Nowy Opel Corsa OPC 1.6 Turbo - test, opinia, spalanie, cena
W ostatnim teście nowa Corsa zdążyła zaprezentować się jako komfortowe i całkiem funkcjonalne auto stworzone do pokonywania codziennych trudów jazdy miejskiej. W tak zwanym międzyczasie Opel zdążył jednak wprowadzić na rynek jej usportowioną odmianę przygotowaną przez Performance Center, której w mieście jest jakby trochę za ciasno. Specjaliści z OPC włożyli dużo pracy aby rozleniwionego mieszczucha wytrenować na maratończyka, który woli rozwijać prędkości wyższe niż 50 km/h i pokonywać dystanse dłuższe niż między kolejnymi światłami.
Nowy Opel Corsa OPC 1.6 Turbo - test, opinia
Usportowiona, trzydrzwiowa odmiana Corsy na start dostała obszerny pakiet stylizacyjny, który dość mocno wyróżnia ją spośród pozostałych wersji. Zabawkowo przerysowane zderzaki z większymi atrapami wlotów powietrza oraz miejscem na dyfuzor, dodatkowa lotka klapy bagażnika, duże koła i charakterystyczny dla OPC niebieski lakier budują spójną i przyjemną dla oka, nieco ekshibicjonistyczną kompozycję. Jedynym wulgarnym akcentem są duże, symetrycznie wyprowadzone końcówki układu wydechowego, ale akurat w tej wersji ciężko uznać je za wadę. Niestety dźwięk wydobywający się z nich nie jest tak głęboki jak można by się tego spodziewać. Na dole brzmi praktycznie normalnie, czasem od niechcenia cicho mruknie, ale im wyższe są obroty tym jest lepiej. Bez wątpienia przydałby się tryb OPC który jeszcze trochę bardziej utwardziłby układ kierowniczy i podkręcał właśnie dźwięk wydechu. Po kontakcie z Astrą OPC miałem dużo większe oczekiwania co do jego akustyki w Corsie, tym bardziej, że wydech projektował Remus.
Corsą OPC jeździ się zupełnie inaczej niż wersją cywilną. Choć standardowy wariant mimo komfortowo zestrojonego zawieszenia nieźle trzyma się drogi jak na auto miejskie to oczywiście względem usportowionej siostry dzieli go przepaść. Topowa odmiana jest niezwykle pewna, a pokonywanie nią zakrętów w objęciach kubełkowych foteli Recaro to czysta przyjemność. W samym podwoziu topowej odmiany obeszło się jednak bez rewolucji - ma ono wiele wspólnego z poprzednią generacją najmniejszego sportowca z rodziny Opla. Corsa D spędziła wiele godzin testów na Nürburgring, a wynikiem tego było dobre prowadzenie. Następczyni odziedziczyła geny, a teraz wystarczyło to wszystko trochę doszlifować.
Tym sposobem na pokładzie znalazła się przekonstruowana tylna belka, nowe sprężyny oraz amortyzatory FSD (Frequency Selective Damping) o zmiennej charakterystyce opracowane wspólnie z firmą KONI, które samoczynnie dostosowują siłę tłumienia na podstawie zróżnicowanych częstotliwości drgań kół. Stanowczo usztywnione zawieszenie w połączeniu z dużymi obręczami w tak małym aucie drastycznie obniża komfort i o miękkim nawijaniu kilometrów na koła można zapomnieć, ale nie o to w OPC chodzi. Tu liczy się precyzja i stabilność jazdy nawet przy gwałtownych manewrach, których kierowca sam wcześniej nie planował.