Nieprzewidziany efekt koronawirusa. Petycja o zaostrzenie limitów prędkości w Niemczech

(fot. WP)
(fot. WP)
Mateusz Żuchowski

16.03.2020 14:40, aktual.: 22.03.2023 12:16

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Grupa aktywistów w Nieczech rozpoczęła kampanię na rzecz czasowego ograniczenia prędkości na różnych typach dróg kolejno do 30, 70 i 100 km/h. Pomysł spotyka się z ograniczonym, ale ciepłym przyjęciem.

Na niemieckiej stronie zbierającej petycje on-line openpetition.de 14 marca pojawiła się petycja wskazująca, że na czas epidemii dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie znacznie ostrzejszych limitów prędkości: do 30 km/h w mieście, do 70 km/h na drogach podmiejskich i do 100 km/h na autostradach. Wnioskodawca Marco z miejscowości Halle argumentuje, że potrzebne by było ścisłe kontrolowanie tych przepisów, by projekt przyniósł oczekiwany skutek.

Tym skutkiem miałoby być zmniejszenie liczby wypadków na drogach i, w efekcie, odciążenie służb ratowniczych i szpitali. W opisie petycji można znaleźć argumenty ukazujące, jak bardzo szkodliwe następstwa niosą ze sobą w tej wyjątkowej sytuacji wypadki drogowe.

Po pierwsze angażują załogi karetek, policji i straży pożarnej, które ten czas mogłyby poświęcić na kontrolowanie sytuacji związanej z koronawirusem SARS-Cov-2.

Po drugie wprowadzają do szpitali kolejne wymagające hospitalizacji osoby, przez co zajmują miejsce i czas, który także mógł zostać poświęcony chorym dotkniętym przez epidemię. Autor petycji wskazuje także na fakt, że ograniczenie liczby osób trafiających do szpitali wpłynęłoby także pozytywnie na zmniejszenie ryzyka dalszego roznoszenia się choroby. Z przywoływanych statystyk wynika, że z powodu kolizji do szpitali w Niemczech trafia w każdym tygodniu średnio tysiąc osób.

Petycja spotyka się, póki co, z ograniczonym oddźwiękiem Niemców (przez dwa dni podpisało ją nieco ponad 500 osób, celem jest 50 tys. podpisów w dwa miesiące), ale wśród komentujących przeważają głosy entuzjastyczne.

"Ograniczenie tak zwanej radości z jazdy, tak popularnej w Niemczech, pomogłoby uratować wiele istnień ludzkich nawet gdyby nie było koronawirusa”, pisze jeden z nich. Kolejny dodaje, że takie rozwiązania są potrzebne, ponieważ pomagają zwiększyć bezpieczeństwo i zredukować poziom emisji CO2.

Rząd przeciw ograniczeniom. Kolejne wybory za rok

Debata o ostrzejszych limitach prędkości na drogach zbiegła się w czasie z kolejną próbą wprowadzenia ograniczeń na autostradach przez niemiecki parlament. Niemcy niezmiennie nie mają ustalonego odgórnie limitu na autostradach, są one wprowadzane znakami tylko na określonych odcinkach dróg. Temat zmiany tego stanu rzeczy tak ze względów bezpieczeństwa, jak i ekologicznych (szybciej jadące samochody emitują więcej spalin) regularnie powraca do niemieckiego parlamentu.

Na początku marca odbyło się kolejne głosowanie w tej sprawie i kolejny raz wniosek został odrzucony głosami partii CDU/CSU. Komentatorzy mówią, że mógł to być ostatni taki przypadek, ponieważ w przyszłym roku odbędą się kolejne wybory, które mają szansę zmienić obraz sceny politycznej w tym kraju. Duże szanse na dobry wynik ma partia Zielonych, która jest najbardziej aktywna w ograniczaniu prędkości na autostradach. Podobną strategię dotyczącą autostrad przyjęło już także SPD, które tworzy obecnie koalicję z partią rządzącą.

Według badania firmy Infratest Dimap, za wprowadzeniem ograniczenia prędkości na tych drogach opowiada się nieco ponad połowa Niemców. Niemieckie autostrady pozostają najbardziej niebezpieczne w całej Unii Europejskiej. W 2018 roku zginęły na nich 393 osoby, więcej niż w jakimkolwiek innym kraju Wspólnoty. Z drugiej strony to jednak tylko 12 proc. ze wszystkich ofiar, które zginęły w tym czasie na niemieckich drogach.

Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (1)