Powrót marki Lola Cars nabiera tempa. Firma, która wróciła w 2024 r. przy okazji rywalizacji w Formule E, pracuje teraz nad nowym bolidem. Na szczęście spalinowym. Nazywa się T70S i jest współczesną interpretacją historycznego T70. Powstanie w dwóch wersjach - torowej i drogowej.
Lola stawia na prostotę i niską masę, odwołując się tym samym do starej szkoły budowania sportowych aut. Oba modele powstają na specjalnym lekkim podwoziu z materiału przypominającego włókno węglowe. Lola łączy tu jednak włókna roślinne, bazalt i żywicę pozyskaną z trzciny cukrowej, a całość nazywa Lola Natural Composite System. Jego powstawanie ma obywać się bez petrochemikaliów.
Dzięki takiej konstrukcji masa pozostaje bardzo niska. T70S GT waży 890 kg, a torowy T70S jeszcze mniej, bo 860 kg. To mniej niż filigranowa Mazda MX-5. Kabiny obu wersji mają być surowe i maksymalnie uproszczone. W odmianie GT pojawi się klimatyzacja, ale producent nie zapowiada wielu innych udogodnień. Ceny nie ujawniono.
Co ciekawe, w zależności od wersji do napędu posłużą różne silniki. T70S GT, czyli wariant drogowy, będzie korzystał z wolnossącego, 6,2-litrowego V8 o mocy 500 KM i momencie sięgającym 617 Nm. Moc trafi na tylne koła przez 6-biegową manualną skrzynię. Według danych producenta auto będzie przyspieszało do 100 km/h w 2,9 s i rozpędzi się do 322 km/h.
T70S, czyli torowa Lola, skorzysta również z wolnossącego V8, ale o mniejszej pojemności 5 l. Mimo to moc będzie wyższa (530 KM), ale moment obrotowy niższy (576 Nm). Producent zakłada sprint do 100 km/h w 2,5 s i prędkość maksymalną 326 km/h.