Skrzyżowanie, na którym nie ma znaków rozstrzygających o pierwszeństwie, traktuje się jak skrzyżowanie równorzędne. Problem zaczyna się w sytuacji, gdy oznakowanie występuje tylko dla części kierowców: przykładowo na jednej jezdni stoi A-7 "ustąp pierwszeństwa" albo na drodze poprzecznej ustawiono D-1 "droga z pierwszeństwem", a na drugiej znaku nie ma. Czy wówczas nadal można mówić o skrzyżowaniu równorzędnym i czy kierowca bez znaku ma prawo opierać się na zasadzie prawej ręki?
Sprawą zajął się Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu, analizując sytuację kandydata na kierowcę podczas egzaminu. Egzaminowany miał skręcić w prawo, a z lewej strony nadjeżdżał inny samochód. Ponieważ nie było znaku A-7 "ustąp pierwszeństwa" (został skradziony), egzaminowany uznał, że powinien zastosować zasadę prawej ręki i wjechał na skrzyżowanie. W efekcie stworzył zagrożenie dla pojazdu nadjeżdżającego z lewej strony, a egzaminator musiał awaryjnie hamować i przerwał egzamin.
WIDEOLuksus na nowym kursie: Exlantix debiutuje na północy Polski z Grupą Plichta
Zarówno Samorządowe Kolegium Odwoławcze, do którego odwołał się egzaminowany, jak i sąd wskazały, że jeśli przed skrzyżowaniem kierowca nie ma żadnego znaku, może przyjąć, iż wjeżdża na skrzyżowanie równorzędne. SKO uznało więc, że przy braku oznakowania kandydat na kierowcę miał podstawy, by sądzić, że pierwszeństwo przysługuje jemu.
Opinia sądu i SKO
WSA we Wrocławiu stwierdził przy tym, że egzaminowany mógł pozostawać w przekonaniu, iż nie ma obowiązku ustępować pojazdowi z lewej strony. W takiej konfiguracji – jak ocenił sąd – nie sposób przypisać winy ani jednemu, ani drugiemu kierowcy. Gdyby doszło do kolizji, odpowiedzialność mogłaby zostać przeniesiona na zarządcę drogi, który nie zapewnił właściwego oznakowania.
Jednocześnie sąd nie zakwestionował samej reakcji egzaminatora: przerwanie egzaminu było uzasadnione, bo bez interwencji mogło dojść do zderzenia. Spór dotyczył jednak tego, jaką przyczynę przerwania wpisano w dokumentacji. Wskazanie "nieustąpienie pierwszeństwa" uznano za nieprawidłowe, bo egzaminowany nie popełnił błędu w ocenie pierwszeństwa w warunkach braku znaku. Problemem było natomiast niezachowanie ostrożności i doprowadzenie do zagrożenia – i to ta okoliczność powinna zostać wskazana jako powód przerwania. Ostatecznie skargę oddalono, a egzamin uznano za nieważny.