Samochody używaneOpelSensowne auto za 5000 zł – Opel [część 13] – poradnik kupującego

Sensowne auto za 5000 zł – Opel [część 13] – poradnik kupującego

Sensowne auto za 5000 zł – Opel [część 13] – poradnik kupującego
Marcin Łobodziński

06.03.2015 10:15, aktual.: 30.03.2023 10:00

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Kupując używane auto za 5000 zł nie sposób pominąć w swoich rozważaniach Ople. Starsze, tanie, solidne, porządnie zaprojektowane samochody tego producenta niezbyt dobrze trzymają ceny, co przekłada się na niskie koszty zakupu. Co więcej, eksploatacja Opla też nie jest kosztowna, więc warto rozważyć kilka propozycji.

Chcąc kupić auto za 5000 zł, którego głównym przeznaczeniem miałoby być podróżowanie po mieście, trudno pominąć dość mało popularnego, ale udanego Opla Agilę i jego japońskiego bliźniaka Suzuki Wagon R+. Skromne, pudełkowate nadwozie skrywa również skromne wnętrze, które pomieści 4 pasażerów i przewiezie przy tym 240 litrów bagażu. Konstrukcja auta jest prosta, bezproblemowa i w zasadzie taka, jaka powinna być w tej klasie.

Obraz

Do napędu służyły silniki benzynowe 1,0 i 1,2 l o mocach od 60 do 80 KM. Najmocniejszy z nich zapewniał niezłe osiągi przy relatywnie niskim spalaniu. Najsłabszy średnio radził sobie z lekkim samochodem. Entuzjaści diesli mogą poszukać wersji 1,3 CDTI, której nie polecam ze względu na cenę zakupu i stojącą pod znakiem zapytania ekonomię. To najnowocześniejszy i jednocześnie najdroższy w eksploatacji motor. Jest udany, ale lepiej spisuje się w młodszych autach.

Obraz

Gdyby szukać w tym modelu jakichś wad czy typowych awarii można je znaleźć głównie w zaniedbanych egzemplarzach, zwłaszcza z silnikiem Diesla. Samochód zużywa się normalnie i w zasadzie to wszystko co można powiedzieć. Wysoka ekonomia eksploatacji to wynik tanich, łatwo dostępnych części zamiennych oraz niskich kosztów ubezpieczenia. Zużycie paliwa nie powinno przekraczać 7 l/100 km w eksploatacji miejskiej.

Obraz

Nie ma większego problemu ze znalezieniem egzemplarza za 5000 zł z lat 2000-2003. Wersje poliftowe od 2003 roku zwykle kosztują 1000-3000 zł więcej.

Opel Corsa B to w przeciwieństwie do Agili niezwykle popularny u nas samochód segmentu B. Można powiedzieć, że nie ma żadnych wad po uwzględnieniu średniego wieku samochodów sprzedawanych na rynku wtórnym. Jego produkcję zakończono w 2000 roku, więc w zasadzie każdy rocznik i wersja silnikowa jest w zasięgu ręki.

Obraz

Auto zadebiutowało w 1993 roku, a w 1997 przeszło facelifting. Egzemplarze sprzed liftingu lepiej od razu sobie darować ze względu na kiepskie wyposażenie, wyższy stopnień wyeksploatowania, paliwożerne silniki i większe ryzyko korozji czy powypadkowości.

Najmniejsze silniki słabo radzą sobie z napędzaniem małej Corsy, a ich apetyt na paliwo nie jest mniejszy niż większych odpowiedników. Warto rozpatrzyć 90-konną jednostkę 1,4 16V, która zapewnia dobre osiągi i poza wyciekami oleju czy niedużymi problemami z układem zapłonowym nie generuje dodatkowych kosztów eksploatacji. Jednostki 1,6 o mocach sięgających prawie 110 KM oferowano już w usportowionych odmianach Corsy. Diesla lepiej sobie darować – po prostu nie będzie tańszy w eksploatacji, a moc największego z nich i tak jest zbyt niska.

Obraz

Teoretycznie samochód jest bezobsługowy poza normalnym zużyciem eksploatacyjnym. Oczywiście Corsa B zwykle ma już najlepsze lata za sobą i będzie wymagała opieki. Mimo to, jest jednym z najtrwalszych aut segmentu B tego okresu. Pod warunkiem, że nie zje go rdza. Kupując Corsę B najlepiej poszukać egzemplarzy sprowadzonych z zachodu, które mogą mieć bardzo bogate jak na tę klasę wyposażenie i atrakcyjne dodatki stylistyczne.

Corsa trzeciej generacji zadebiutowała w 2000 roku i dla wielu osób nie interesujących się motoryzacją niczym nie różni się od poprzednika. Rzeczywiście zmiany wizualne są na tyle skromne, że można je uznać za facelifting. A jednak jest lepiej wykonana, lepiej zabezpieczona przed korozją, zapewnia nieco większą ilość miejsca, pewniej się prowadzi i jest bezpieczniejsza. Po uwzględnieniu niskich kosztów eksploatacji i atrakcyjnego wyglądu, Corsa C powinna być pozycją obowiązkową na liście samochodów do 5000 zł.

Obraz

Jedyne czego najlepiej unikać to wersji z litrowym silnikiem benzynowym. Jego niska kultura pracy, niezbyt niskie spalanie, niewielka moc i co gorsza, problemy eksploatacyjne w zasadzie powinny dyskwalifikować ten motor. Nic dziwnego, że to właśnie z tym silnikiem najłatwiej znaleźć tanią Corsę C.

Wielbiciele silników Diesla mogą wybrać między konstrukcją Isuzu 1,7 DI a Fiata 1,3 CDTI. Ten drugi jest lepszy, ale nie znajdziecie go z budżetem 5000 zł. Natomiast w tej kwocie szukanie diesla Isuzu jest wysoce ryzykowne. Gdy japońska jednostka zaczyna się sypać, właściciele szybko sprzedają auto za niewielkie pieniądze. Unikać należy także przekładni zautomatyzowanej Easytronic.

Obraz

Niestety za 5000 zł nie ma dużego wyboru egzemplarzy Corsy C. Można co prawda kupić roczniki 2000-2001, ale o poliftowej Corsie po 2003 roku możemy pomarzyć. Trudno będzie też znaleźć inną wersję silnikową niż 1,0 za tę kwotę.

Choć można bez trudu kupić używaną Astrę II za skromne 5000 zł, to mimo wszystko warto również rozważyć jej poprzednika. Rynek jest bardzo bogaty, a można znaleźć naprawdę ładnie utrzymane egzemplarze. I to pomimo skłonności do korodowania. Łatwo trafić również na samochód kupiony w polskim salonie. Oferta nadwoziowa też jest bogata: hatchback, sedan, kombi i cabrio. Osoby szukające emocji mogą pokusić się nawet o zakup Astry GSi, choć na pewno będzie to egzemplarz wymagający inwestycji.

Obraz

Opel Astra I to ani urodziwe, ani też nowoczesne auto, ale za to niezwykle tanie w eksploatacji, niesamowicie proste oraz dopracowane. Bazuje na mechanice nie mniej udanego Kadetta E, którego jedynym poważnym problemem była rdza. Korozja atakuje również Astry, choć nie jest regułą, że każdy egzemplarz jest skorodowany. Przestronne kombi to gratka dla mało zamożnych rodzin, ale nawet 5-drzwiowy hatchback czy sedan zaspokoi potrzeby większości. W porównaniu z dzisiejszymi autami brakuje trochę wyposażenia. Nie zawsze znajdziemy klimatyzację czy elektrycznie sterowane szyby.

Obraz

Z silników jedynym ryzykownym wyborem są wysokoprężne konstrukcje 1,7 D i 1,7 TD. Choć są oszczędne i zadbane nie sprawiały problemów, to dziś już trudno na to liczyć. Trzeba pamiętać, że mówimy o samochodzie, którego produkcję zakończono w 2000 roku. Najlepiej wybrać sprawdzone i trwałe silniki benzynowe 1,6 l lub 1,8 l i jeździć na gazie. Hydrauliczna regulacja luzów zaworowych ułatwia eksploatację. Silniki 1,4 są trochę za słabe.

Czego można się spodziewać po używanej Astrze I? Właściwie wszystkiego. To stare auto i choć proste, na pewno nie będzie jeżdżącym ideałem. Nawet jeśli przebieg będzie niewielki, to choćby pod wpływem czasu, niektóre elementy będą prosiły o wymianę. Najważniejszy jest stan blacharki i podłogi. Resztę można naprawić za grosze.

Zasadniczo Astra II to technicznie oraz eksploatacyjnie dokładnie taki sam samochód jak poprzednik, tylko młodszy i znacznie mniej korodujący, co nie znaczy, że nie koroduje wcale. Jest tzw. rynkowym pewniakiem.

Obraz

Auto nie ma żadnych wad konstrukcyjnych, ani typowych, szczególnie drogich do usunięcia usterek. Stosunkowo prosta konstrukcja zapewnia bezproblemową eksploatację. Jedyne czego warto się wystrzegać to niestety silniki wysokoprężne 1,7 DTI oraz CDTI. Choć nie są szczególnie awaryjne, to w tak wyeksploatowanym samochodzie jakim jest Astra II za 5000 zł, będą ryzykowne. I właściwie to samo można powiedzieć o mocniejszych dieslach 2,0 i 2,2. Najlepszym wyborem będą świetnie znoszące pracę na gazie silniki benzynowe 1,6 l o mocy ok. 100-105 KM oraz niewiele mocniejsze 1,8 l.

To, co może się nie podobać w tym modelu to niesamowicie smutne i proste wnętrze. Wykonane jest nieźle, ale toporny kształt deski rozdzielczej i szara kolorystyka nie będą na co dzień poprawiały nastroju. Poza tym Astra jest autem obszernym i praktycznym. Dostępna w wersji hatchback (3- i 5-drzwiowy), sedan, kombi, cabrio i coupé zaspokoi każde potrzeby.

Obraz

Za 5000 zł można bez trudu kupić samochód z początku produkcji, ale będzie to raczej hatchback i kombi. Na coupé nie ma co liczyć, tak jak i na mocne wersje OPC oraz wyjątkowo zadbane egzemplarze.

Technicznie Opel Zafira A to Astra II bez dwóch zdań. Jest jednak alternatywą dla osób wymagających więcej niż można wymagać od obszernego kombi. Zafira może przewieźć do 7 osób, a dzięki sprytnemu systemowi składania foteli, łatwo zaaranżować wnętrze. Możliwości przewozowe jak na samochód kompaktowy są ogromne, choć przy komplecie pasażerów trzeba zapomnieć o dużym bagażu. Wnętrze utrzymano w tym samym klimacie co w Astrze, ale dzięki większej powierzchni przeszklonej, kabina nie jest tak ponura. Nieco inaczej zaprojektowano też pozycję za kierownicą ze względu na wysokość auta. Kierownica jest umieszczona bardziej poziomo, a fotel ustawiono wyżej. Zafira jest więc dobrym samochodem na długie trasy. Generalnie na temat Zafiry można by wypowiadać się głównie w superlatywach, ale nie o samochodach za 5000 zł.

Zafira jest cenionym modelem i za taką kwotę właściwie można kupić tylko zaniedbany egzemplarz. Najłatwiej kupić z dieslem… do remontu. I co ciekawe, jeśli ma się w rodzinie mechanika, może to być całkiem dobry sposób na zakup tego auta. Zwłaszcza, że anglików nie brakuje, a kompletne silniki nie są szczególnie drogie.

Opel Vectra to bardzo popularny samochód klasy średniej i jeden z najmniej docenionych, a co za tym idzie, tracący na wartości w szybkim tempie. Za najlepiej utrzymane egzemplarze zapłacimy nie więcej niż 10 tys. zł, a to oznacza, że starsze bez trudu znajdziemy o połowę taniej.

Obraz

Vectra jest samochodem przestronnym, stonowanym i ma niezbyt dobrą opinię, ale popsuły je głównie diesle. Zaniedbane ropniaki to same kłopoty, a na rynku 95 procent z nich jest właśnie w takim stanie. Jeśli kupować to tylko Vectrę z silnikiem benzynowym i najlepiej z instalacją gazową. Pod warunkiem, że wszystko pracuje właściwie. Zakup wersji V6 może być finansową katastrofą.

Najgorsze jest to, że znaczna większość egzemplarzy z rynku wtórnego to samochody zaniedbane, widujące mechanika tylko w celu usunięcia awarii i to możliwie najtańszym kosztem. Są tanie, więc nie można się spodziewać, że kupi je osoba mająca dużo gotówki na obsługę. Niemal na pewno remontu będzie wymagało tylne zawieszenie, które oparto na konstrukcji niezależnej. Nie jest zbyt skomplikowane, ale niezbyt trwałe. Poza tym, w tak leciwym aucie trzeba się spodziewać problemów z osprzętem.

Obraz

Za 5000 zł kupimy Vectrę z końcówki lat 90., również po liftingu, który miał miejsce w 1999 roku. Można wybierać pomiędzy sedanem, liftbackiem i kombi. Warto poszukać egzemplarzy sprowadzonych, które będą lepiej wyposażone niż krajowe, a pochodzenie auta w przypadku takiej ceny i rocznika nie ma żadnego znaczenia.

Gdyby wymienić najbardziej wytrzymałe woły robocze rynku wtórnego to Omega B mogłaby się z powodzeniem na takiej liście znaleźć. To ogromne i bardzo udane auto, które choć ma już najlepsze lata dawno za sobą, to wciąż pozostaje atrakcyjną propozycją dla osób szukających przestronnego auta za niewielkie pieniądze.

Obraz

Zaprezentowany w 1993 roku samochód zapewnia duży komfort podróżowania. Nie bez znaczenia dla wielu, zwłaszcza młodych kierowców, jest też klasyczny, tylny napęd. Niestety nie można liczyć na dużą dynamikę. Powodem są jedyne sensowne, benzynowe jednostki napędowe 2,0 i 2,2 l o mocy 136-144 KM. Większe silniki benzynowe są kosztowne w eksploatacji, a diesle raczej nieudane. Zwłaszcza 2,5-litrowa jednostka od BMW.

Samochód choć generalnie jest trwały, to wiele egzemplarzy ma za sobą 400 tys. km przebiegu i jest wyeksploatowanych. Zwłaszcza wożące towar niczym ciężarówki wersje kombi. I to jest największy problem Omegi. Nie można liczyć na egzemplarze po gruntownym faceliftingu przeprowadzonym w 1999 roku, bo takie są o 2-3 tys. droższe.

Moja propozycja

Opel produkował wiele modeli, które dziś można kupić za skromne 5000 zł, co zresztą widać w powyższym zestawieniu. Za taką kwotę można też kupić niezbyt praktyczną, ale trwałą i prostą, komfortową Calibrę, a nawet mocno zaniedbaną, terenową Fornterę. Jednak nie szukając przygód, można przyjrzeć się dość rzadko spotykanemu na naszym rynku modelowi Sintra. To bardzo przestronny, prawdziwy van, a jednocześnie kolejny model niemieckiego producenta, który po prostu się nie udał. I wcale nie dlatego, że mechanicznie było z nim coś nie tak, ale dlatego, że Opel po prostu nie potrafi stworzyć atrakcyjnego dla klienta samochodu bardziej niszowych segmentów, czego przykładem mogą być chociażby Omega czy GT.

Obraz

Sintrę można kupić nawet za 4000 zł i wcale nie jest to zły wybór alternatywny dla Chryslera Voyagera czy Renault Espace. Jest nawet mniej awaryjny. Jedynym problemem może być dla niektórych poziom bezpieczeństwa biernego, którego Sintra za dużo nie zapewnia. W 1999 roku EuroNCAP przyznało mu tylko 2 gwiazdki, a wygląd rozbitego egzemplarza warto mieć w pamięci zawsze wtedy, gdy przekracza się dozwolona prędkość.

Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (22)