Kierowcy boją się wrobienia w zbyt mały odstęp. Policja będzie sprawdzać zgłoszenia

Wykorzystanie oczekiwanych przepisów byłoby perfidią. W teorii może się jednak zdarzyć
Wykorzystanie oczekiwanych przepisów byłoby perfidią. W teorii może się jednak zdarzyć
Źródło zdjęć: © Autokult.pl
Tomasz Budzik

19.06.2021 07:36, aktual.: 14.03.2023 16:08

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Od 1 czerwca 2021 r. prawo określa minimalny odstęp od poprzedzającego pojazdu na drodze ekspresowej i autostradzie. Niektórzy kierowcy boją się, że ze złośliwości mogą zostać wrobieni w złamanie tego przepisu. Narzędziem miałaby być policyjna skrzynka pocztowa.

Od 1 czerwca zmienione przepisy uściślają minimalny odstęp, jaki należy zachować od jadącego z przodu pojazdu, podczas podróży autostradą czy drogą ekspresową. Ma on liczyć przynajmniej tyle metrów, ile wynosi połowa prędkości w km/h. W praktyce oznacza to, że poruszając się z prędkością 140 km/h należy jechać 70 m za pojazdem z przodu, a przy 120 km/h odstęp ten ma wynosić 60 m.

W kraju, w którym "siedzenie na zderzaku" jest powszechną praktyką, taka regulacja była po prostu potrzebna. Nie brakuje jednak głosów kierowców, którzy obawiają się, że przepis może zostać wykorzystany do "wrobienia" innego kierowcy w mandat. A ten może wynieść do 500 zł. Jak mogłoby do tego dojść? Wystarczy, że dysponujący kamerą przy tylnej szybie kierowca postanowi odegrać się na innym zmotoryzowanym – na przykład za zbyt wolne jego zdaniem opuszczenie lewego pasa – i po wyprzedzeniu od razu zjedzie na prawy pas. W ten sposób sam stworzy minimalny odstęp, który będzie się utrzymywał, dopóki nagrywany nie podniesie nogi z pedału przyspieszenia. Potem wystarczy już tylko wyciąć odpowiedni fragment nagrania i wysłać go na policyjną skrzynkę "Stop agresji drogowej".

Taki scenariusz na pierwszy rzut oka wydaje się tym bardziej możliwy, że skrzynki mundurowych mają ograniczenie techniczne. - Jeżdżę z kamerką od dwóch lat i na niektórych trasach, jak np. krajowa siódemka, jestem w stanie zarejestrować 2 lub 3 niebezpieczne manewry w ciągu dnia. Nie rejestruje przekroczeń prędkości czy zagapienia się kierowców, bo sam nie jestem święty. Policji chcę wysyłać naprawdę niebezpieczne zachowania, które powinny być tępione. Nie jest to jednak łatwe - pisze nasz czytelnik Roman.

- Policja wymaga ograniczenia wielkości pliku do 20 mb, a przy obecnych kamerkach to kilka-kilkanaście sekund nagrywania. Nie mogę wysłać pliku przez popularne hostingi plików, co ułatwiłoby sprawę. Zdarzyło się też, że funkcjonariusz nie mógł otworzyć najprostszego pliku mp4 na służbowym komputerze. Wtedy też mój entuzjazm spadł i choć nagrałem kilka niebezpiecznych zdarzeń, to po prostu nie chce mi się ich edytować, wysyłać i sprawdzać, czy policjant na pewno widzi, co poszło nie tak – dodaje nasz czytelnik.

Jedynie kilkunastosekundowe nagranie "wrabiający" może więc wytłumaczyć skromnymi możliwościami policyjnych skrzynek. Czy nowe przepisy staną się sposobem na mszczenie się na innych uczestnikach ruchu? - Przesłanie filmu nie oznacza automatycznego ukarania uwiecznionego kierowcy. W takiej sytuacji zawsze prowadzone jest postępowanie wyjaśniające. Jeśli film będzie budził wątpliwości, a nagrana osoba nie przyzna się do winy i wskaże na możliwe nieuczciwe intencje nagrywającego, policja postara się dotrzeć do świadków zdarzenia, innych kierowców, którzy jechali wtedy drogą i zostali nagrani - mówi Autokult.pl podkom. Tomasz Bratek z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Policja uspokaja kierowców, którzy obawiają się złośliwego zawiadamiania policji o niepopełnionych wykroczeniach. Osoba, która by się na to zdecydowała, musi pamiętać, że w razie odkrycia rzeczywistego przebiegu zdarzenia przez mundurowych sama może ponieść konsekwencje związane z niebezpieczną jazdą.

Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (64)