Samo słowo Ferrari wskazuje, że nie będzie tanio. Jeśli mówimy o 250 GTO, czyli modelu wyprodukowanym w zaledwie 36 egzemplarzach, kwoty stają się bardziej abstrakcyjne. Jeszcze w 2013 roku udało się sprzedać jeden z takich pojazdów za 52 mln dolarów. Teraz podniesiono poprzeczkę do 70 mln. Nowym właścicielem ma być przedsiębiorca ze Stanów Zjednoczonych.
Egzemplarz przedstawiony na zdjęciu – 4153GT – jest jednym z najlepiej zachowanych 250 GTO na świecie. W 1964 roku wjechało na metę Le Mans na czwartej pozycji, w tym samym roku zwyciężyło prestiżowy Tour de France. Zdarzyło mu się też rywalizować w Gran Prix w Angoli czy słynnym Festiwalu Prędkości w Goodwood. Na cenę wpływa nie tylko historia, ale i stan. 4153GT nie uczestniczyło w groźnym wypadku, w latach 90. przeszło gruntowny remont, a jeszcze kilka lat temu otrzymało certyfikat Ferrari Classiche.
Ferrari 250 GTO to doskonała inwestycja. W 2000 roku ten egzemplarz został kupiony przez niemieckiego kolekcjonera za 6,5 mln dolarów. Marcel Massini, historyk Ferrari, prognozuje, że w ciągu 5 kolejnych lat jego cena przebije astronomiczną kwotę 100 mln dolarów. Trzeba przyznać, że to niezła stopa zwrotu, jak na auto z trzylitrowym silnikiem i sprintem do setki trwającym ponad 6 sekund.
Ceny klasyków rosną – również w Polsce. Już niedługo będzie można wziąć udział w licytacji klasycznych aut w ramach aukcji Ardor.