Historyczny sukces polskiego zespołu. "Piekarze" zdeklasowali rywali
94. edycja wyścigu 24h Le Mans okazała się wyjątkowo upalna, a Polacy mają powody do radości. W klasie LMP2 ogromny sukces odniósł polski zespół Inter Europol Competition, zajmując dwa pierwsze miejsca bolidami #43 i #343, za których sterami usiedli kolejno Jakub Śmiechowski, Tom Dillmann i Nicholas Yelloly oraz Bijoy Garg, Reshad De Gerus i Nico Müller. W klasie Hypercar najlepsza była Toyota #7.
Tegoroczny wyścig przebiegał w dużej mierze spokojnie, aż do wypadku Porsche #91 w 18. godzinie wyścigu. Wówczas na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa, który pozostał na nitce aż przez godzinę. Przez całą sytuację stawka mocno się zbiła, a ostra rywalizacja ruszyła od nowa. Wcześniej awarie wyeliminowały z wyścigu Cadillaka, Ferrari, BMW i Genesisa.
Na szczęście Ferrari #83 z Robertem Kubicą w zespole pozostał w grze i choć Polak wyróżniał się imponującym tempem podczas swoich zmian, nie udało mu się przebić do pierwszej trójki, utrzymując przez większość czasu wywalczone 5. miejsce. Na niecałe dwie godziny przed końcem zamienił go Yifei Ye, który ostatecznie dojechał na 7. pozycji.
W klasie Hypercar czołówkę zdominowała Toyota – na pierwszym miejscu (z zaledwie 10-sekundowym zapasem) dojechał bolid #7 (Mike Conway, Kamui Kobayashi, Nyck De Vries), a Toyota #8 (Sebastian Buemi, Brendon Hartley, Ryo Hirakawa) zajęła 3. miejsce. Japoński zespół "rozbiło" BMW #20 w zespole Robin Frijns, Rene Rast i Sheldon Van Der Linde, które na godzinę przed końcem wyścigu spektakularnie walczyło o drugą pozycję. Niestety z powodu wypadku wyścigu nie ukończyło BMW #15, które startowało z pole position.
- Tegoroczne Le Mans na długo zapadnie mi w pamięci. Wysokie temperatury, brak deszczu i niewiele przerw w ściganiu. Ale przede wszystkim we wszystkich trzech klasach przez całą dobę walka toczyła się o ułamki sekund, jakbyśmy oglądali trwający 24 godziny sprint. Ani chwili wytchnienia dla kierowców i zespołów. Ostatecznie wygrało to, co na Circuit de la Sarthe najważniejsze - doświadczenie. Podwójne zwycięstwo zespołu Inter Europol Competition pokazuje, że ekipa Kuby Śmiechowskiego to absolutny światowy top - mówi Szymon Jasina, który oglądał wyścig na żywo w Le Mans.
Ogromny sukces w klasie LMP2 odniósł z kolei polski zespół Inter Europol Competition. "Piekarze" przez cały wyścig trzymali się czołówki. Długi czas lepszą z dwóch ekip była ta mniej doświadczona z numerem #343. Po awarii hamulców bolidu Duqueine Team z numerem #30, oba auta polskiego zespołu przeskoczyły na pierwsze dwa miejsca i tak już dojechały do mety, choć w odwrotnej niż przez większość wyścigu kolejności.
Zwyciężył #43 z Jakubem Śmiechowskim, Tomem Dillmannem i Nicholasem Yelloly, a Bijoy Garg, Reshad De Gerus i Nico Müller z bolidu #343 zajęli drugie miejsce. Jako trzeci dojechał Forestier Racing By Panis #29 w zespole Loius Rousset, Esteban Masson i Oliver Gray. Tym samym "Piekarze" nie tylko obronili zeszłoroczny tytuł, ale i zdeklasowali rywali. To historyczny sukces.
- Niektóre rzeczy się zmieniają, inne nie: tegoroczna edycja jest wyjątkowa pod kątem braku problemów przy przebiegu wyścigu. Brak większych wypadków i utrudniających życie warunków deszczowych to jednak też problem: utrzymywane całą dobę maksymalne tempo jazdy odbija się nie tylko na kierowcach, ale też na samych maszynach – ich silnikach i hamulcach. Panujący na torze ukrop doskwiera wszystkim, również zgromadzonym po raz kolejny kilkuset tysiącom kibiców. W takich warunkach po raz kolejny klasę pokazuje polski zespół Inter Europol Competition - relacjonuje z miejsca wyścigu także Mateusz Żuchowski.
- Jeśli po zajęciu w ostatnich trzech edycjach kolejno pierwszej, drugiej i pierwszej pozycji w LMP2 musi jeszcze komuś coś udowadniać ze względu na swoje pochodzenie z kraju bez dużych tradycji motorsportowych, to tym razem definitywnie pokazuje, że te wyniki nie są dziełem jakiegokolwiek przypadku - kontynuuje Mateusz Żuchowski.
- Po raz kolejny widać również jakościową różnicę jazdy Roberta Kubicy: nawet w stawce najlepszych kierowców wyścigowych na świecie, w której w tym roku pojawiło się aż kilkunastu byłych zawodników F1, wyjazd Polaka był od razu zauważany i wpływał na wyniki. O ile auto z numerem startowym 83 do wyścigu ruszało z końca stawki, jako najwolniejsze z trio Ferrari, 24 godziny później do mety dojeżdża jako najszybsze - podsumowuje.
W klasie LMGT3 najlepszy okazał się zespół TF Sport #33 w Corvette (Keating Ben, Edgar Jonny, Juncadella Daniel). Na drugim miejscu dojechał Akkodis ASP Team #78 w Lexusie (Tom Van Rompuy, Hadrien David, Jack Hawksworth), natomiast trzecią lokatę zajął Heart Of Racing Team #23 w Astonie Martinie (Gray Newell, Eduardo Barrichello, Jonny Adam).