Nie kradną samochodu. Złodzieje mają nowy cel
Przewody na stacjach do ładowania samochodów elektrycznych stały się łakomym kąskiem dla złodziei – informuje RMF FM. We Wrocławiu zniszczono w ten sposób 10 z 11 miejskich ładowarek. Straty są ogromne.
Według RMF FM przypadki kradzieży przewodów do ładowania samochodów elektrycznych odnotowano już niemal w każdym województwie. Źle jest na Śląsku, gdzie w ostatnim czasie częste były przypadki takich kradzieży ze stacji ładowania zlokalizowanych w okolicy sklepów. W Lubinie zatrzymano mężczyznę, który miał na koncie kilka takich kradzieży. Grozi mu do 7,5 roku więzienia.
We Wrocławiu w 10 na 11 sprawdzonych na terenie miasta ładowarkach brakowało przewodów. Przypadki kradzieży odnotowano m.in. na Pomorzu czy w Polkowicach. To duży problem dla operatora ładowarki, ale też dla kierowców, którzy po przyjechaniu na stację nie mogą naładować auta. Jeśli zasięg nie pozwala już na dojazd do innego punktu, sytuacja staje się bardzo trudna.
Exlantix ES z bliska. Chińska limuzyna za ponad 300 tys. zł!
Odcięcie kabla do ładowania jest z pewnością łatwiejsze niż kradzież samochodu. Do tego drugiego, przynajmniej popularną metodą "na walizkę", potrzebny jest drogi nielegalny sprzęt elektroniczny. Obcięcie kabli jest o wiele łatwiejsze. Jak informuje RMF FM, złodziej w skupie – "zaprzyjaźnionym", w którym pracownicy nie wezwą policji – może liczyć na ok. 200 zł. Straty operatora ładowarki sięgają jednak 20 tys. zł, gdyż tyle kosztuje naprawa zniszczonego urządzenia.