Ministerstwo wyjaśniło. Pieczątka potrzebna nawet prawie nowemu autu
Polskie przepisy dotyczące obowiązkowych kontroli technicznych pojazdów śmiało można nazwać jednymi z najbardziej restrykcyjnych – przynajmniej pod względem częstotliwości, z jaką kierowcy muszą pojawiać się na stacjach diagnostycznych. Bruksela nie zgodziła się na zaostrzenie dość luźnego kursu unijnej dyrektywy. W Polsce złagodzenia zasad jednak nie będzie.
Wizja Brukseli kontra wizja Warszawy
Władze UE pracują nad nowelizacją dyrektywy dotyczącej obowiązkowych badań technicznych pojazdów. Wiadomo, że Bruksela chce m.in. dokładniejszego sprawdzania emisji z rury wydechowej, możliwości wykonania badania technicznego w innym kraju UE czy sprawdzania systemów wspomagania kierowcy. Dyskusja dotyczyła także minimalnych odstępów pomiędzy obowiązkowymi badaniami technicznymi.
Podczas posiedzenia Parlamentu Europejskiego 21 maja posłowie nie zgodzili się na wprowadzenie w dyrektywie zaostrzonych kryteriów. Propozycja przewidywała, że każdy samochód, który ma więcej niż 10 lat, musiałby być badany przynajmniej raz w roku. Pozostanie jednak po staremu.
Dziś dyrektywa 2009/40/WE mówi: "Pojazdy są poddawane badaniu zdatności do ruchu drogowego co najmniej w następujących odstępach czasu (…): pojazdy kategorii M1 i N1: cztery lata po dacie pierwszej rejestracji pojazdu, a następnie co dwa lata". Pojazdy kategorii M1 to samochody osobowe.
Obowiązkiem władz każdego unijnego państwa jest wdrażanie dyrektyw do prawa krajowego. Lokalne regulacje nie mogą być łagodniejsze niż dyrektywa, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by były bardziej restrykcyjne. Tak właśnie jest w Polsce jeśli chodzi o interwał pomiędzy obowiązkowymi badaniami technicznymi.
Zgodnie z polskimi przepisami samochód musi zostać poddany pierwszemu obowiązkowemu badaniu technicznemu po trzech latach od zakupu, potem po dwóch latach, a następnie – a więc gdy ma więcej niż 5 lat – kontrola techniczna jest obowiązkowa co roku. To wyraźnie częściej niż określone w unijnej dyrektywie minimum. Skąd takie podejście? Zapytałem o to w Ministerstwie Infrastruktury.
- Ministerstwo Infrastruktury nie planuje zmiany krajowych interwałów czasowych, terminów (3, 2, 1, 1, 1 …) ważności badań technicznych pojazdów m.in. z uwagi na średni wiek pojazdu w Polsce (ponad 16 lat) i wpływ tego rozwiązania na stan bezpieczeństwa ruchu drogowego – powiedziała autokult.pl Anna Szumańska, rzecznik prasowy w Ministerstwie Infrastruktury.
Czy polskie podejście ma sens?
Z łatwością można zrozumieć, dlaczego rząd chce, aby starsze samochody – na przykład mające więcej niż 10 lat – przechodziły badanie techniczne co roku. W niezbyt zamożnym kraju, jakim wciąż na tle Europy Zachodniej jest Polska, zaawansowany wiek może wiązać się z istotnym niedoinwestowaniem pojazdu w zakresie wymiany części eksploatacyjnych, np. hamulców czy amortyzatorów. W efekcie auto może stanowić zagrożenie na drodze.
Trudno jednak zrozumieć, dlaczego młode samochody, które często są wciąż na gwarancji producenta, muszą zjawiać się w stacji kontroli pojazdów już po trzech latach, a te mające więcej niż 5 lat już co roku. Być może w latach 90. fatalny stan polskich dróg sprawiał, że nawet niemal nowy pojazd szybko się zużywał i mógł stać się niebezpieczny. Dziś mamy jednak drogi w lepszym stanie niż wiele unijnych państw. Nie sądzę również, aby paliwo tankowane na polskich stacjach odbiegało jakością np. od tego w Hiszpanii. Podobnie jest z usługami warsztatów samochodowych czy serwisów ASO.
Prawo w innych krajach
Jakie przepisy obowiązują w innych państwach Unii Europejskiej? W Niemczech auto po raz pierwszy pojawia się na obowiązkowym przeglądzie po trzech latach od pierwszej rejestracji, a potem co dwa lata. Takie same zasady obowiązują w Hiszpanii. We Włoszech i Francji pierwsze badanie wykonuje się po czterech latach, a następne w odstępie dwóch lat. Można jednak powiedzieć, że to kraje, w których samochody są zauważalnie nowsze niż u nas.
A co z państwami, w których średnia wieku aut jest zbliżona, a bezpieczeństwo drogowe jest wyższe? W Czechach (średnia wieku samochodu wg danych ACEA wynosi 16,5 roku) pierwszy przegląd następuje po czterech latach, a potem co dwa lata. W 2025 r. w Czechach w wypadkach zginęły 43 osoby na milion (w Polsce było to 45 os. na milion).
W Finlandii (średni wiek samochodu – 13,6 roku, w 2025 r. 33 ofiary śmiertelne na mln) pierwsze badanie następuje po czterech latach od pierwszej rejestracji auta, potem co dwa lata, a po 10 latach od pierwszej rejestracji badania są co roku. Dokładnie takie same zasady obowiązują w Estonii. Tam średni wiek samochodu wynosi 17,5 roku, a w 2025 r. w wypadkach drogowych zginęło 31 osób na milion mieszkańców. W Słowacji (średni wiek samochodu to 14,6 roku, w 2025 r. 42 ofiary śmiertelne wypadków na milion mieszkańców) pierwsze badanie wykonuje się po czterech latach, a kolejne co dwa lata.
Europejskie dane pokazują, że połączenie pomiędzy większą częstotliwością badań technicznych (szczególnie młodszych aut) i bezpieczeństwem drogowym nie jest tak ścisłe, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Być może ważniejsze okazałoby się uszczelnienie systemu badań technicznych? Według informacji z Centralnej Ewidencji Pojazdów w 2025 r. tylko 2 proc. pojazdów badanych na polskich stacjach nie zaliczyło obowiązkowego badania technicznego. W Niemczech – według danych TÜV – jest to ponad 20 proc.