Wymowne słowa szefa Hondy. Nie ma już złudzeń
Dyrektor zarządzający Hondy Toshihiro Mibe przyznał: "nie mamy z nimi [Chinami – dop. red.] szans". Słowa miały paść po wizycie u szanghajskiego poddostawcy.
Honda nie jest na fali. Ostatnimi czasy wycofano się z rozwoju dwóch planowanych modeli (0 SUV i 0 Sedan), zrezygnowano też z dalszej współpracy z Sony (co miało zaowocować elektrykiem spod marki Afeela). Do tego dochodzi nieciekawa sytuacja japońskiego producenta w Chinach, gdzie w 2025 roku sprzedano 640 tys. aut, spadając z wyniku 1,62 mln pojazdów w 2020 roku. Jak informuje serwis Motor1, wykorzystywana jest zaledwie połowa możliwości produkcyjnych, a to za mało, by zarabiać.
Kluczowe słowa Mibe mówiące o braku szansy miały paść podczas wizyty dyrektora u poddostawcy w Szanghaju w lutym tego roku – podaje "Nikkei Asia". Całkowita automatyzacja, od kupowania części przez logistykę, nie wymagała obecności człowieka na hali zakładowej. A to oznacza cięcie kosztów.
– Musimy działać szybko w kwestii cyfryzacji produkcji – miał powiedzieć Mibe do japońskich poddostawców części już w marcu.
Rozwiązaniem ma być również zmiana w zarządzaniu działem rozwoju. Wcześniej był on sterowany centralnie – teraz ma mieć większą niezależność. To odpowiedź na szybkie projektowanie nowych aut przez Chińczyków. Samochód może tam zostać stworzony w dwa lata, co jest nieosiągalne dla europejskich czy japońskich marek.
– Pięć lub sześć lat temu standardem było, że to centrala wyznaczała kierunek rozwoju - stwierdził Mibe cytowany przez "Nikkei Asia". – Świat zmienił się drastycznie.
– Różnice polegają m.in. na tym, że chińskie zespoły pracują zmianowo nad rozwojem jednej części samochodu, podczas gdy u nas inżynierowie czekają na spotkania decyzyjne, które mogą się odbywać co 2-3 tygodnie, co powoduje blokady. Chińczycy szybciej rozwiązują problemy i podejmują decyzje, co przyspiesza proces – mówił mi jeszcze pół roku temu Ivan Segal, dyrektor odpowiedzialny za światową sprzedaż koncernu Renault.
– Europa ma wiele kombinacji silników i opcji, podczas gdy Chiny skupiają się na kilku wersjach i standardowym wyposażeniu, co upraszcza i przyspiesza wprowadzanie na rynek – wyjaśniał Segal.
Problem nie dotyczy wyłącznie Hondy, która jeszcze rok temu chciała połączyć siły z Nissanem i Mitsubishi. Nawet dyrektor zarządzający Toyotą, Koji Sato, powiedział na spotkaniu z poddostawcami, że "jeśli nic się nie zmieni, nie przeżyjemy".