Yangwang U9: chiński przepis na supersamochód
Rekord na Nürburgringu, niewyobrażalna moc i futurystyczny wygląd, jakby samochód wyjechał wprost z gry komputerowej. To Yangwang U9, dwuosobowe superauto z Chin. Jest to halo car, który ma zwrócić uwagę na topową markę koncernu BYD, ale też pokaz tego, że w Państwie Środka niektóre rzeczy robi się inaczej.
BYD to jeden z lepiej rozpoznawalnych chińskich koncernów na świecie. Popularność i chęć rozwoju pchnęły tę firmę w nowe rejony motoryzacji. I tak: Denza to marka, która istniała wcześniej jako kooperacja z Mercedesem, ale od 2024 mamy jej nowe otwarcie (już bez niemieckiego wsparcia) i stała się ona oddziałem premium BYD-a. W 2023 natomiast wystartowały dwie kolejne marki koncernu BYD. Fangchengbao oferuje głównie SUV-y (które na rynkach eksportowych będą oferowane jako Denza), natomiast Yangwang to już prawdziwie topowy oddział.
To tam (przede wszystkim) znajdziemy najbardziej zaawansowane technologie. Wszystkie trzy modele mają napęd (w niektórych przypadkach jako szeregowa hybryda plug-in) realizowany przez 4 silniki elektryczne, po jednym na każde z kół. Do tego dochodzą takie chwytliwe funkcje jak kręcenie się w kółko, możliwość pływania (przez SUV-a U8) czy skakania (przez superauto U9). No i oczywiście sporo rozwiązań z zakresu luksusu, ale też robiące wrażenie ceny.
Sportowe U9 to w Chinach w przeliczeniu wydatek 900 tys. zł. Zatem jeśli auto to trafi do Europy, to cena będzie wynosiła zdecydowanie powyżej miliona. A za tyle to już można kupić samochody najsłynniejszych światowych marek oferujących sportowe auta. Skąd ta cena i czym właściwie jest Yangwang U9?
Ja miałem okazję zapoznać się z tym chińskim superautem na torze testowym BYD i przyjrzeć się bliżej temu, jak wygląda luksusowy samochód z Państwa Środka. Wygląd zewnętrzny oczywiście zwraca uwagę. Jest sportowo, jest agresywnie, jest nowocześnie, a szczególnie, jeśli z tyłu znajduje się pokaźne skrzydło, to już samą swoją prezencją Yangwang U9 obiecuje wiele. Zresztą, jak się bliżej przyjrzeć, to widać, że to wszystko nie jest tylko na pokaz. Przy dyfuzorze z tyłu znalazła się nawet aktywna aerodynamika.
W środku mamy podobny styl - nowoczesny, nieco minimalistyczny. Z jednej strony trochę zbliżony do innych chińskich aut, ale z drugiej kształt i charakter U9 wymusiły stworzenie czegoś innego. W końcu auto za przeszło milion złotych nie może być takie samo jak to za 100 czy 200 tysięcy. W efekcie całość nieco przywodzi na myśl kabiny McLarenów.
A co z osiągami? Te robią wrażenie, ale przecież w przypadku topowego sportowego auta na prądzie mogło być inaczej. Yangwang U9 dysponuje mocą 1305 KM, co przekłada się na sprint do 100 km/h w 2,36 s.
Niestety, gdy wyjechałem na tor, to padał deszcz, więc nie mogłem wykorzystać pełni potencjału tego napędu. Jednak w takich warunkach Yangwang U9 pokazał, że prowadzi się pewnie i dojrzale. Przyzwyczajenia wymagają natomiast hamulce. Nie są one może zerojedynkowe, ale w pewnym momencie następuje spory przeskok z delikatnego zwalniania do wykorzystania pełnego potencjału węglowo-ceramicznego układu, który okazuje się bardzo skuteczny. A to ważne, gdyż U9 nie jest lekkim autem. Mimo szerokiego zastosowania włókna węglowego samochód waży blisko 2,5 t.
Wcale nie wynika to jedynie z elektrycznego napędu. Akumulator magazynuje niezłe, ale nieszczególnie imponujące 80 kWh (które można uzupełniać z mocą 500 kW). Oczywiście w takim aucie ma to sens - tu ważniejsze jest ograniczenie kilogramów, a nie maksymalizacja zasięgu. Jednak widać, że nie wszędzie liczyła się lekkość. Zapewne zawieszenie, które potrafi wybić auto w powietrze, swoje waży. Do tego dochodzą takie rzeczy jak elektrycznie otwierane drzwi (standard w segmencie premium i luksusowym w Chinach) czy możliwość otwarcia tychże poprzez podwójne puknięcie w drzwi od zewnątrz. Cały czas trudno mi powiedzieć, czy często bym korzystał z tego rozwiązania, ale na pewno jest ono ciekawe.
Wracając do osiągów, warto pamiętać, że standardowe U9 pokonało Nordschleife w 7 min i 17,9 s (jest to czas nieoficjalny). Rekord wynoszący już minimalnie poniżej 7 min to dzieło odmiany Xtreme o mocy kosmicznych 3018 KM. Z jednej strony jest to imponujące, a z drugiej strony wielokrotnie słabsze auta jak Ford Mustang GTD czy Porsche 911 GT3 RS były jeszcze szybsze.
To natomiast pokazuje, że Chińczycy zupełnie inaczej podeszli do kwestii tworzenia superauta. Nie ma mowy o rezygnacji z komfortu i "bajerów", a znaczną nadwagę nadrabia się ekstremalną mocą elektrycznego napędu.