W ostatnich dniach Rada Ministrów przyjęła propozycję wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2027 r. Rząd proponuje, by wynosiło ono 4950 zł brutto, co oznacza wzrost o 144 zł, czyli o 3 proc., względem obecnej stawki. Zmiana ma znaczenie nie tylko dla pracowników, bo wysokość minimalnego wynagrodzenia brutto wpływa także na sposób naliczania kar za brak obowiązkowego ubezpieczenia OC pojazdów.
W praktyce oznacza to, że razem ze wzrostem płacy minimalnej w górę pójdą też kary nakładane na kierowców, którzy dopuścili do przerwy w ochronie ubezpieczeniowej. Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny uzależnia wysokość sankcji od długości okresu bez OC.
Najsurowsza kara grozi wtedy, gdy przerwa trwa 14 dni lub dłużej. W takim przypadku właściciel pojazdu może zapłacić kwotę równą dwukrotności miesięcznego wynagrodzenia brutto, która po planowanej zmianie wyniesie 9900 zł. Psychologiczna granica 10 tys. zł nie zostanie więc jeszcze przekroczona.
Za przerwę w ubezpieczeniu od 4 do 14 dni zapominalscy zapłacą równowartość płacy minimalnej, a więc 4950 zł. Jeśli przerwa trwała krócej niż 4 dni, wówczas kara wyniesie połowę tej kwoty, a więc 2475 zł.
Szansa, że potencjalna przerwa ujdzie nam na sucho, jest znikoma. UFG każdego roku wykrywa ok. 350 tys. takich przypadków. Wiele z nich wynika nie z celowego działania, lecz z braku wiedzy. Część właścicieli pojazdów błędnie zakłada, że nieużywane auto nie musi mieć obowiązkowego ubezpieczenia. Tymczasem także w takiej sytuacji brak OC może skończyć się dotkliwą karą.
System sankcji stosowany przez UFG od lat znajduje się też w polu zainteresowania Rzecznika Praw Obywatelskich. RPO uważa obecny model kar za niesprawiedliwy i wskazuje na potrzebę zmian, zwłaszcza w procedurze odwoławczej.