To spowodowało, że z tylnej klapy Suzuki Vitary zniknęło koło zapasowe, a w zamian możecie - niczym w Porsche - wybrać wygląd centralnego analogowego zegarka. Nie ma co ukrywać. Ten samochód pragnie stać się typową bulwarówką. Na razie tylko pragnie, bo by osiągnąć cel, sporo jej jeszcze brakuje, a wiele rzeczy wymaga poprawy.
Przede wszystkim system multimedialny wygląda i działa tak, jakby był z czasów, gdy powstał pierwszy komputer. Do tego wykończenie wnętrza również nie zachwyca. Pomimo tego, że w wersji po faceliftingu na górze deski rozdzielczej pojawiło się sporo miękkiego materiału, to - niestety - na drzwiach znajdziecie połączenie alkantary z twardym plastikiem, który wygląda tak, jakby imitował skóropodobny materiał z półbutów garniturowych zakupionych na bazarze.
Gdy zdecydujecie się na ten model, będziecie mieli do wyboru tylko silnik hybrydowy 1.4 Boosterjet z napędem na przednie lub na wszystkie osie. Udało mi się przetestować dla was nie tylko dwie wersje napędowe, ale także zwykłą benzynową odmianę 1.4 Boosterjet. Zobaczcie w filmie, co w nich wkurza, a co inspiruje. Wytłumaczę również, dlaczego według mnie Vitara woli żyć w mieście.