Prezes dostał rekordową pensję, po tym jak koncern zakończył rok ze stratą
Pomimo odnotowania przez Forda 8,2 mld dolarów straty netto w 2025 roku, prezes koncernu, Jim Farley, otrzymał swoją największą wypłatę w historii.
Jim Farley, CEO Forda, zwiększył swoje wynagrodzenie o 11 proc. do 27,5 mln dolarów w 2025 roku. To imponująca suma, szczególnie biorąc pod uwagę, że amerykański producent samochodów zanotował 8,2 mld dolarów straty netto. Firmie wciąż trudno jest znaleźć stabilny kurs na stale zmieniającym się i wymagającym rynku.
Podstawowa pensja Farleya pozostała na poziomie 1,7 mln dolarów, jednak jego premia gotówkowa wzrosła 2,5-krotnie do 5,75 mln dolarów. Jest to efektem osiągnięcia przez Forda celów jakościowych, celów sprzedaży pojazdów elektrycznych oraz wzrostu przychodów z usług zintegrowanych aż do 200 proc. planu. Zdaniem analityków, firma wciąż jednak pozostaje daleko za globalnymi celami finansowymi.
Warto wspomnieć, że na wynagrodzenie Farleya złożyło się też 18,9 mln dolarów w akcjach oraz 1,2 mln dolarów na inne wydatki, w tym korzystanie z korporacyjnego samolotu.
W 2025 roku Farley zarobił 295 razy więcej niż przeciętny pracownik Forda, którego roczne wynagrodzenie wynosi 93 397 dolarów. To zauważalny wzrost w porównaniu do proporcji 253:1 rok wcześniej, co podkreśla rosnące dysproporcje w wynagrodzeniach w tej korporacji.
Inni członkowie kierownictwa Forda również czerpią znaczne korzyści finansowe. Bill Ford zarobił 20,3 mln dolarów, CFO Sherry House 8,4 mln, a Alicia Boler Davis blisko 19 mln. Również John Lawler i Doug Field zyskali sowite wynagrodzenia, co pokazuje, jak wysokie są obecnie wynagrodzenia na szczytowych stanowiskach.
Inwestorzy zareagowali negatywnie na te informacje, a akcje Forda spadły o prawie 2,5 proc. w piątkowych notowaniach. Pomimo tego, że kierownictwo firmy osiąga finansowe rekordy, sytuacja Forda pozostaje napięta, co budzi obawy zarówno wśród inwestorów, jak i analityków.