Mercedes EQS po liftingu. Teraz z wolantem!
Elektryczna limuzyna Mercedesa przeszła lifting. Zmiany na pierwszy rzut oka są kosmetyczne, ale przy okazji wprowadzono pierwszy fabryczny układ kierowniczy, gdzie wolant nie jest fizycznie połączony z kołami.
EQS nie okazał się takim sukcesem na jaki liczyli jego twórcy. Sam Gordon Wagener przyznał, że linia nadwozia pojawiła się około 20 lat za wcześnie, na co nie byli gotowi klienci. Cóż, w celu osiągnięcia niskiego oporu aerodynamicznego (już wynoszącego w tym modelu około Cx=0,20!) elektryki muszą wyglądać jak rozgniewana fasolka.
Mimo tego Mercedes nie zwalnia tempa i w ramach liftingu wprowadza do EQS nie lada innowacje. Wolant zastępujący kierownicę nie jest fizycznie połączony z kołami, a za łączność na tej linii odpowiada elektronika. Zaletą jest brak obowiązku odrywania rąk od "kierownicy". Jak jeździ takie auto i co da się odczuć rękoma pisałem już w tekście znajdującym się poniżej. W środku znalazły się też podgrzewane pasy bezpieczeństwa.
Eksperci z Mercedesa zwiększyli też pojemność ogniw (z 118 do 122 kWh), co zwiększyło też zasięg samochodu w ramach normy WLTP, faworyzującej pojazdy elektryczne. Teraz EQS jest w stanie przejechać nawet 925 kilometrów na jednym ładowaniu. Era wysokich, trzycyfrowych wyników chyba się zaczyna – w tej grupie jest już chociażby BMW iX3, Mercedes GLC EQ czy np. Volvo EX60.
Sam pobyt na ładowarce nie musi trwać długo – dzięki mocy 350 kW wystarczy 10 minut by podnieść zasięg o 320 km. To wyniki z ładowarek 800V. W przypadku punktów o mniejszym napięciu auto przyjmie maksymalnie 175 kW.
Mercedes poinformował na razie o cenach w Niemczech. Za EQS-a trzeba zapłacić 94 403 euro (z podatkiem VAT). To oznacza minimum 402 tys. zł.