Poradniki i mechanikaUżytkowanie samochodu z turbiną. Najważniejsze zasady

Użytkowanie samochodu z turbiną. Najważniejsze zasady

Oferta wolnossących jednostek jest coraz bardziej skąpa. Jesteśmy skazani na doładowane silniki
Oferta wolnossących jednostek jest coraz bardziej skąpa. Jesteśmy skazani na doładowane silniki
Źródło zdjęć: © fot. mat. prasowe/Mercedes
Tomasz Budzik

22.03.2019 13:13, aktual.: 28.03.2023 11:30

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Choć turbiny projektowane są tak, aby bez usterek działać przez całą długość życia silnika, to bardzo często dzieje się jednak inaczej. Dzieje się tak głównie z winy samych kierowców, którzy niewłaściwie ich używają.

Turbosprężarka to precyzyjne urządzenie, którego wirnik napędzany jest za pomocą spalin wydobywających się z silnika. Jego obroty mogą osiągnąć nawet 250 tys./min. By uświadomić sobie, jak ogromna to wartość, wystarczy wspomnieć, że przeciętny silnik Diesla nie jest w stanie osiągnąć 8 tys. obr./min., a motor benzynowy 10 tys. obr./min.

Przy takich wartościach i podczas wytwarzania ciśnienia powstaje bardzo dużo ciepła. Właśnie jego odprowadzanie, wraz z właściwym smarowaniem, to podstawowe warunki, których spełnienie gwarantuje długą pracę turbosprężarki.

Użytkownik samochodu z takim elementem musi pamiętać o tym, by po uruchomieniu silnika dać pompie około 30 sekund na rozprowadzenie oleju po całym układzie. Jeśli zwiększymy obroty silnika nim dotrze on do sprężarki, powstaną szkody. Twarde zasady dotyczą również unieruchamiania jednostki napędowej.

Jeśli tuż przed zatrzymaniem się używaliśmy silnika na wysokich obrotach, turbinę trzeba schłodzić. Polega to na pozostawieniu pracującego samochodu na biegu jałowym na około 2-3 minuty. Można też oczywiście schłodzić turbinę, jadąc z wartościami obrotów poniżej 1,5 tys./min. Ale nie należy parkować i wyłączać silnika po dynamicznej jeździe.

Wiele nowoczesnych samochodów wyposażonych jest w system start/stop, który aktywuje się samoczynnie po uruchomieniu silnika. Jeśli przez dłuższy czas używamy wysokich obrotów silnika, na przykład jadąc szybko autostradą, wyłączmy ten system.

W przeciwnym razie ryzykujemy, że podczas krótkiego postoju, na przykład na bramkach przy uiszczaniu opłaty za przejazd, dojdzie do wyłączenia silnika przy mocno rozgrzanej turbinie. Nie każde auto ma zabezpieczenie, które do tego nie dopuści.

Wokół używania jednostek napędowych z turbosprężarkami narosło też wiele eksploatacyjnych mitów. Wbrew temu, co niektórzy sądzą, nie należy bać się hamowania silnikiem. Choć podczas pokonywania w ten sposób długich zjazdów osiągamy wysokie obroty, do komór spalania nie jest dawkowane paliwo.

Oznacza to, że sprężarka nie nagrzewa się od spalin, a pracująca z dużą wydajnością pompa olejowa pomaga chłodzić ten element.

Niektórzy uważają, że korzystając z samochodu tylko w mieście, zapewniamy turbosprężarce optymalne warunki pracy. Nic bardziej mylnego. Po pierwsze, nawet w mieście zdarza się nam czasem użyć wysokich obrotów silnika, na przykład włączając się do ruchu. Po drugie, nadmiar ciepła nie jest jedynym wrogiem tego mechanizmu.

Turbinie nie mniej szkodzi sadza, która może odkładać się w jej wnętrzu oraz w kolektorze wylotowym. Dłuższa dynamiczna jazda z wykorzystaniem wysokich obrotów - oczywiście poprzedzona rozgrzaniem silnika i zakończona schłodzeniem turbiny - pomaga wypalić sadzę, zagrażającą prawidłowej pracy tego precyzyjnego elementu.

Dla turbosprężarki zabójcze mogą okazać się zanieczyszczenia. Są dwie drogi, którymi mogą dostać się one do tego elementu - wraz z powietrzem i wraz z olejem. Dlatego tak ważne jest, by dbać o regularną wymianę odpowiednich filtrów. Od czasu do czasu warto również sprawdzić szczelność połączenia pomiędzy filtrem powietrza i turbosprężarką.

Niezmiernie ważna jest również dbałość o właściwy poziom oleju silnikowego. W wielu silnikach (np. 1.6 HDI) jego niedostateczna ilość skutkuje zwiększonym wydzielaniem się cząstek węgla podczas spalania, a następnie ich osadzaniem się w przewodach doprowadzających olej do sprężarki.

Nie wolno w imię oszczędności zastępować oleju o zalecanych przez producenta parametrach tańszym produktem o gorszych własnościach. Szybko może to doprowadzić do uszkodzenia podzespołu, a w konsekwencji sporych wydatków.

Większość kierowców niestety nie ma wystarczająco dużo cierpliwości, aby zapewnić optymalne warunki pracy turbosprężarce. Stąd zdarzają się przypadki przedwczesnych awarii. Jak pokazuje praktyka, niewłaściwie traktowany element może odmówić posłuszeństwa już po 50 tys. km. Najczęściej jednak do awarii dochodzi, gdy samochód ma na liczniku 150-250 tys. km.

Jeśli spod maski nagle zacznie wydobywać się dziwny hałas i poczujemy nienaturalne drgania, może to oznaczać nagłą awarię podzespołu spowodowaną brakiem smarowania. W takim wypadku należy natychmiast wyłączyć silnik. Każda sekunda pracy jednostki napędowej oznacza tu pogłębianie uszkodzeń.

Turbosprężarka może również sygnalizować uszkodzenie w znacznie mniej spektakularny sposób. Jeśli odczuwamy spadek mocy silnika, zauważamy zwiększony ubytek oleju silnikowego, wzrost zadymienia spalin, albo po prostu wyciek oleju z turbosprężarki, należy udać się do fachowca.

Doświadczeni mechanicy doskonale wiedzą, że nie wszystkie objawy, które wydają się być skutkiem zużycia turbosprężarki, są nim tak naprawdę spowodowane. Spadek mocy i czarny kolor spalin może mieć związek z zanieczyszczeniem filtra powietrza. Niebieskawy kolor spalin, zwiększone zużycie oleju i głośna praca turbiny mogą mieć swoje podłoże w niedrożnym przewodzie ssącym turbosprężarki.

Wycieki oleju wraz ze spadkiem mocy i zabarwieniem na czarno lub niebiesko spalin mogą świadczyć również o zużyciu tłoków, pierścieni tłokowych, cylindrów lub zaworów. Spadek mocy, czarny kolor spalin i głośna praca turbiny mogą być objawem uszkodzenia kolektora wydechowego. Czarny kolor spalin i spadek mocy mogą też pojawić się wskutek nieprawidłowej pracy wtryskiwaczy lub pompy wtryskowej.

Dysponując samochodem z turbosprężarką warto przestrzegać zasady mówiącej, że łatwiej zapobiegać niż leczyć. Dbałość o ten podzespół wymaga co prawda nieco dyscypliny i od czasu do czasu może nieco kosztować, ale w ten sposób oddalamy widmo konieczności dokonania regeneracji lub wymiany elementu, a to może nas kosztować nawet kilka tysięcy złotych.

Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (48)