Wysokość niektórych wydatków kierowców jest zależna od miejsca zamieszkania. Dziś jest tak z cenami paliwa czy składką za polisę OC. Gdyby propozycja Adama Abramowskiego, rzecznika małych i średnich przedsiębiorstw, została wzięta pod uwagę, podobnie stałoby się z karą za brak OC. Ustawowo pełna kara za nieubezpieczenie samochodu osobowego wynosi dwukrotnie więcej niż minimalna pensja brutto. W 2019 r. jest to 4500 zł. Co będzie w 2020 r.?
Jeśli nic się nie zmieni, to pełna kwota kary za brak OC na samochód osobowy w 2020 r. wyniesie 5,2 tys. zł. We wrześniu bowiem Mateusz Morawiecki zapowiedział, że minimalna pensja będzie wynosiła 2600 zł brutto. To o 350 zł brutto więcej niż obecnie, co nie podoba się zatrudniającym. Jak informuje Fakt, Abramowski proponuje, by płaca minimalna była zróżnicowana w zależności od lokalizacji.
Abramowski zauważa, że za 1,8 tys. zł "na rękę" trudno znaleźć jakiegokolwiek pracownika w Warszawie. Jednocześnie są rejony kraju, w których taka pensja jest już uważana za przyzwoitą. Zdaniem rzecznika w stolicy minimalna pensja w 2020 r. powinna wynieść 2,8 tys. brutto, ale już w woj. podlaskim mogłoby to być 2,4 tys. zł.
Gdyby propozycja rzecznika miała zostać przyjęta, oznaczałoby to również konieczność zróżnicowania kar za brak polisy OC. Zamiast kwoty 5,2 tys. zł w 2020 r. mielibyśmy 5,6 tys. zł w Warszawie i 4,8 tys. zł w woj. podlaskim. W pozostałych częściach kraju kara również byłaby zależna od wysokości średniej pensji w danym województwie czy mieście.
- Trudno mi na tym wstępnym etapie odnosić się do pomysłu regionalizacji płacy minimalnej - komentuje Aleksandra Biały, rzeczniczka prasowa Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. - Pamiętając, że kara za brak polisy OC liczona jest w relacji od minimalnego wynagrodzenia za pracę, to problemem może okazać się tu na przykład to, jak ta sankcja miałaby być ustalana: czy w zależności od miejsca zameldowania posiadacza pojazdu, czy miejsca jego zamieszkania, czy od miejsca zarejestrowania pojazdu, a może miejsca wykonywania pracy - zastanawia się.
Z jednej strony taki system byłby bardziej sprawiedliwy, bo dziś kara za brak OC dla kierowcy mieszkającego w Warszawie jest wyraźnie mniej dotkliwa niż dla osoby z Olsztyna czy Rzeszowa. Z drugiej strony UFG, który zajmuje się egzekwowaniem kar za brak OC, musiałby przyjąć uzależnianie należności od miejsca zarejestrowania auta. A wiele osób mieszka i pracuje w innej części kraju niż ta, w której są zameldowani. Takie osoby mogłyby zarabiać więcej, ale w razie nałożenia kary płaciłyby mniej niż wielu mieszkańców miasta, w których pracują.
By system był sprawiedliwy, trzeba byłoby uzależnić wysokość kary od miejsca, w którym zarabia właściciel pojazdu. W takim wypadku jednak jeszcze inaczej należałoby traktować tych, którzy zarabiają za granicą. Poza tym skąd UFG miałby czerpać dane o miejscu, w którym zarabia właściciel pojazdu? Sprawa wygląda więc na skomplikowaną.
Czas pokaże, czy propozycja Adama Abramowskiego zostanie wzięta pod uwagę. Jak na razie zgodnie z deklaracjami premiera minimalna płaca brutto ma wzrosnąć do 3 tys. zł w 2021 r. i 4 tys. zł w 2024 r. Jak łatwo obliczyć, oznaczałoby to, że kara za brak OC dla samochodu osobowego może wzrosnąć do 6 tys. zł w 2021 r. i aż 8 tys. zł w 2024 r.