Wyższe cła Trumpa zagrożą branży motoryzacyjnej. Niemcy mówią o "ogromnych kosztach"
Groźby Donalda Trumpa dotyczące nałożenia karnych ceł na kraje wspierające Grenlandię doczekały się szybkiej reakcji po stronie niemieckiego przemysłu. Przedstawiciele branży mówią o ogromnych kosztach i potencjalnych decyzjach.
Trump zapowiedział podwyższenie obowiązującego cła na towary importowane z Danii, Norwegii, Szwecji, Francji i Niemiec z dotychczasowych do 25 proc. Decyzja ma być karą dla państw, które poparły Grenlandię, po tym, jak USA wystosowały groźby dotyczące przejęcia jej terytoriów.
W poście w mediach społecznościowych Trump poinformował, że cła wzrosną do 25 proc., chyba że "osiągnięte zostanie porozumienie w sprawie całkowitego zakupu Grenlandii". Wyższe stawki miałyby obowiązywać już od 1 lutego 2026 roku.
Zapowiedzi spotkały się z szybką reakcją przedstawicieli niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego, który czerpie duże zyski z eksportu pojazdów do USA. Niemieckie stowarzyszenie przemysłu motoryzacyjnego VDA opublikowało oświadczenie, w tej sprawie.
Porsche Panamera - to miał być prototyp
VDA ostrzega, że cła będą oznaczać "ogromne koszty" dla niemieckich i europejskich producentów samochodów. "Kluczowa jest teraz mądra, strategiczna reakcja Brukseli, skoordynowana z krajami dotkniętymi problemem" – stwierdza prezes VDA Hildegard Mueller.
Nie oznacza to jednak, że Niemcy są skłonni przytaknąć żądaniom Trumpa. "Jeśli UE ustąpi, to tylko zachęci prezydenta USA do wysuwania kolejnych absurdalnych żądań i grożenia kolejnymi cłami" – powiedział Bertram Kawlath, prezes niemieckiego stowarzyszenia inżynierów VDMA cytowany przez serwis "Automotive News Europe".
Wtóruje mu Volker Treier, specjalista ds. handlu zagranicznego w Niemieckiej Izbie Przemysłowo-Handlowej (DIHK) mówiąc, że "Wysoce kontrowersyjne cele polityczne są w niedopuszczalny sposób wiązane z sankcjami gospodarczymi".
Warto wspomnieć, że produkty z Europy już teraz są objęte w USA 15-procentowymi cłami. Podwyższenie stawki o kolejne 10 proc. może znacząco obniżyć konkurencyjność europejskich produktów, a przy tym osłabić branżę, która już teraz zmaga się z wewnętrznym kryzysem.