Odebrane prawo jazdy i sprawy w sądzie. Koszmar niewinnego kierowcy przez niedbalstwo policji

Odebrane prawo jazdy i sprawy w sądzie. Koszmar niewinnego kierowcy przez niedbalstwo policji08.05.2019 14:20
(fot. Adam STASKIEWICZ/East News)
(fot. Adam STASKIEWICZ/East News)

Zakończyła się sprawa polskiego kierowcy, który przez ostatnie cztery lata zmagał się z niesłusznym wyrokiem skazującym go za jazdę pod wpływem alkoholu. W wyniku niedopatrzenia organów ścigania odebrano mu prawo jazdy i odholowano samochód. W sprawę został wrobiony przez osobę, która podała się za niego podczas zatrzymania.

Sprawę niewymienionego z imienia i nazwiska kierowcy opisała pomagająca mu Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Jego historia rozpoczęła się w styczniu 2015 roku gdy, ku jego zaskoczeniu, otrzymał listownie decyzję starosty o cofnięciu mu prawa jazdy na dwa lata. Adresat decyzji zdziwił się nią, ponieważ nie został wcześniej zatrzymany przez policję w stanie nietrzeźwości, a we wskazanym dniu nie było go nawet w Polsce.

Po zapoznaniu się z aktami sprawy mężczyzna odkrył, że jego kłopoty są efektem oszustwa prawdziwego sprawcy. Podczas zatrzymania pewien nietrzeźwy kierowca poinformował policjantów, że nie ma przy sobie dokumentu potwierdzającego jego tożsamość. Dane więc zmyślił, podając się za inną osobę. Policjanci uwierzyli mu na słowo i dalsza część postępowania była prowadzona już wobec zupełnie innej osoby niż rzeczywisty sprawca.

Niesłusznie oskarżony mężczyzna złożył od razu apelację od wyroku skazującego. Musiał sam udowodnić swoją niewinność. Udało mu się to i jeszcze w październiku tego samego roku sąd przyznał mu rację.

Na tym problemy się jednak nie skończyły. Gdy trzy miesiące później, w lutym 2016 roku, uniewinniony kierowca zatrzymał się do policyjnej kontroli, dowiedział się od policjantów, że prowadzi samochód bez odpowiednich uprawnień, zabranych mu za jazdę w stanie nietrzeźwości. Kontrola zakończyła się odholowaniem auta i wszczęciem nowego postępowania w sprawie kierowania pojazdem bez uprawnień.

Adam STASKIEWICZ/East News
Adam STASKIEWICZ/East News

W 2017 roku poszkodowany już drugi raz mężczyzna złożył kolejny pozew, w którym wskazał, że działania organów państwa naruszyły jego godność i dobre imię. Po kolejnym roku procesu sąd okręgowy przyznał mu rację i zasądził na jego rzecz 20 000 zł odszkodowania od Skarbu Państwa. Sąd argumentował, że doszło do oczywistej pomyłki, która była wynikiem nieprawidłowości w działaniach policji.

Prowadzący sprawę zwrócili uwagę, że policjanci nie zadali sobie minimalnego trudu, by zweryfikować słowne deklaracje prawdziwego nietrzeźwego kierowcy. Ich uwagi nie zwrócił nawet fakt, że adres podawany przez zatrzymanego różnił się od tego, który widniał pod tym nazwiskiem w policyjnych systemach. Funkcjonariusze nie próbowali też zweryfikować danych osobowych w Krajowym Systemie Informacji Policji, gdzie od razu natknęliby się na dowody wskazujące na to, że zatrzymany nie jest tym, za kogo się podaje. Wystarczyło choćby sprawdzić zdjęcie, by przekonać się, że są to dwie różne osoby.

Sąd zwrócił uwagę, że uchybień dopuściła się również prokuratura rejonowa, która także nie zweryfikowała tożsamości podejrzanego z należytą starannością. Mówiąc wprost – po prostu kontynuowała sprawę na podstawie danych, w które policjanci uwierzyli na słowo.

Mimo rażących niedopatrzeń i oczywistej racji po stronie niesłusznie skazanego, od uniewinniającego wyroku odwołała się Prokuratura Generalna RP. Koszmar mężczyzny, który ze sprawcy po ponad czterech latach został uznany za ofiarę systemu, skończył się 7 maja 2019 r. ostateczną decyzją sądu apelacyjnego. Sprawa skończyła się happy endem, ale nadal przeraża fakt, że każdy z nas może stać się nieświadomie bohaterem podobnej historii, której konsekwencje mogą ciągnąć się latami.

LUKASZ SOLSKI/East News
LUKASZ SOLSKI/East News
Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)