżej możliwości przeciętnego właściciela diesla i mechanicy o tym wiedzą. A to przecież absolutne minimum.

Kupując samochód z naprawionym turbo warto sprawdzić fakturę z naprawy – co było zrobione i przede wszystkim kiedy. Nie naprawia się poważnych usterek samochodu, żeby go sprzedać, bo każdy wie, że nie jest to opłacalne. Chyba, że zrobi się to możliwie najtaniej, tylko po to, by auto jeździło.

Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)