Wymowne słowa szefa Hondy. Nie ma już złudzeń

Dyrektor zarządzający Hondy Toshihiro Mibe przyznał: "nie mamy z nimi [Chinami – dop. red.] szans". Słowa miały paść po wizycie u szanghajskiego poddostawcy.

TOKYO, JAPAN - OCTOBER 29: Honda Motor Co. CEO Toshihiro Mibe speaks during a media day for the Japan Mobility Show 2025 at Tokyo Big Sight in Tokyo, Japan on October 29, 2025. The show, formally known as the Tokyo Motor Show, will be open to the public from October 31. (Photo by Tomohiro Ohsumi/Getty Images)
Źródło zdjęć: © GETTY | Tomohiro Ohsumi
Mateusz Lubczański

Honda nie jest na fali. Ostatnimi czasy wycofano się z rozwoju dwóch planowanych modeli (0 SUV i 0 Sedan), zrezygnowano też z dalszej współpracy z Sony (co miało zaowocować elektrykiem spod marki Afeela). Do tego dochodzi nieciekawa sytuacja japońskiego producenta w Chinach, gdzie w 2025 roku sprzedano 640 tys. aut, spadając z wyniku 1,62 mln pojazdów w 2020 roku. Jak informuje serwis Motor1, wykorzystywana jest zaledwie połowa możliwości produkcyjnych, a to za mało, by zarabiać.

Kluczowe słowa Mibe mówiące o braku szansy miały paść podczas wizyty dyrektora u poddostawcy w Szanghaju w lutym tego roku – podaje "Nikkei Asia". Całkowita automatyzacja, od kupowania części przez logistykę, nie wymagała obecności człowieka na hali zakładowej. A to oznacza cięcie kosztów.

– Musimy działać szybko w kwestii cyfryzacji produkcji – miał powiedzieć Mibe do japońskich poddostawców części już w marcu.

Rozwiązaniem ma być również zmiana w zarządzaniu działem rozwoju. Wcześniej był on sterowany centralnie – teraz ma mieć większą niezależność. To odpowiedź na szybkie projektowanie nowych aut przez Chińczyków. Samochód może tam zostać stworzony w dwa lata, co jest nieosiągalne dla europejskich czy japońskich marek.

– Pięć lub sześć lat temu standardem było, że to centrala wyznaczała kierunek rozwoju - stwierdził Mibe cytowany przez "Nikkei Asia". – Świat zmienił się drastycznie.

– Różnice polegają m.in. na tym, że chińskie zespoły pracują zmianowo nad rozwojem jednej części samochodu, podczas gdy u nas inżynierowie czekają na spotkania decyzyjne, które mogą się odbywać co 2-3 tygodnie, co powoduje blokady. Chińczycy szybciej rozwiązują problemy i podejmują decyzje, co przyspiesza proces – mówił mi jeszcze pół roku temu Ivan Segal, dyrektor odpowiedzialny za światową sprzedaż koncernu Renault.

– Europa ma wiele kombinacji silników i opcji, podczas gdy Chiny skupiają się na kilku wersjach i standardowym wyposażeniu, co upraszcza i przyspiesza wprowadzanie na rynek – wyjaśniał Segal.

Problem nie dotyczy wyłącznie Hondy, która jeszcze rok temu chciała połączyć siły z Nissanem i Mitsubishi. Nawet dyrektor zarządzający Toyotą, Koji Sato, powiedział na spotkaniu z poddostawcami, że "jeśli nic się nie zmieni, nie przeżyjemy".

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY