W teorii potrafią zahamować przed przeszkodą, poprzedzającym samochodem, pieszym czy rowerzystą, ostrzegą o nadjeżdżającym aucie podczas cofania, utrzymają pojazd w założonym pasie ruchu na autostradzie czy poinformują o przegapionym znaku ograniczenia prędkości. Aktywne systemy bezpieczeństwa, które kiedyś obecne były jedynie w drogich autach, dziś w Europie są obowiązkowe, a w wielu częściach świata na tyle popularne, że wyposaża się w nie nawet kompakty. Amerykanie postanowili sprawdzić, jak są skuteczne.
Instytut IIHS, zajmujący się w USA bezpieczeństwem w ruchu drogowym, przeprowadził analizę historii samochodów Mazdy wyposażonych w pojedyncze systemy bezpieczeństwa i ich pakiety. Za bazę posłużyły pojazdy produkowane w latach 2015-2023. Amerykanie porównali dane o samochodach wyposażonych w systemy i tych bez systemów pod względem liczby zgłoszonych szkód, wartości roszczeń majątkowych za zniszczenia, a także informacji o obrażeniach odniesionych przez uczestników zdarzeń drogowych.
Wniosek z danych jest prosty – na aktywne systemy można się złościć, ale naprawdę przynoszą one poprawę bezpieczeństwa, a w parze z mniejszą liczbą zdarzeń idzie spadek kosztów tych kolizji, których nie udało się uniknąć. Co jednak ważne, systemy najlepiej działają, gdy są zgrupowane z innymi.
Sam system zapobiegania kolizjom czołowym (AEB) i ostrzegania o ich ryzyku (FCW), według IIHS-u, obniża liczbę kolizji o 3 proc., liczbę roszczeń majątkowych o 10 proc., a szkód osobowych o 9 proc.
Jeśli w samochodzie oprócz AEB oraz FCW działa także adaptacyjny tempomat, system ostrzegania o niezamierzonym opuszczeniu pasa ruchu i system automatycznie przełączający pomiędzy światłami drogowymi i mijania, to względem progu wyjściowego liczba kolizji zmalała o 4 proc., liczba szkód materialnych o 16 proc., a osobowych o 18 proc. Co jednak ważne, jeśli już dochodziło do szkody, była ona poważniejsza niż średnia – o 6 proc.
Jeśli w scharakteryzowanym wyżej pakiecie zamiast systemu sygnalizowania zjazdu z pasa ruchu był asystent pasa ruchu, utrzymujący w nim pojazd, to liczba kolizji była mniejsza o 5 proc., szkód materialnych o 19 proc., a osobowych o 21 proc. W przypadku samochodów, które miały wspomniane wcześniej systemy oraz układ zapobiegający potrąceniu pieszego, częstotliwość kolizji zmalała o 14 proc., szkód materialnych o 33 proc., a osobowych o 16 proc.
Kolejnym milowym krokiem jest wyposażenie samochodu w system zapobiegający kolizjom podczas cofania i ostrzegający o zbliżających się pojazdach w czasie cofania. W porównaniu z samochodem bez jakichkolwiek systemów częstotliwość szkód spadła o 17 proc., szkód materialnych o 37 proc., a osobowych o 21 proc.
Nowoczesne systemy rzeczywiście działają. Z drugiej strony jak na dłoni widać, że nawet zaawansowana elektronika obecnie nie jest w stanie zapewnić nam całkowitego bezpieczeństwa i do kolizji z udziałem takich aut wciąż dochodzi. Lepiej więc nie zasadzać codziennej jazdy na przeświadczeniu o posiadaniu "elektronicznej tarczy".