Obowiązkowo sprawdzą, ile pali twoje auto. Rząd już szykuje przepisy
Obowiązkowy przegląd samochodu w przyszłości zostanie wzbogacony o nowy element. Diagnosta będzie sprawdzał rzeczywiste spalanie i emisję CO2, a dane będą przechowywane przez 20 lat.
Obowiązkowo sprawdzą spalanie
Ministerstwo Infrastruktury w swoim wykazie prac legislacyjnych opublikowało założenia nowelizacji przepisów o obowiązkowych przeglądach technicznych samochodów. Wprowadzi ona dodatkowy element, którym musieli będą zajmować się diagności. Po zmianach pracownik stacji, który będzie kontrolował samochód osobowy lub lekki użytkowy zarejestrowany nie wcześniej niż 1 stycznia 2021 r., obowiązkowo będzie dokonywał odczytu danych dotyczących rzeczywistego spalania i emisji CO2 lub rzeczywistego poboru energii.
Zgodnie z przepisami pojazdy po raz pierwszy zarejestrowane od 1 stycznia 2021 r. muszą być wyposażone w moduł, który odczytuje i zapisuje najważniejsze parametry jazdy. By odczytać takie dane, trzeba podpiąć odpowiednie urządzenie do samochodowego złącza OBD. W praktyce więc diagnosta, do którego trafi takie auto, będzie musiał podłączyć odpowiednie urządzenie. Nie będzie to jednak problemem, gdyż – jak czytamy w informacji o planowanych zmianach – czytnik OBD jest obowiązkowym elementem wyposażenia stacji diagnostycznej. Dane odczytane z interfejsu będą automatycznie zapisywane w Centralnej Ewidencji Pojazdów.
Kiedy mają nastąpić zmiany? Ministerstwo Infrastruktury przewiduje, że projekt nowelizacji w sprawie wymagań w stosunku do stacji przeprowadzających badania techniczne pojazdów będzie gotowy do końca czwartego kwartału 2026 r. Jak szybko rzeczywiście wejdzie w życie, będzie zależeć od ministra infrastruktury. Można jeszcze zadać sobie jedno pytanie: Po co to wszystko?
Producenci pod lupą
Inicjatywa polskiego ministerstwa to pokłosie unijnych regulacji. Rozporządzenie wykonawcze (UE) 2021/392 wprowadziło ideę dokładnej kontroli spalania i zużywanej energii w samochodach osobowych. Zgodnie z założeniem dane na temat każdego samochodu mają być zbierane przez 15 lat, a przechowywane przez 20 lat. Poddane anonimizacji (jeśli chodzi o numery VIN konkretnych pojazdów) dane są wysyłane do Komisji Europejskiej.
KE nie zbiera ich bez powodu. Chodzi tu o długoterminową ewaluację aut poszczególnych producentów. W takich raportach dla KE wyszczególniane są modele i wersje napędowe. Dzięki temu unijne władze będą mogły sprawdzać, jak odległe od katalogowych wartości jest rzeczywiste spalanie poszczególnych wersji napędowych aut, a także jak rzeczywiste spalanie, a więc i emisja CO2, zmienia się na przestrzeni lat eksploatacji.
Zbieranie dokładnych danych na temat spalania i emisji CO2, a także zużycia energii w przypadku aut hybrydowych, hybryd plug-in czy elektryków, może być też przydatne w kwestii kształtowania polityki dotyczącej przepisów. Dzięki takim danym udało się na przykład stwierdzić, że hybrydy plug-in w rzeczywistym użytkowaniu – i przy uwzględnieniu emisji CO2 związanej z produkcją prądu – emitują średnio 163 g CO2/km przy wyniku na poziomie 188 g CO2/km dla zwykłych hybryd.
Zmian w przeglądach będzie więcej
Obowiązek kontrolowania rzeczywistego spalania i prawdziwej emisji CO2 w poddawanych badaniom technicznym samochodach może pojawić się w przepisach w 2027 r. W zawieszeniu pozostają jednak inne zmiany dotyczące tego tematu. W legislacyjnej lodówce znajduje się nowelizacja przepisów, która zakłada konieczność wykonywania przez diagnostę zdjęć pojazdu poddawanego badaniu (w celu uszczelnienia systemu). W planach jest również wprowadzenie wyższej opłaty za spóźnienie się z badaniem technicznym o ponad 30 dni. Z drugiej strony ma pojawić się możliwość przeprowadzenia badania technicznego do 30 dni przed datą na pieczątce w dowodzie rejestracyjnym bez utraty dni względem pierwotnego terminu.
Władze UE też planują zmiany w przepisach o badaniach technicznych aut. Bruksela chce rozszerzenia ich zakresu o kontrolę aktywnych systemów wspomagania kierowcy, sprawdzanie parametrów układów napędowych aut elektrycznych i hybrydowych czy obowiązkową kontrolę emisji cząstek stałych oraz tlenków azotu.
To ostatnie mogłoby oznaczać duże kłopoty z otrzymaniem pieczątki dla właścicieli starszych samochodów. Szczególnie jeśli na przestrzeni lat zlecono wycięcie filtra cząstek stałych, który zaczął sprawiać problemy. Na razie potencjalne zmiany w unijnych przepisach są jednak na dość wczesnym etapie i wiele jeszcze może się zmienić.