Pierwsza jazda: Toyota bZ4X Touring – ciekawsza opcja
53 proc. aut sprzedawanych w Europie to SUV-y. Ale wciąż jest przecież pozostałe 47 proc. Nowość Toyoty można traktować jako próbę wskrzeszenia cenionej przez wielu kierowców, ale mocno wyblakłej kategorii uterenowionych kombi. Tym razem w elektrycznej szacie. Wrażenie robi tu wszechstronność auta i gwarancja, jakiej konkurenci mogą pozazdrościć.
Gdybym miał wyobrazić sobie nowe wcielenie Subaru Outbacka, mogłoby ono wyglądać właśnie tak jak Toyota bZ4X Touring. Nie jest to być może całkiem chybione skojarzenie, bo model ten powstał we współpracy z Subaru i ma w gamie tej firmy swojego krewnego, ukrywającego się na niektórych rynkach pod nazwą Trailseeker. Toyota doskonale wie, że samochód o rodzinnym charakterze nie musi być SUV-em o klasycznych proporcjach i nie zawahała się użyć tej wiedzy.
Główną różnicą względem doskonale już znanego bZ4X jest długość. Odmiana Touring mierzy 4,83 m, czyli aż o 14 cm więcej. Rozstaw osi pozostaje przy tym bez zmian i wynosi 2,85 m. W efekcie powiększony – aż o 50 proc. – został bagażnik, który teraz w domyślnym ustawieniu oparć kanapy ma pojemność 669 l. Maksymalnie jest to zaś aż 1718 l. Wydłużenie nadwozia zmieniło jego proporcje i bZ4X Touring wydaje się raczej uterenowionym kombi niż SUV-em. Takich samochodów, a już szczególnie elektryków, nie ma na rynku wiele.
Sylwetka bZ4X jest wszystkim doskonale znana. W wersji Touring samochód zyskał nieco przeprojektowane zderzaki, nakładki z czarnego plastiku, osłony podwozia, a także czarno wykończone felgi. Na dachu nie zabrakło solidnych relingów. Auto wygląda bojowo i nie jest to tylko poza, mająca złożyć obietnicę bez szansy na jej spełnienie. Toyota wzbogaciła swoją ofertę o samochód, który może być traktowany jako główny środek transportu dla rodziny lubiącej spędzać czas na świeżym powietrzu czy osób, które nie boją się wyzwań związanych z aktywnością fizyczną. To auto ma dwie twarze.
Toyota bZ4X Touring występuje w wersji z napędem na przednie koła lub 4x4. W pierwszej z odmian auto dysponuje mocą 224 KM, a w drugiej aż 380 KM, co czyni bZ4X najmocniejszym samochodem elektrycznym w polskiej ofercie Toyoty. Napęd, który oferuje równą dystrybucję mocy pomiędzy osiami, pozwala temu dużemu, rodzinnemu autu osiągnąć "setkę" w 4,5 s, a to zdecydowanie więcej niż można byłoby spodziewać się po takim modelu. Jazda "ośką" jest już mniej emocjonująca, gdyż sprint do 100 km/h zajmuje 7,3 s. Nadal jest to jednak bardzo przyzwoity czas.
Nie sposób rozmawiać o samochodzie elektrycznym bez zagłębienia się w kwestię zestawu baterii. Litowo-jonowy akumulator trakcyjny w bZ4X Touringu ma pojemność brutto 74,7 kWh (71 kWh netto). Podzespół powstaje we współpracy z firmą Panasonic i o ile nie szokuje maksymalną mocą ładowania – ta wynosi 150 kW – to ma imponować długowiecznością. Rozszerzona gwarancja Toyoty opiewa na 10 lat lub aż milion km.
Jeśli do czasu osiągnięcia jednego z tych punktów pojemność akumulatora trakcyjnego spadnie poniżej 70 proc., zostanie on wymieniony na nowy. Tego nie daje żaden inny producent aut na prąd. Najbliżej jest BYD, ale gwarancja kończy się tam na 250 tys. km, więc to dalej przepaść.
Muszę jeszcze odnieść się do kwestii, która będzie istotna dla codziennego funkcjonowania posiadacza "bezeta". Chodzi o ładowanie. Jak wspomniałem, maksymalna moc nie jest najwyższa. Przykładowo konkurencyjny Volkswagen ID.7 Touring – elektryczne kombi, ale bez ambicji do zjeżdżania z asfaltowych dróg – oferuje wyższą wartość, wynoszącą 185 kW.
Japończycy wskazują jednak na fakt, że przy skorzystaniu z funkcji termicznego przygotowania baterii uzupełnienie zapasu energii od 10 do 80 proc. zajmie 28 minut. Co więcej, Toyota deklaruje, że nawet zimą, przy temperaturze -20 stopni Celsjusza, czas ładowania baterii wydłuża się jedynie do ok. 30 minut. Sprawdzenie tego podczas dłuższego, zimowego testu będzie punktem obowiązkowym.
Auto jest wyposażone w ładowarkę prądu przemiennego o mocy 11 kW (w wersji Style) lub 22 kW (Executive). Naładowanie bZ4X z gniazdka od 10 do 100 proc. zajmuje odpowiednio 7 lub 3,5 godziny. Standardowa jest również pompa ciepła, której obecność obniża zużycie energii w czasie eksploatacji. Zaoszczędzić pomoże również sterowany łopatkami za kierownicą system regulowania siły rekuperacji. Niestety, w najmocniejszym ustawieniu nie możemy posługiwać się jedynie pedałem przyspieszenia. Po jego puszczeniu auto zwalnia, ale nie do zatrzymania.
Atutem Toyoty ma być zużycie energii. Katalogowo apetyt wersji z napędem na przednią oś wynosi 14,0 kWh/100 km, co przekłada się na zasięg do 591 km. W przypadku wersji z napędem na obydwie osie dla samochodu na 18-calowych kołach średnie zużycie w cyklu WLTP to 15,3 kWh/100 km (do 528 km zasięgu), a dla samochodu na 20-calowych kołach wzrasta do 16,6 kWh/100 km, co owocuje katalogowym zasięgiem 479 km.
Toyota bZ4X Touring ma również atuty, sprawiające, że można rozpatrywać ją jako dobry środek transportu na wakacyjny wyjazd. Jeśli nawet duży bagażnik okaże się niewystarczający, do dyspozycji mamy relingi, których nośność to 80 kg. Wystarczająco dużo, by skorzystać z bagażnika dachowego lub przewieść rowery. Co więcej, statyczna wytrzymałość relingów to 317 kg. Bez obaw można więc skorzystać z namiotu dachowego gdzieś pośrodku dziczy.
Samochód może holować przyczepę o maksymalnej masie 1500 kg w przypadku samochodu z napędem na cztery koła lub 750 kg dla auta z napędem na przednią oś. Producent przekonuje o całkiem sporych możliwościach terenowych nowego modelu. Jazdę poza utwardzonymi szlakami wspierają tryby offroadowe, a także możliwość pokonania brodu o głębokości do 50 cm (przy zachowaniu prędkości do 10 km/h).
We wnętrzu ugoszczą nas dwa wygodne, przednie fotele, choć pozbawione regulacji długości siedziska. Centralny ekran o przekątnej 14 cali służy do obsługi multimediów i głównego menu. Docenić należy pokrętła do zmiany temperatury w kabinie. Wyświetlacz we wnętrzu każdego z pokręteł prezentuje aktualną wartość temperatury. To rozwiązanie może kojarzyć się np. z Lexusem NX i łączy wygodę użytkowania z intuicyjnością. Jadący z przodu mogą korzystać z dwóch bezprzewodowych ładowarek telefonu, podczas gdy pasażerowie z tyłu mają do dyspozycji dwa porty USB o mocy 30 W każdy. Ich wygodę zwiększają nawiewy klimatyzacji.
O przestrzeń dla pasażerów zadbano już na etapie projektowania napędu. Przedni i tylny silnik to osobne układy, które zostały zoptymalizowane pod kątem wymiarów. Dzięki temu w mniejszym stopniu wpływają one na ograniczanie miejsca dla przewożonych osób, a do tego obniżają środek ciężkości auta. Rzeczywiście na brak przestrzeni nie można narzekać. A jak jeździ się tym autem?
Toyota bZ4X Touring jest samochodem nastawionym na wygodę podróżowania. Zawieszenie dobrze radzi sobie na drogach o gorszej jakości, a w zakrętach pozwala czuć się pewnie, choć nie będzie kusiła do testowania granic.
Jadący w II rzędzie mogą mieć nieco gorsze odczucia. Resorowanie nie jest idealnie dojrzałe, ale wyraźnie lepsze niż w zwykłej wersji bZ4X. Tam na poprzecznych nierównościach pasażerowie z tyłu nieco podskakują. W wersji Touring dodatkowa masa za tylną osią zdecydowanie łagodzi te niedogodności i sprawia, że podróż nie jest uciążliwa.
Który wariant wybrać? Gdybym nie potrzebował napędu na cztery koła, z pewnością zdecydowałbym się na "ośkę". Auto z napędem tylko na przód jest na tyle dynamiczne, że nie odczujemy niedoboru mocy. Jednocześnie silnik okazuje się naprawdę wydajny. Podczas jazdy na górskich drogach zużycie wyniosło 14,9 kWh/100 km. To bardzo przyzwoity wynik, ale trzeba wziąć pod uwagę, że przebieg trasy testowej sprzyjał właściwościom napędu elektrycznego.
W przypadku samochodu z napędem na obie osie w porównywalnych warunkach trzeba było liczyć się ze zużyciem na poziomie 22-23 kWh/100 km. To znacząca różnica. W zamian za większy apetyt otrzymujemy oczywiście napęd na cztery koła i potężną, jak na ten segment, moc, ale otwarte pozostaje pytanie o to, czy jest nam to rzeczywiście potrzebne.
Ani sposób zestrojenia zawieszenia, ani praca układu kierowniczego, ani wreszcie całkiem spore wymiary auta nie zachęcają do poszukiwania sportowych doznań, więc z logicznego punktu widzenia dla zdecydowanej większości potencjalnych nabywców lepszą opcją będzie auto z napędem na przednią oś.
Toyota chwali się także poprawionym systemem aktywnych asystentów T-MATE. Elektronika chroni nas przed kolizjami nie tylko z przodu, ale też podczas skręcania na skrzyżowaniu w prawo lub w lewo monitoruje sytuację pod kątem potencjalnych zagrożeń na ulicy, w którą zamierzamy wjechać.
Układ ma również zapobiegać potrąceniu pieszego czy rowerzysty poruszającego się równolegle do toru jazdy samochodu przed wykonaniem skrętu. Elektroniczny asystent ma także pomóc w ominięciu pieszego wchodzącego na jezdnię czy pojazdu zaparkowanego przy krawędzi jezdni. Rodzice mniejszych dzieci docenią system, który blokuje możliwość otwarcia drzwi, jeśli z tyłu nadjeżdża inny pojazd czy rowerzysta.
Toyotę bZ4X można już zamawiać w polskich salonach. Cennik samochodu z napędem na przednią oś rozpoczyna się od kwoty niespełna 215 tys. zł. Za auto z napędem na cztery koła trzeba zapłacić przynajmniej 232 tys. zł.