Volkswagen robi krok do tyłu. Przyciski wracają do kabin
Zapatrzenie się na Teslę i jej gigantyczny ekran odbiło się czkawką dla Volkswagena. Firma pokazała wnętrze nowego, elektrycznego Polo i – zgodnie z oczekiwaniami – powróciła do starych rozwiązań.
Ach, co to miała być za rewolucja! Volkswagen zdecydowanie wszedł w "ekranozę" – najpierw w ósmej generacji Volkswagena Golfa, później rozszerzając ją na modele elektryczne z rodziny ID. Założenie było takie, że obsługa będzie szybsza i logiczna dla pokolenia, które urodziło się z ekranem w dłoni.
Na wyświetlaczu umieszczono obsługę klimatyzacji której wystarczyło powiedzieć "jest mi zimno", głośność regulowało się na nieoznaczonym (i niepodświetlonym) panelu dotykowym. Takie też rozwiązanie umieszczono na kierownicy. Efekt? Tragiczny.
Pierwsza (prawie) jazda: Volkswagen ID. Cross Concept - wracamy do przycisków!
Taki wybieg w przyszłość spotkał się z krytyką klientów. System okazał się nie tylko skomplikowany, nielogiczny (jak np. komputer pokładowy resetowany w zupełnie innym menu), ale i był wyjątkowo niestabilny oraz potrafił się zawiesić do momentu ponownego uruchomienia auta. Próbowano się ratować aktualizacjami, ale nie zmieniły one wiele.
Volkswagen wyciągnął wnioski i pokazał wnętrze nowego ID. Polo, w którym widzimy nadal spory ekran, ale i masę przycisków. Po lewej stronie kierownicy mamy tempomat, po prawej obsługę dźwięku. Na środku auta – piękny panel klimatyzacji oraz pokrętło od głośności. Zegary to świetne nawiązanie do klasyki. I co, da się?
Taki ruch jest spowodowany nie tylko krytyką klientów. Po wprowadzeniu na rynek Volvo EX30 (gdzie na ekranie reguluje się położenie kierownicy, fotela czy lusterek), organizacja Euro NCAP, odpowiedzialna za przyznawanie gwiazdek bezpieczeństwa, powiedziała: stop. Najważniejsze funkcje auta mają być łatwo dostępne – w innym przypadku ocena zostanie obcięta. A o wynikach innych niż pięciogwiazdkowe producenci nie za bardzo lubią mówić.