Po raz pierwszy zobaczyliśmy go na salonie samochodowym (pamiętacie to jeszcze?) w Genewie w marcu 2019 roku. Wtedy Bugatti ogłosiło, że planuje zrobić jeden egzemplarz wozu o nazwie La Voiture Noire. Ma to być hołd dla Type 57 SC Atlantic, które należało do samego Jeana Bugattiego. Auto zaginęło podczas II Wojny Światowej, ale pamięć o nim ma żyć w tej wyjątkowej bestii.
Wyjątkowej nie tylko ze względu na unikatowość, ale i cenę. Bugatti pochwaliło się dwoma kwotami. Pierwszą, wynoszącą 11 mln euro, można traktować jako katalogową. Drugą było to, ile zapłacił tajemniczy kupiec, a było to 16,5 mln euro. Wtedy była to równowartość ponad 70 mln zł, a bugatti z miejsca zostało najdroższym nowym samochodem w historii.
Był tylko jeden haczyk. Samochód, który został zaprezentowany w Genewie, był makietą. Jeździł, ale nie napędzało go potężne W16 z Chirona, a silnik elektryczny. Producent wprost przyznawał, że potrzebuje 2,5 roku, by dokończyć La Voiture Noire. Prace muszą iść jak w zegarku, bo samochód został już złapany na drodze w okolicach siedziby Bugatti we francuskim Molsheim.
Niewykluczone, że nowy właściciel już szykuje miejsce w garażu na swoje cacko. Kto to jest? Tego nie wiemy. Natomiast można się domyślić, że 1500-konne auto raczej nie będzie często wyjeżdżało na drogi. Niejasna jest też kwestia, czy zobaczymy, jak wygląda wnętrze auta. To może być tajemnica, którą szczęśliwy klient zachowa dla siebie.