Ograniczenie prędkości do 120 km/h na autostradzie, 110 km/h na dwujezdniowej drodze ekspresowej, 80 km/h poza obszarem zabudowanym oraz 50 km/h w terenie zabudowanym, niezależnie od pory dnia - takie postulaty składają naukowcy, którzy stwierdzają, że należy ograniczyć wypadki drogowe, a co za tym idzie, zredukować obłożenie służby zdrowia.
Naukowcy zauważają, że - pomimo spadku natężenia ruchu - liczba ofiar śmiertelnych w ostatnim czasie wzrosła (pisałem o tym całkiem niedawno). Powołują się też na modele przygotowane dla Ministerstwa Infrastruktury, gdzie podano informację, że "zmniejszenie rzeczywistej prędkości średniej o 1 km/h powoduje redukcję liczby ofiar wypadków od 3 do 5 proc."
Co ciekawe, obniżenie limitu prędkości powoduje zmniejszenie rzeczywistych wartości o ok. 25 proc. Jeśli np. na znakach pojawi się limit 40 km/h (a nie 50 km/h), wówczas kierowcy będą średnio jeździć o 2,5 km/h wolniej. Mało? Być może, ale wówczas liczba ofiar wymagających długiej hospitalizacji wyniesie ok. 10 proc. mniej. Poza tym kierowcy karetek będą szybciej dojeżdżać na miejsce.
W liście do ministerstw zauważono jednak, że istnieje grupa osób, które raczej nie będą przestrzegać nowych przepisów. Niektórzy korzystają z pustych dróg, mocniej naciskając pedał gazu. W Bydgoszczy jednego dnia aż ośmiu kierowców straciło prawo jazdy za prędkość, z kolei we Włocławku – sześć.
Mazowiecka policja w ciągu ostatniego tygodnia marca zatrzymała "za prędkość" 109 kierujących, z czego 5 straciło prawo jazdy. Służby skupiają się na opanowaniu epidemii i kontrolowaniu zakazów ruchu. Problem zauważa Filip Springer, reportażysta i fotograf. "A tych kolesi, co grzeją 180 km/h po Poniatowskim, to policja też tak zawzięcie łapie jak spacerowiczów? Bo oni na pewno w sprawach zapewniających codzienne funkcjonowanie te rekordy cisną" – pisze Springer. - "Może jeden patrol by się przydało z jakiegoś pilnie strzeżonego parku wycofać. Bo oni tak przez okrągły dzień jeżdżą."
Na wspomnianym moście Poniatowskiego fotoradary dopiero się pojawią. Są tańsze niż planowana wcześniej strefa pomiaru średniej prędkości. Jednak i tu pojawia się luka – skuteczność w wystawianiu mandatów w systemie CANARD wynosi zaledwie 55 proc. Tymczasem na jednej z grup zrzeszających kierowców aut luksusowych użytkownik z Krakowa pisze: "nadzwyczajny moment dla street racing’u. Dla wielu czas wykorzystania potencjału samochodów o ponadprzeciętnych osiągach (…). Puste drogi zastępują nam tor."
Ograniczenie prędkości nie zrobi wrażenia na osobach, które i tak nie respektują przepisów. Naukowcy odpowiedzialni za pismo skierowane do rządzących zauważają także inny sposób: zastosowanie dodatkowych instrumentów w postaci bardziej dolegliwych kar. Ten krok, według badań WP, najbardziej popierają Polacy.
Niestety, nawet tak tragiczne wydarzenie jak wypadek na ul. Sokratesa w Warszawie, gdzie pod kołami zginął mężczyzna ratujący rodzinę, wprowadził "zaledwie" odbieranie praw jazdy za przekroczenie prędkości poza miastem. Pojawia się pytanie, czy potrzebujemy kolejnego takiego wypadku, by mandaty zostały w końcu podniesione? Oby nie.