Budowanie wizerunku i nowe centrum rozwojowe w Europie. Rozmawiałem z prezesem KGM o przyszłości marki

SsangYong, mimo że jest najdłużej produkującą samochody koreańską marką, nie zdołał zawojować rynków tak skutecznie, jak inne rodzime firmy. Po niedawnej zaskakującej zmianie nazwy na KGM marka zamierza odrobić stracone lata i podejść do sprawy kompleksowo, o czym opowiedział mi prezes tej firmy - Jae-Sun Kwak.

Jae-Sun Kwak i KGM Musso GrandJae-Sun Kwak i KGM Musso Grand
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe, WP Autokult | Filip Buliński, KGM
Filip Buliński

SsangYong był tą marką, która przez lata swojej obecności "lada moment miała na dobre rozwinąć skrzydła". Niestety zarówno zamieszanie wokół importerów, jak i problemy w samych strukturach sprawiły, że mniej znany rodak Kii i Hyundaia nigdy dobrze nie wybił się na europejskim rynku, zachowując status "ciekawej alternatywy dla odważnych". W Polsce marka pojawiała się i znikała, a taka niestabilność nie była mile widziana wśród odbiorców.

A szkoda, ponieważ samochody będące w ofercie SsangYonga w ostatniej dekadzie naprawdę miały się czym pochwalić, a przy tym były konkurencyjnie wycenione, zanim zrobiło się to "modne" wśród chińskiej konkurencji. Dlatego decyzja o zmianie nazwy na całkowicie nienawiązującą do dotychczasowej mogła wydawać się zagadkowa, szczególnie w dobie napływu nowych graczy z Państwa Środka.

O motywacji działań powiedział mi sam prezes KGM podczas pierwszych jazd nowym Musso. Otóż wskutek złych decyzji finansowych i narastających problemów SsangYong nie radził sobie najlepiej. Efektem było przejęcie marki od Mahindry przez koreańskiego giganta przemysłowego KG Group i wydzielenie nowej marki KG Mobility. W skrócie – KGM. Szeroki plan restrukturyzacyjny zakładał nowy język stylistyczny, a przede wszystkim zmianę nazwy, by ta przestała się kojarzyć z negatywnymi doświadczeniami.

Z jednej strony KGM odciął się więc od złej sławy SsangYonga, ale zachował nazwy modeli, by pokazać, że technologia i dobre wartości cały czas są podtrzymywane. Cała zmiana pozytywnie wpłynęła przede wszystkim na pracowników, którzy przed przejęciem nie czuli się zbyt pewnie, co odbijało się na kondycji firmy.

Plan naprawy został wprowadzony szybko, a efekty już widać. SsangYong w swojej ponad 70-letniej historii nigdy nie zanotował wzrostu sprzedaży trzy lata z rzędu. Tymczasem KGM takim osiągnięciem może się już pochwalić, a sam 2025 r. przyniósł aż 12-procentowy wzrost w eksporcie. W Polsce największy boom miał miejsce w 2024 r., kiedy KGM sprzedało aż 30 proc. więcej aut niż rok wcześniej. W ubiegłym roku marce udało się utrzymać osiągnięty poziom z symbolicznym wzrostem.

KGM ma więc chrapkę na większy kawałek tortu w Europie, ale przy obecnej ofensywie producentów z Chin nie jest to łatwe zadanie. Zapytałem więc prezesa KGM – Jae-Sun Kwaka – jaką strategię ma firma.

Jae-Sun Kwak - prezes KGM
Jae-Sun Kwak - prezes KGM © Materiały prasowe | KGM

– Wielu globalnych producentów wytwarza obecnie samochody w różnych segmentach, dlatego my staramy się koncentrować wyłącznie na SUV-ach i pickupach. Staramy się być postrzegani jako firma wyspecjalizowana w tych segmentach. W ten sposób staramy się budować tożsamość marki dla europejskich klientów – odpowiada Jae-Sun Kwak.

– Jeśli spojrzysz na przykład na Jeepa, możesz sobie przyswoić pewien wizerunek. I właśnie na budowaniu takiego wizerunku się skupiamy. Chcemy zaprezentować naszą tożsamość jako specjalisty od SUV-ów i pick-upów tak, by ludzie w przyszłości po zobaczeniu naszej marki od razu o tym myśleli, a to wyróżni nas na tle innych – dodaje.

Jae-Sun Kwak podkreśla w tym wszystkim istotę skupiania się na potrzebach klientów i spełniania tychże potrzeb. To ma być jeden z kluczowych aspektów, które umożliwią nie tylko dalszy rozwój, ale będą kamieniem milowym w budowaniu wspomnianego wizerunku.

Prezes KGM jako przykład podaje sytuację nowego Musso, który na rodzimym rynku zadebiutował trzy miesiące temu i już zdobył aż 80 proc. segmentowego rynku. - Klienci wybierają samochody, a my staramy się sprostać ich potrzebom. Tym właśnie budujemy wizerunek – tłumaczy dalej.

Wielu producentów z Azji, chcąc zwiększyć zainteresowanie swoimi produktami, zdecydowało się na otwarcie centrów R&D w Europie. Na taki ruch skusiły się m.in. Hyundai i Kia, a także niektóre chińskie marki, w tym BYD. Zapytałem więc, czy z uwagi na wspomnianą strategię oraz podkreślanie wagi europejskiego rynku KGM również ma podobne plany. Jak się okazuje – tak.

– Właśnie otworzyliśmy naszą europejską siedzibę. Planujemy wysłać tam naszych inżynierów i utworzyć dział badań i rozwoju w naszej europejskiej jednostce – zdradza mi Jae-Sun Kwak. Planowane otwarcie nastąpi szybciej, niż może się wydawać. Prezes KGM powiedział mi, że wspomniane centrum zacznie działać już na początku przyszłego roku i będzie mieściło się obok europejskiej siedziby w Eschborn.

– Po otwarciu planujemy dalszą rozbudowę miejsca w najbliższej przyszłości – podsumowuje mój rozmówca.

Samochody, które będą tu rozwijane, mają być skupione na gustach i potrzebach Europejczyków. Biorąc pod uwagę skupienie KGM na SUV-ach, aktualnie najpopularniejszym i stale rosnącym rynkowo nadwoziu, może to oznaczać kolejne lata gwałtownego wzrostu zainteresowania. W końcu podobne działania Kii i Hyundaia wyszły im bardzo na dobre.

KGM chce stawiać przy tym na dalszą elektryfikację, ale jednocześnie utrzymać w niektórych obszarach napęd spalinowy. Jae-Sun Kwak powiedział, że zdaje sobie sprawę, że rozwój elektromobilności i infrastruktury w poszczególnych krajach europejskich jest bardzo zróżnicowany, dlatego marka będzie bacznie przyglądać się sytuacji i dopasowywać ofertę do danych potrzeb. Kolejną nowość od KGM zobaczymy już w styczniu. Jak zapowiedzieli przedstawiciele marki, ma to być zupełnie nowy model napędzany hybrydą plug-in. Oczywiście SUV.

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ