Zatrzymują Polaków za granicą. Kary mogą iść w tysiące
Polski konsulat w Pradze ostrzega Polaków wybierających się do Czech. Przy odpowiednim splocie niekorzystnych okoliczności możesz zapłacić mandaty nie tylko za siebie. Wystarczy, że masz auto w leasingu.
Czechy to interesujący kraj z pięknymi górami i imponującymi zabytkami. Z pewnością warto się tam wybrać. Jednocześnie jednak u naszych sąsiadów obowiązują przepisy, które mogą zaskoczyć kierowców. Polska ambasada w Pradze przypomina, że kierujący samochodami w leasingu w razie kontaktu z czeską policją mogą być narażeni na nie lada nieprzyjemności.
Jak informuje ambasada, w Czechach policja jest uprawniona do dochodzenia długów związanych z nieopłaconymi karami za wykroczenia drogowe. Co więcej, egzekucja należności dotyczy zarówno mandatów nałożonych na kierowcę, jak i na właściciela pojazdu. I tu zaczynają się schody.
W przypadku leasingu formalnie właścicielem jest firma leasingowa. W związku z tym czeska policja może nałożyć na kierującego leasingowanym autem obowiązek uregulowania wszystkich zaległości firmy leasingującej z zakresu mandatów za wykroczenia drogowe popełnione w Czechach. W efekcie można otrzymać "propozycję nie do odrzucenia" zapłaty wszystkich długów firmy leasingowej np. z czeskich fotoradarów.
Lamborghini Temerario: tak brzmi silnik przy 10 tys. obr./min!
Czeska policja w takiej sytuacji może nakazać natychmiastowego uregulowania należności na miejscu. Jeśli kierowca tego nie zrobi, policjant może zakazać dalszej jazdy, zatrzymać dokumenty lub tablice rejestracyjne samochodu. Brzmi nieprawdopodobnie? Owszem, ale niestety to prawda.
Ambasada sugeruje, by osoby chcące wyjechać do Czech leasingowanym samochodem, z wyprzedzeniem sprawdziły w firmie leasingowej czy nie zalega ona z zapłatą mandatów w Czechach. Zdobycie takiej informacji może nieco potrwać, ale ten wysiłek ma swoje uzasadnienie.