Trump strzelił sobie w stopę. Amerykańskie firmy narzekają na umowę o cłach
Niedługo po dojściu do władzy Donald Trump zburzył porządek celny ustanowiony za jego poprzednika. Dotyczy to również europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Tyle tylko, że amerykańscy producenci narzekają, że teraz europejskie firmy są w lepszej pozycji niż było to wcześniej.
Stany pick-upami stoją. Wiadomo to nie od dziś. Według danych serwisu caranddriver.com w 2025 r. najpopularniejszym modelem w USA był Ford serii F (801,5 tys. sprzedanych sztuk), na drugim miejscu zameldował się Chevrolet Silverado (569 tys. sztuk), a na trzecim Toyota RAV4 (479,3 tys. sztuk). Dwa pierwsze samochody to właśnie pick-upy. Amerykańscy producenci sprzedają ich dużo, ale chcieliby jeszcze więcej – w Europie. Do niedawna sądzili, że zmiana zasad celnych pomiędzy USA i UE im w tym pomoże. Teraz okazuje się, że niekoniecznie.
Jak informuje "Automotive News Europe", przedstawiciele amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego oskarżają władze Unii Europejskiej o próbę zablokowania importu amerykańskich pick-upów. Kwestia takich właśnie aut może rzucić się cieniem na wypracowane w 2025 r. porozumienie pomiędzy władzami USA i UE.
Przypomnijmy, że obowiązujące za czasów Bidena cło na europejskie samochody w wysokości 4,8 proc. zostało jedną decyzją Donalda Trumpa podniesione do 27,5 proc. Ruch ten był zapewne wypracowaniem wstępu do negocjacji. Te rzeczywiście miały miejsce i ostatecznie ustalono, że amerykańskie cło zostanie ustalone na 15 proc., a w Europie cło na pojazdy z USA spadło z 10 proc. do 0 proc.
To jednak nie koniec. Ustalono również, że wypracowane zostaną reguły wzajemnego uznawania odmienności aut – głównie na polu bezpieczeństwa. Takie porozumienie ma szeroko otworzyć drzwi dla handlu samochodami między USA i UE, bo dziś na obydwu kontynentach obowiązują odmienne zasady dotyczące bezpieczeństwa pojazdów. W efekcie uzyskanie homologacji w Europie nie wystarcza, by swobodnie sprzedawać samochód w USA i odwrotnie.
Według ANE w pracach nad szczegółami tego porozumienia europejska strona nie chce zgodzić się na nieograniczone wejście na rynki UE dużych pick-upów, właśnie takich pokroju Forda F-150. "W tej chwili Europa jest w lepszej sytuacji niż Stany Zjednoczone" – powiedział cytowany przez ANE dyrektor wykonawczy jednej z marek tzw. amerykańskiej wielkiej trójki (Chrysler, Ford, General Motors), pragnący zachować anonimowość.
Lepsza pozycja Europy – mimo gorszych warunków celnych – może wynikać nie tylko z umiejętności negocjacyjnych przedstawicieli UE z Brukseli. Rzecz również w tym, jakie produkty mają do zaoferowania gracze z tych kontynentów. W myśl wstępnego porozumienia, zakomunikowanego jeszcze w 2025 r., USA i UE miałyby wzajemnie uznać swoje wymogi dotyczące bezpieczeństwa. Takiego podejścia nie ma jednak do kwestii emisji. W efekcie niewiele aut popularnych w USA mogłoby być sprzedawanych w Europie.
Co więcej, wiele amerykańskich modeli, przede wszystkim właśnie duże pick-upy, nawet w razie uwolnienia wzajemnego obrotu pozostanie jedynie ciekawostką, nie zaś rzeczywistą alternatywą dla klienta ze Starego Kontynentu. Dla przykładu Ford F-15 ma zależnie od wersji długość od 532 do 579 cm, a jego szerokość z lusterkami wynosi 2,43 cm. W centrach starych miast czy nawet w podziemnym parkingu galerii handlowej manewrowanie takim samochodem będzie niezwykle trudne, a czasem nawet niemożliwe. Po silnikach takich aut także nie należy spodziewać się oszczędności, a ta jest dla Europejczyków istotna.
Z drugiej strony europejskie modele mogą być interesującą alternatywą w USA. Poszukujący raczej małego – w rozumieniu klienta z USA – modelu potencjalni nabywcy mogliby przebierać w markach i modelach. Europejskie samochody na tle obecnej oferty rynkowej w USA są raczej oszczędne, do tego często lepiej się prowadzą. Nie bez znaczenia może być również egzotyczność marki.
Komisja Europejska planuje rewizję zasad homologacji pojazdów w UE. Nowe regulacje mają być gotowe w 2027 r. Według ANE najwięksi amerykańscy motoryzacyjni gracze już lobbują, by administracja Trumpa zapewniła sobie wpływ na ostateczny kształt przepisów, które mają być przyjęte w UE. Czas pokaże, czy USA rzeczywiście dobrze wyjdzie na zmianach.