Auto wjechało w posła Litewkę. Potrzebne są duże zmiany
W czwartek 23 kwietnia 2026 r. w wypadku drogowym zginął jadący na rowerze poseł na Sejm Łukasz Litewka. Jeśli z tej tragedii może wyniknąć coś dobrego, to powinien to być wzrost szacunku dla bezpieczeństwa rowerzystów ze strony kierowców, ale i samych użytkowników jednośladów. Ci w policyjnym żargonie nazywani bywają "niechronionymi uczestnikami ruchu" – i w tym stwierdzeniu jest wiele trafności.
Strefy kontrolowanego zgniotu, poduszki powietrzne i pasy bezpieczeństwa – to wszystko zabezpiecza kierowcę samochodu i jadących nim pasażerów przed skutkami zderzeń. Rowerzysta nie może liczyć na żaden z wymienionych elementów. 23 kwietnia w wypadku zginął poseł Łukasz Litewka. 36-letni parlamentarzysta jechał na rowerze drogą przy granicy lasu, gdy został potrącony przez samochód, którego kierowca zjechał na wiodący w przeciwnym kierunku pas jezdni. 57-letni kierowca był trzeźwy, więc według wstępnych wniosków policji zasłabł lub zasnął za kierownicą.
W komunikatach po zdarzeniu śląska policja nie informowała o prędkości, z jaką poruszał się samochód. Na fragmencie drogi, gdzie doszło do tragedii, obowiązuje ograniczenie do 60 km/h, a mniej więcej sto metrów dalej ustawiono znak ograniczający prędkość do 40 km/h. Prędkość była jednak na tyle duża, że rowerzysta zginął. I tu dochodzimy do sedna ogólnego problemu.
Pod względem skutków potrącenie rowerzysty i pieszego niewiele się różni. Według opublikowanego w 2026 r. opracowania "Thematic Report. Pedestrians", które powstało na zlecenie Komisji Europejskiej, nie więcej niż 10 proc. osób potrąconych przy prędkości 40 km/h ponosi śmierć. Gdy prędkość pojazdu wzrasta do 60 km/h, ginie co czwarty potrącony pieszy. Wystarczy 70 km/h, by szanse na przeżycie potrąconej osoby nie były większe niż 50 proc., a przy prędkości 80 km/h ginie ok. 80 proc. potrąconych.
To właśnie dlatego w miejscach, gdzie na skraju jezdni często można spotkać pieszych czy rowerzystów, ustawiane są znaki ograniczenia prędkości. Część kierowców nie potrafi tego zrozumieć i ignoruje "bezsensowne" znaki ustawiane na prostych drogach. Dość powiedzieć, że w ciągu pierwszego miesiąca obowiązywania nowych przepisów o karaniu za prędkość poza obszarem zabudowanym zatrzymano prawa jazdy ponad 1,2 tys. kierowców. W razie potrącenia to nie oni poniosą jednak najwyższą cenę.
Rowerzysta może zwiększyć swoje bezpieczeństwo, zakładając kask. Według wstępnych ustaleń policji poseł nie miał go na głowie. Oczywiście – jeśli tak było – nie czyni go to w żadnym stopniu współodpowiedzialnym za tragedię, do której doszło. Winnym jest ten, kto doprowadził do zderzenia. Nie jest też tak, że w każdym wypadku kask jest w stanie uchronić życie. Tym niemniej od 3 czerwca dla osób, które nie ukończyły 16. roku życia, kask na rowerze czy elektrycznej hulajnodze będzie obowiązkowy. Warto zabezpieczyć się nawet wtedy, gdy jesteśmy dorośli i sądzimy, że sami nie popełnimy błędu. Mogą zrobić to inni. Ważne jest też, by dać się kierowcom zauważyć.
Na drogach niestety widać coś jeszcze – przypadki braku szacunku dla życia i zdrowia rowerzystów. W ostatnich latach część kierowców wyhodowała sowicie podlewaną internetowymi filmikami niechęć, a nawet organiczną nienawiść do rowerzystów. "Pedalarze" – ich zdaniem – zwykle łamią przepisy, a do tego pojawiają się na drogach, które są przecież dla samochodów. Przy każdej nadarzającej się okazji warto więc takiego "dojechać", a jeśli się przewróci, to tylko powód do śmiechu.
W 2020 r. na jednej z mniej uczęszczanych podtatrzańskich dróg 18-letni kierowca postanowił "dać nauczkę" małżeństwu trenującemu na rowerach. Wyprzedził ich, a następnie nagle zahamował. W efekcie para z obrażeniami, w tym ze zwichnięciem, trafiła do szpitala. Liczba wychwalających postępowanie nastolatka, nienawistnych względem rowerzystów komentarzy pod tekstami opisującymi to zdarzenie, była szokująca.
To jednak ekstremalny przypadek. Te mniej widowiskowe są właściwie normą. Sam latem, w pogodne dni, lubię spędzać wolny czas na rowerze. Rzadko zdarzają się takie przejazdy drogami współdzielonymi z samochodami, żeby nie wyprzedzono mnie w niebezpieczny sposób. Mimo że zwykle na takich drogach jeżdżę z włączonym tylnym światłem, a często również w żółtej, odblaskowej kamizelce.
W wielu krajach Europy Zachodniej przepisy nakazują wyprzedzanie rowerzysty z bocznym odstępem wynoszącym przynajmniej 1,5 m. W polskim prawie jest to metr, a i tak część kierowców ma problemy z przestrzeganiem tej regulacji. Na jednej z ostatnich dłuższych tras w ubiegłym roku (światła i kamizelka) zostałem wyprzedzony z niewielkim odstępem, ponieważ kierowca był już na etapie powrotu na swój pas i zrobił to tuż przed moim przednim kołem. Na drodze przed nim i za nim nie było nikogo, więc kierowca postąpił tak tylko dlatego, że mógł, a bezpieczeństwo rowerzysty nie znaczyło dla niego więcej niż los przydrożnych zarośli.
Nie wiemy jeszcze dokładnie, co leżało u źródła tragicznego potrącenia Łukasza Litewki. Być może jednak to zdarzenie sprawi, że w rowerzyście człowieka dostrzegą ci kierowcy, którzy do tej pory odmawiali mu ludzkiej godności. Warto zadbać o życie innych. Nawet jeśli oznacza to konieczność zdjęcia nogi z gazu.
W 2019 r., po tragicznym potrąceniu mężczyzny w Warszawie na ul. Sokratesa, rozpoczęła się dyskusja o bezpieczeństwie pieszych w Polsce. Dziś mamy prawo dające im pierwszeństwo przed przejściami, a kierowcy postrzegający ich jak kaczki na strzelnicy należą do rzadkości. Czas na zmiany względem rowerzystów.