Zalegają w salonach i tanieją. Rabaty sięgają 250 tys. zł
Kosztują krocie, ale da się je kupić znacznie taniej. Luksusowe i sportowe samochody z minionych roczników wciąż zalegają w salonach, a sprzedawcy są skłonni do szokujących obniżek.
To, że nowe auta szybko tracą na wartości, nie jest żadną tajemnicą. Im droższy samochód, tym większa utrata - proste. Dobrze obrazują to sportowe i luksusowe modele zalegające w salonach od lat. Mają zerowe przebiegi, ale zostały wyprodukowane w 2024 roku, przez co są objęte gigantycznymi rabatami. Obniżki nierzadko idą w setki tysięcy złotych.
Przykład? Elektryczne Porsche Taycan 4S Sport Turismo wystawione przez wrocławskiego dealera za 460 tys. zł. Auto nie jest zarejestrowane i nie ma przebiegu, ale pochodzi z 2024 roku. Ile kosztowało w konfiguratorze? Dokładnie 717 785 zł, więc obniżka wynosi aż 257 785 zł!
Na podobny rabat mogą liczyć ci, którzy zdecydują się na Mercedesa-Maybacha S580 4MATIC Night Series Edition sprzedawanego w Poznaniu. Samochód jest dostępny od ręki w cenie 959 900 zł, ale w 2024, gdy został wyprodukowany, kosztował 1 211 149 zł.
Pozostając przy Mercedesie, da się też znaleźć mocno przecenione egzemplarze Klasy G, tyle że elektrycznej. W Warszawie stoi piękna, niebieska sztuka G580 EQ za 761 779 zł, podczas gdy jej cena katalogowa wynosi 896 211 zł.
Jednakże, by zaoszczędzić 200 tys. zł, nie zawsze trzeba wydawać więcej niż pół miliona. Czasem wystarczy "tylko" 324 900 zł. Właśnie na tyle wycenione jest elektryczne Volvo EX90 wystawione na sprzedaż przez łódzkiego dealera. Katalogowo auto było warte 523 600 zł, więc rabat sięga aż 198 700 zł.
Pozostaje kwestia, czy w ogóle opłaca się zwracać uwagę na takie samochody. Odpowiedź wydaje się oczywista – skoro do tej pory nie znalazły nabywców, trudno uznać je za wyjątkową okazję. Przyczyną nie jest wyłącznie metryka, lecz także konsekwencje, jakie niesie za sobą starszy rocznik.
Zdarza się, że pojazdy są już formalnie zarejestrowane na dealera, co oznacza, że kupujący nie zawsze zostaje pierwszym właścicielem. Starsza data produkcji może również komplikować uzyskanie kredytu lub leasingu, a oferowane warunki finansowania mogą być mniej korzystne niż w przypadku fabrycznie nowych aut. Ostatecznie wszystko sprowadza się do chłodnej kalkulacji.