Jules Bianchi nie żyje [aktualizacja]

Ojciec Julesa, Philippe Bianchi traci wiarę w to, czy kiedykolwiek zdrowie jego syna powróci do normy. Czyżby przygotowywał opinię publiczną na najgorsze?

Obraz
Źródło zdjęć: © fot. Marussia F1 Team
Marcin Łobodziński

Jules Bianchi, były kierowca zespołu Marussia uległ tragicznemu wypadkowi podczas chaotycznego wyścigu Grand Prix Japonii 2014. Po wypadku zapadł w śpiączkę, z której do tej pory się nie wybudził. Obecnie leży w szpitalu w Nicei, gdzie poddawany jest rekonwalescencji, ale nie przynosi ona oczekiwanych rezultatów. Cały czas jest z nim rodzina, a kontaktem z mediami zajmuje się jego ojciec Philippe.

Jeszcze trzy miesiące temu Philippe Bianchi informował, że stan zdrowia jego syna ma dwojaką naturę. Z jednej strony pozostaje w krytycznym stanie w obszarze neurologicznym, natomiast fizycznie jego ciało jest w znakomitej formie. Mimo to, neurolodzy wypowiadali się bardzo pozytywnie po przewiezieniu Julesa do Nicei i uznali niemal za cud to, w jakim stanie jest obecnie w stosunku do tego, w jakim był tuż po wypadku. Po przewiezieniu do szpitala wprost z toru Suzuka nie dawano mu żadnych szans na samodzielne funkcjonowanie, natomiast już po dwóch miesiącach zaczął oddychać i wszystkie funkcje życiowe jego organizmu wróciły do normy.

Niestety ostatnie doniesienia na temat sytuacji w rodzinie Bianchich nie są zbyt optymistyczne. Ojciec Julesa niemal całkowicie stracił wiarę w wyleczenie syna. Powiedział mediom, że obecna sytuacja jest dla niego gorsza, niż gdyby Jules zmarł, ponieważ nie są w stanie mu pomóc, a ich codzienne życie to prawdziwa tortura. Ponadto dodał, że jego zdaniem Jules nawet jeżeli wyjdzie ze stanu śpiączki, to nie pogodzi się z niepełnosprawnością i nie pogodziłby się z życiem bez możliwości jeżdżenia w F1. Podobno rozmawiał o tym z Julesem po wypadku Michaela Schumachera. Czyżby szykował nas na najgorsze? Miejmy nadzieję, że nie.

[aktualizacja 18 lipca]

Dziś rano dowiedzieliśmy się jednak o tym, czego nie chciał słyszeć żaden z fanów Formuły 1. Niestety, Jules Bianchi nie żyje.

Jules jak zawsze walczył długo, ale dziś jego zmagania dobiegły końca. Ból jaki czujemy jest bezgraniczny i trudny do opisania. Chcielibyśmy podziękować personelowi medycznemu szpitala, który opiekował się Julesem z olbrzymią miłością i poświęceniem. Wyrazy wdzięczności przekazujemy także na ręce pracowników General Medical Center prefektury Mie, gdzie Jules trafił bezpośrednio po swoim wypadku, a także wszystkich innych lekarzy zaangażowanych w opiekę nad Julesem w trakcie ostatnich miesięcy. - tak brzmiał fragment oficjalnego oświadczenia rodziny Bianchich.

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY