Kiedyś miał je niemal każdy samochód. Oto dlaczego zniknęły
Jeszcze kilkanaście lat temu paski antystatyczne montowano w niemal każdym samochodzie. Dziś prawie nie występują w autach osobowych, choć nadal można je kupić, a co więcej - w niektórych pojazdach wciąż są obowiązkowe.
W starszych samochodach gumowy pasek zwisający od zderzaka do jezdni był bardzo częstym widokiem. Dziś to praktycznie niespotykany element, choć jeśli ktoś chce go kupić, nie powinien mieć z tym problemu - często kosztuje ok. 5 zł. No dobrze, ale po co ten pasek w ogóle był i czemu nie jest już stosowany?
Zadanie paska było proste. Miał ograniczać tzw. efekt kopnięcia przy dotykaniu karoserii, na który skarżyli się kierowcy. Zjawisko brało się z gromadzenia ładunku elektrycznego na nadwoziu i szczególnie często dawało o sobie znać zimą, gdy powietrze było suche.
Powód, dla którego zniknęły z aut osobowych, okazał się bardzo prosty. Nie działały w pełni tak, jak oczekiwali użytkownicy. Owszem, paski odprowadzały ładunki z karoserii, ale w czasie jazdy elektryzowały się także ubrania kierowcy i pasażerów.
To oznaczało, że nawet po odprowadzeniu ładunków z nadwozia człowiek mógł nadal mieć na sobie ładunek elektrostatyczny. W praktyce po wyjściu z auta nieprzyjemne kopnięcie wciąż mogło się zdarzyć.
W cysternach pasek nadal jest obowiązkowy
Choć w autach osobowych ten element praktycznie przestał być częścią wyposażenia, inaczej wygląda sytuacja w cysternach. Tam paski antystatyczne są nadal obowiązkowe. W tym przypadku nie chodzi już o zwykły dyskomfort przy dotknięciu karoserii. Ich zadaniem jest zapobieganie pojawieniu się iskry podczas przelewania paliwa.