Leją olej z biedronki do baku. To nie jest oszczędność
Horrendalne ceny oleju napędowego na stacjach sprawiły, że niektórzy kierowcy szukają alternatywnych rozwiązań w postaci oleju roślinnego. Wbrew pozorom jest to patent, który może zadziałać, co wcale nie oznacza, że na dłuższą metę ma sens.
W social mediach pojawia się coraz więcej informacji o rzekomym wykorzystaniu oleju roślinnego/frytury zamiast paliwa ze stacji. Filmiki przedstawiające "sprytnych" kierowców, którzy tankują nie na Orlenie, lecz w Lidlu czy Biedronce zyskują na popularności. Ile w tym prawdy, a ile viralowego szaleństwa?
Czy da się jeździć na oleju roślinnym?
To zależy, a kluczowy w tej kwestii jest stopień skomplikowania danego silnika i jego osprzętu. W starych wolnossących silnikach Diesla z klasyczną pompą wtryskową jest to jak najbardziej możliwe.
Konstrukcje takie jak SDI Volkswagena czy 1.9D koncernu PSA są niezbyt wrażliwe na jakość paliwa i będą działać także w przypadku zalania oleju rzepakowego czy przepalonej frytury. Biorąc pod uwagę, że litr oleju z marketu możemy kupić za 5 zł, a fryturę pozyskać nawet za darmo, jest to kusząca opcja dla kierowców starych aut.
Warto jednak mieć świadomość ryzyka i potencjalnych problemów wynikających ze stosowania takiego "paliwa". Pierwszą niedogodnością, która na pewno się pojawi, jest utrudniony rozruch, wynikający z większej gęstości oleju roślinnego i frytury, a im niższa temperatura, tym gorzej.
Wysoka gęstość ma też wpływ na filtr paliwa, który po prostu szybciej się zatka, uniemożliwiając prawidłową pracę silnika. Warto pamiętać, że olej kuchenny ma też niższą wartość opałową niż napędowy, więc trzeba liczyć się ze spadkiem osiągów. Nawet jeśli zaakceptujemy te niedogodności, pozostanie ostatnia kwestia - legalność.
Nie każdy zdaje sobie sprawę, że tankowanie oleju spożywczego do auta może zostać uznane za wykroczenie, a nawet przestępstwo karno-skarbowe. Co prawda w art. 52b. kodeksu wykroczeń mowa jest o oleju opałowym, ale istnieje jeszcze art. 69. kodeksu karnego skarbowego, który mówi: "Kto bez przeprowadzenia urzędowego sprawdzenia podejmuje czynności bezpośrednio związane z produkcją, importem lub obrotem wyrobami akcyzowymi, a także z ich oznaczaniem znakami akcyzy, podlega karze grzywny do 720 stawek dziennych." Czy tankowanie oleju rzepakowego łapie się pod ten przepis? Lepiej nie sprawdzać na własnej skórze.
W nowszym aucie - zapomnij
Warto dodać, że im nowszy samochód i bardziej skomplikowany napęd, tym większe ryzyko związane z tankowaniem alternatywnego paliwa. "Nowszy", czyli taki z turbodoładowaniem i/lub bezpośrednim wtryskiem, nie mówiąc już o filtrze cząstek stałych. Problem w tym, że są to elementy stosowane powszechnie od 20 lat, więc znajdziemy je w zdecydowanej większości diesli na polskich drogach.
Olej spożywczy w procesie spalania może generować znacznie więcej resztek i niespalonych osadów niż olej napędowy, a to rodzi ogromne ryzyko uszkodzenia precyzyjnych wtryskiwaczy paliwa, zapchania filtrów, a nawet uszkodzenia łopatek turbosprężarki.
Jednak, by do tego doszło, trzeba najpierw uruchomić auto i być w stanie nim pojechać, a wiele współczesnych konstrukcji zalanych fryturą po prostu na to nie pozwoli z uwagi na potencjalne błędy i nieścisłości wykryte przez pokładową diagnostykę.
Czy jazda na fryturze ma sens?
Ostatecznie rzecz biorąc, raczej nie. W przypadku większości diesli nawet nie ma o czym mówić, bo lanie zwykłego oleju skończy się rychłą awarią. Jeśli natomiast chodzi o bardzo stare auta, jazda na fryturze jest możliwa, ale stanowi naruszenie prawa i wiąże się z dużymi niedogodnościami oraz większym ryzykiem awarii. Każdy musi zadać sobie pytanie, czy warto poświęcać aż tyle, by nieco zaoszczędzić?