Nie wierzysz w nowe przepisy? 17 lat temu też nie wierzyli, że można jeździć 50 km/h w mieście

Od 1 czerwca sporo zmieniło się w Prawie o ruchu drogowym. Pojawił się m.in. zapis o zmniejszeniu limitu prędkości w terenie zabudowanym w nocy z 60 do 50 km/h. Tak kończy się historia jednego z najdziwniejszych przepisów na polskich drogach, który wiele mówił zarówno o polskich kierowcach, jak i ustawodawcach.

Strefa ograniczenia do 50 km/h obowiązuje teraz w terenie zabudowanym przez całą dobęStrefa ograniczenia do 50 km/h obowiązuje teraz w terenie zabudowanym przez całą dobę
Źródło zdjęć: © fot. Wojciech Traczyk/East News
Mateusz Żuchowski

Dokładnie do 31 maja 2021 roku obowiązywały w Polsce dwa limity prędkości w terenie zabudowanym: do 50 km/h w godzinach od 5:00 rano do 23:00, i do 60 km/h przez pozostały czas. Polska była jedynym krajem w Europie, który miał takie rozwiązanie. Trudno je wytłumaczyć z punktu widzenia badań bezpieczeństwa ruchu drogowego, ale łatwo w inny sposób: naszą narodową skłonnością do ignorowania jakichkolwiek ograniczeń i ustawodawczej fuszerki.

Przepis różnicujący dopuszczalną prędkość w miastach w dzień i w nocy przetrwał dokładnie 17 lat i jeden miesiąc. Wprowadzono go 1 maja 2004 roku. To nieprzypadkowa data. Polska wstąpiła tego dnia do Unii Europejskiej i w związku z tym krajowe prawo musiało nadgonić Zachód w wielu aspektach codziennego życia.

Przystosowanie ustawy Prawo o ruchu drogowym do europejskiego standardu akurat w tym zakresie nie było niezbędne, ale dobrze wyglądało wizerunkowo. Poza tym za zaostrzeniem limitu prędkości przemawiały również liczby. Przed wejściem Polski do Unii Europejskiej potrącenia pieszych były jednym z największych problemów na naszych drogach – stanowiły aż 60 proc. wszystkich wypadków. Polskie miasta debiutowały we wspólnotowych statystykach na szarym końcu tabeli.

Czy zmniejszenie ograniczenia prędkości o 10 km/h, do 50 km/h, mogło cokolwiek w tym zakresie zmienić? Jak się okazuje tak. I to bardzo wiele. Limit w krajach Europy Zachodniej został ustawiony dokładnie w taki sposób, ponieważ pieszy potrącony przez samochód jadący z prędkością 60 km/h ma zaledwie 15 proc. szans na przeżycie, natomiast przy prędkości 50 km/h - już 40 proc. Warto przy tym zaznaczyć, że szanse przeżycia pieszego przy potrąceniu z prędkością 30 km/h wynoszą już aż 95 proc., dlatego kolejne zachodnie miasta decydują się na wprowadzenie takich limitów.

Przygotowany przez SLD na początku XXI wieku projekt dotyczący zmiany ustawy Prawo o ruchu drogowym wskazywał również na inne korzyści: spadek liczby nie tylko zabitych, ale i poszkodowanych w wypadkach, co miało mieć przełożenie również na oszczędności w wydatkach na służbę zdrowia.

Mimo tak wielu argumentów przemawiających za tą zmianą jej propozycja spotkała się z bardzo emocjonalnym przyjęciem - zarówno wśród zwykłych kierowców, jak i polityków. Niektórzy z ówczesnych posłów obudzili swojego wewnętrznego Rejtana i spośród kilkudziesięciu zmian w regulacjach postanowili gorliwie sprzeciwiać się akurat tej.

Jeden z głównych animatorów zmian, wiceminister infrastruktury Witold Górski, był za wprowadzeniem limitu prędkości w miastach do 50 km/h w wymiarze całej doby. Był jednak w mniejszości posłów, którzy wierzyli w takie rozwiązanie. Poseł PO Andrzej Markowiak był za całkowitym odrzuceniem nowych limitów.

– Chcemy pozostawić obowiązujący obecnie przepis dopuszczający poruszanie się z maksymalną prędkością 60 km/h w terenie zabudowanym. (…) Jeśli ktoś z państwa obserwował dyskusję prowadzoną w mediach na temat dalszego ograniczania prędkości w terenie zabudowanym, to zapewne zdaje sobie sprawę z tego, że większość ludzi wypowiada się co do tego pomysłu negatywnie. Mało kto wierzy, że ten przepis będzie egzekwowany. Zresztą nie trzeba daleko szukać przykładu. Wystarczy wyjść z Sejmu i udać się w stronę Alej Ujazdowskich. Zobaczycie państwo, jak w Warszawie przestrzegane jest ograniczenie prędkości do 50 km/h. (…) W ten sposób narobimy sobie kłopotów – przekonywał poseł Markowiak z mównicy wiosną 2004 roku.

W powodzenie tego planu czy, mówiąc szerzej, w polskich kierowców nie wierzył również Senat. W uzasadnieniu propozycji odrzucenia zmian ograniczenia prędkości w miastach można przeczytać: "Senat (…) uznał za zbyt rygorystyczne unormowanie przyjęte przez Sejm. Zdaniem Senatu należyte respektowanie obowiązującego prawa zależy nie tylko od jego merytorycznej i legislacyjnej poprawności, ale również od realizmu ustawodawcy w zakresie przewidywania zachowań adresatów stanowionych norm prawnych".

W 2004 roku w Polsce nawet ustawodawcy nie uważali więc jazdy po terenie zabudowanym z prędkością 50 km/h w ciągu dnia za realną. Ostatecznie partia rządząca zdecydowała się na osobliwy kompromis: ograniczenie do 50 km/h wprowadzono na czas dnia, a w nocy pozostawiono stary limit 60 km/h.

Pomysł ten na logikę wydaje się o tyle chybiony, że w nocy piesi nie nabierają nagle supermocy, dzięki którym są bardziej odporni na potrącenia z prędkością 60 km/h. A to przecież dla ich ochrony wprowadzono ograniczenie do 50 km/h. Dobrze wiedzieli o tym politycy z kolejnych partii rządzących, ale nie chciała z tym "kompromisowym" rozwiązaniem nic robić. Obecnej udało się wprowadzić ograniczenie do 50 km/h przez cały czas trwania doby po trzech latach uników i zamiatania problemu pod dywan.

Dziś zapis ten nie budzi już takich emocji wśród polskich kierowców. Co więcej, zrównanie limitu w dzień i w nocy dla wielu wydaje się wręcz naturalne. Kolejna grupa użytkowników dróg doszukuje się jednak braku sensu czy wręcz źródła nieszczęść w zasadach ruchu, które właśnie zaczęły funkcjonować na naszych drogach. Stosują co do zasady te same argumenty, które dało się słyszeć w roku 2004.

Przeciwni są obowiązkom zachowania dużej odległości od poprzedzającego auta na drogach szybkiego ruchu oraz ustępowania pierwszeństwa pieszemu wchodzącemu na przejście. W najlepszym wypadku uważają, że i tak nikt nie będzie tych przepisów przestrzegał, że tak się nie da jeździć. Ciekawe, jak ocenią ich kolejne generacje polskich kierowców za 17 lat.

Źródło artykułu: WP Autokult
Wybrane dla Ciebie
Yangwang U9: chiński przepis na supersamochód
Yangwang U9: chiński przepis na supersamochód
Auto China pokazało mi całą prawdę o chińskich samochodach. To zupełnie inny świat
Auto China pokazało mi całą prawdę o chińskich samochodach. To zupełnie inny świat
Autostrada jest już bezpłatna. Teraz zlikwidują bramki
Autostrada jest już bezpłatna. Teraz zlikwidują bramki
Co powinna mieć apteczka? Polskiej normy nie ma, trzeba kupować w ciemno
Co powinna mieć apteczka? Polskiej normy nie ma, trzeba kupować w ciemno
Nowe obowiązkowe wyposażenie aut. Rząd planuje epokową zmianę
Nowe obowiązkowe wyposażenie aut. Rząd planuje epokową zmianę
Chińczycy zrobili ładne cabrio. Pod maską spora niespodzianka
Chińczycy zrobili ładne cabrio. Pod maską spora niespodzianka
Nowy koncern wchodzi do Polski. Wiecie skąd
Nowy koncern wchodzi do Polski. Wiecie skąd
Zmiany w rejestracji auta. Kierowcy czekali od dawna. Jest data
Zmiany w rejestracji auta. Kierowcy czekali od dawna. Jest data
Francuska marka wraca do Chin. Chce odbudować dawną pozycję
Francuska marka wraca do Chin. Chce odbudować dawną pozycję
Zgarnęła rekordową pensję, podczas gdy firma notuje straty
Zgarnęła rekordową pensję, podczas gdy firma notuje straty
Nowy Golf będzie najlepszy. Volkswagen zdradza szczegóły
Nowy Golf będzie najlepszy. Volkswagen zdradza szczegóły
MG rozważa fabrykę aut elektrycznych w Hiszpanii. Tak chcą obejść cła
MG rozważa fabrykę aut elektrycznych w Hiszpanii. Tak chcą obejść cła
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE 🎯