Fenomen nowego suzuki jimny jest zaskakujący nie tylko dla branży motoryzacyjnej, ale i samego producenta. Fabryki nie nadążają z produkcją – jeśli dziś wejdziecie do salonu Suzuki, sprzedawca zaproponuje wam odbiór najwcześniej w czerwcu 2020 roku. Na sukces składa się kilka elementów.
Dariusz Wołoszka z firmy Info-Ekspert.pl wspomina o braku konkurencji w segmencie, relatywnie niskiej cenie i atrakcyjnym wyglądzie. Nie dajcie się jednak nabrać na słodki wizerunek. Jimny to prawdziwa terenówka z krwi i kości, która nie daje za wygraną nawet w najcięższych warunkach. Jest lekka, mała i ma proste mechanizmy układu napędowego. Niczego więcej nie trzeba.
By sprawdzić fenomen jimny, wystawiłem na sprzedaż fikcyjny, najlepiej wyposażony egzemplarz w jaskrawozielonym kolorze i z opcjonalnym grillem z klasycznym napisem "Suzuki". Zanim umieściłem ogłoszenie w sieci, sądziłem, że dodam do oficjalnej ceny maksymalnie 10 proc. Rzeczywistość szybko zweryfikowała oczekiwania – nieliczne egzemplarze (które i tak zniknęły po kilku dniach) były wycenione grubo powyżej psychologicznej bariery 100 tys. zł. Kwoty uśredniłem, wpisałem cenę 100 tys. zł i czekałem na telefony. Jakby nie patrzeć, to spora cena za auto wielkości pudełka zapałek.
Pierwszy zainteresowany pojawił się w dniu wystawienia ogłoszenia po godz. 21. Auto potrzebne do jazdy po lesie. Kolejni dzwonili już w bardziej cywilizowanych godzinach – samochód widzieli na pokazie, są zdecydowani na zakup, będą jeździć głównie poza drogami utwardzonymi, choć nie wykluczają wyprawy do miasta.
Punktuje prosta konstrukcja – jeden z kupujących chciał jak najprostszego auta jak najszybciej. Martwił się, że od 2022 roku nowe samochody będą wyposażone w inteligentny ogranicznik prędkości, który przy wykorzystaniu GPS-u lub kamery będzie wiedział, jaka prędkość obowiązuje w danej okolicy i wymusi jej utrzymywanie. Uspokajam – nie oznacza to, że limit będzie sztywno egzekwowany. Trzeba będzie po prostu mocniej wcisnąć pedał gazu, by przekroczyć ograniczenie rozpoznane przez kamerę – wszak wszyscy wiemy, że systemy rozpoznawania znaków nie są doskonałe.
Jeszcze bardziej zaciekawiła mnie propozycja wysłana "z automatu" przez firmę sprzedającą auta poleasingowe. Oddzwoniłem i zapytałem się, czy pan z drugiej strony słuchawki na pewno dobrze odczytał cenę suzuki. Zostałem uprzedzony, że cena zależy od stanu pojazdu. Powiedziałem, że auto jest fabrycznie nowe, a przez telefon usłyszałem, że "jeszcze na nim zarobimy". Widać trzeba było zamówić z kilka egzemplarzy na sprzedaż, żeby teraz na nich sporo zarobić.