Wskazanie licznika po wypadku. Ekspert o tym, czy można mu wierzyć
Jak informowały media, licznik Audi, którym podróżowali uczestnicy tragicznego wypadku w Zielonce, zatrzymał się na wartości 185 km/h. Czy jednak musi to oznaczać, że tyle właśnie jechał samochód przed zderzeniem? Zapytałem o to eksperta.
Do wypadku w Zielonce doszło, gdy kierowca taksówki – obywatel Turcji przewożący pasażerów – nagle zmienił skrajny prawy pas na skrajny lewy. Nie zauważył, że to spowoduje kolizję z innym samochodem, który zbliżał się z tyłu. Na filmie przedstawiającym to tragiczne zdarzenie widać, że wspomniane Audi jechało z dużą prędkością. Jak dużą? Media donosiły, że na liczniku rozbitego samochodu widniała prędkość 185 km/h. Czy jednak musi to oznaczać, że właśnie taką prędkość rozwinął kierowca auta?
Tego typu wątpliwości wracają za każdym razem, gdy dochodzi do poważnego wypadku, a media podają, na jakiej wartości zatrzymał się licznik. Łatwo dojść do wniosku, że sama kolizja jest zdarzeniem na tyle gwałtownym, że może wprowadzić czynniki zmieniające wskazanie licznika. I tak rzeczywiście jest. O fachową opinię zapytałem specjalistę.
- Jeśli wskazania na liczniku rozbitego samochodu do określenia jego prędkości używają biegli, to raczej ci, którzy nie potrafią określić prędkości przed zderzeniem we właściwy sposób. W literaturze nie poleca się takiego rozwiązania. Dziś mamy dobre, nowoczesne narzędzia, pozwalające określić okoliczności wypadków, na przykład specjalistyczne programy, jak PC-Crash. Ja nie stosuję tej metody – mówi biegły sądowy zajmujący się rekonstrukcją wypadków, który pragnie pozostać anonimowy.
- Przede wszystkim licznik samochodowy nie posiada legalizacji, może więc pokazywać błędną wartość już od wyjechania samochodu z fabryki. Poza tym wskazówka licznika też ma swoją bezwładność. W momencie zderzenia może po prostu się przesunąć, fałszując wynik. Ponadto zdarza się, że w momencie zderzenia samochód jest podbijany, koła tracą kontakt z podłożem. Wówczas może się zdarzyć, że rozpędzony silnik przyspieszy koła, impuls zostanie przekazany do silnika krokowego w liczniku i po zderzeniu pozostanie na nim nieprawdziwa wartość – dodaje ekspert.
Biegli w odtwarzaniu okoliczności wypadków często biorą pod uwagę zapisy tachografu. Jest to jednak dokładniejsze urządzenie niż licznik, a przede wszystkim tachograf jest legalizowany. Branie za dobrą monetę wskazania licznika w rozbitym wraku może prowadzić do popełnienia znacznego błędu. Lepiej więc nie gorączkować się sensacyjnymi doniesieniami mediów i poczekać na werdykt specjalistów.