Test: elektryczny Mercedes GLB - więcej gwiazdek, auto wytrzyma
Mercedes GLB nie zdobędzie statuetek za design roku, ale jest zaskakująco praktyczny i na tyle wygodny, żeby sprawdzić się w roli jedynego auta w rodzinie.
Ostatnie dzieła Gordena Wagenera są subtelne niczym odpalenie armaty na Twierdzy Kłodzko i nie inaczej jest w przypadku GLB. O ile jeszcze w tym mierzącym 4,7 m aucie przymknąłbym oko na motyw gwiazdy w światłach, tak nieco trudniej jest usprawiedliwić 94 gwiazdy w panelu udającym grill. Lecz za tym "interesującym stylistycznie" zabiegiem stoi auto elektryczne, w którym fakt bycia na prąd ma coraz mniejsze znaczenie.
GLB jest bowiem wyższym bliźniakiem całkiem udanego CLA. To oznacza, że w ofercie mamy też auta z silnikiem o pojemności 1,5 litra, a w przypadku elektryka mamy do dyspozycji całkiem sporą i szybko ładującą się baterię, która zmniejsza typowe niedogodności związane z ładowaniem w trasie.
Pierwsza jazda nowym Audi Q7: było nam czekać 12 lat
Mercedes ogranicza możliwość wyboru i montuje ogniwo mieszczące 85 kWh. Jeśli używacie auta "wokół komina" – w mieście i pod nim, mówimy o zużyciu na poziomie 13 kWh/100 km i zasięgu 653 km. Przy średnim przebiegu 40 km (tyle przeciętnie przejeżdżają dziennie europejscy kierowcy) będziecie musieli naładować auto do pełna co dwa tygodnie.
Sytuacja wygląda też optymistycznie w trasie i to pomimo pudełkowatego kształtu nadwozia. Przy prędkości 120 km/h GLB zużywa średnio 18,1 kWh, a to przekłada się na zasięg wynoszący 469 km. Nieźle. Do tego samo ładowanie przebiega sprawnie (20 min do 80 proc.), o ile samochód będzie chciał uzupełnić energię. Wysokie napięcie (800 V) instalacji elektrycznej sprawia, że nie naładujecie GLB na starszych ładowarkach – chyba że zapłacicie około 3 tys. zł za opcjonalną przetwornicę. I choć miała być to opcja zaznaczona "domyślnie" w naszym regionie, ostatecznie znalazła się na liście wyposażenia dodatkowego.
Szkoda tylko, że za całą tą technologią nie idzie jakość wykonania. Ostatnie premiery Mercedesa wskazały na podjęcie kroków w lepszym kierunku, ale nadal spotykam się z gwiżdżącymi w trasie lusterkami (dokładnie przy 126 km/h) czy skrzypiącą roletą bagażnika. To prawdopodobnie kwestia egzemplarza - inne GLB, którymi jeździłem, nie miały takich problemów.
W środku zderzymy się z trzema ekranami, które niestety mają duże ramki i szybko się zestarzały. O wiele lepiej rozwiązano to w większym GLC – tam naprawdę ekran rozciąga się na całą szerokość wnętrza (choć podzielony jest na trzy sekcje). Na szczęście obsługa multimediów nie jest tak skomplikowana, jak mogłoby się wydawać. Nie widzę jednak sensu w zakupie wyświetlacza dla pasażera – chyba że tylko po to, by nie mieć tam taniego plastiku z kolejnymi gwiazdkami.
Pasażerowie drugiego rzędu docenią sporą przestrzeń. Mercedes wygospodarował też aż 540 l na bagaż, które można za około pięć tysięcy złotych zamienić na dodatkowe dwa fotele. Tutaj jednak, co jest smutnym standardem, by czuć się komfortowo, trzeba nie mieć nóg. Szklany dach również może robić wrażenie – szczególnie z 158 podświetlanymi gwiazdkami (poważnie, Gorden?).
Na mnie jednak zdecydowanie większe wrażenie robi system automatycznego parkowania. Koniec z czasami, gdy trzeba było krążyć wokół wybranego miejsca by auto mogło je zmierzyć i podjąć decyzję czy się zmieści. Zatrzymuję GLB, wrzucam wsteczny, a on wyświetla na ekranie (mocno zniekształcony) widok z tylnej kamery i podświetlone miejsce w które samochód może wjechać. Wystarczy potwierdzić decyzję auta. W GLB działało to rewelacyjnie, w Klasie S zdarzyło się, że system za bardzo kombinuje z prostymi manewrami.
Auto elektryczne z natury zawsze będzie miało sporo mocy. 272 KM to wartość zdecydowanie za duża w aucie rodzinnym i mówiąc szczerze: zupełnie zbędna. GLB robi "setkę" w około 7 s. Co ciekawe, w żadnym innym aucie nie czułem tak zdecydowanej zmiany biegu powyżej 100 km/h – elektryczne Mercedesy wrzucają wtedy dwójkę. Pod względem prowadzenia GLB wpisuje się w filozofię marki – to auto satysfakcjonujące w prowadzeniu, ale totalnie nieemocjonujące. Nie będziecie więc jakoś szczególnie wyczekiwali wyprawy na zakupy.
Elektryczny Mercedes GLB startuje od 223 tys. zł (1899 zł miesięcznie netto, umowa na 24 miesiące, przebieg 15 tys. km, opłata wstępna 20 070 brutto). Miesięczna rata za spalinowe GLB jest o około 500 zł mniejsza.
Konkurencja jest mocna: jeden z najchętniej wybieranych elektrycznych SUV-ów premium to BMW iX1, który jest wyceniany (w podstawie) na bardzo podobnym poziomie. Alternatywą może być też Volvo EX40.
Szybkie ładowanie, rozsądny zasięg, duża przestrzeń – czego chcieć więcej? Niektórzy powiedzą – mniej gwiazdek i mniej wpadek jakościowych. Nie zmienia to faktu, że w GLB zapomina się o tym, że jest to auto elektryczne.
- Spory zasięg, nawet jak na tak pudełkowate nadwozie
- Szybkie ładowanie
- Dużo przestrzeni, zwłaszcza z tyłu
- Gwiazdki wciśnięte gdzie się da nie trafią do wszystkich
- Tablety w kabinie szybko się zestarzały
- Pomniejsze wpadki jakościowe w tym egzemplarzu