Exlantix ES z bliska. Chińska limuzyna za ponad 300 tys. zł!
Wsiadam do jednego z pierwszych Exlantixów ES w Polsce. Naciskam hamulec, a drzwi zamykają się same. Robi to wrażenie, ale czy chińska limuzyna jest warta ponad 300 tys. zł? Zapraszam do wideo!
Ma prawie pięć metrów długości, bardzo duży rozstaw osi sięgający trzech metrów, waży ponad dwie tony, ale przyspiesza do setki w 4,2 s. Exlantix to młoda marka, choć należy do giganta Chery. Jeśli kojarzycie Omodę lub Jaecoo (a mówiąc wprost – już powinniście) to już wiecie o czym mowa. Koncern wszedł też do Polski z marką SUV-ów Tiggo. Mówiąc inaczej – można dostać zawrotu głowy.
Polski importer chce za Exlantixa ES minimum 329 900 zł. ES jest już wyposażony "po dach" (swoją drogą – duży, szklany i niezasłaniany niczym). Mamy skórę nappa, alcantarę na podsufitce, masaże, wentylowane i grzane fotele.
Przeczytaj więcej o Exlantixie ES poniżej
Ma architekturę 800V (tak jak Porsche Taycan) i "chemię" opartą na manganie. Może przyjąć maksymalnie 290 kW mocy (choć na słupku jedynie 11 kW) i pomieści aż 100 kW. Jeżdżąc w mieście i pod miastem prosta matematyka wskazuje na 500 km zasięgu. W trasie – teoretycznie – szacowałbym "niskie" 400 przy prędkości do 120 km/h. Co ciekawe, polski importer już zdradził, że pod koniec 2026 roku chce wprowadzić wersję plug-in, opartą na (nie zgadniecie) używanym przez cały koncern spalinowym silniku 1,5 l.
Wiadomo, że rozwój sprzedaży i napraw będzie miał miejsce nie tylko przez salony poświęcone Exlantixowi, ale i inne marki Chery. Gwarancja na 7 lat (lub 150 tys. kilometrów). Części zamienne mają znajdować się w magazynie w podwarszawskich Duchnicach.