Audi Sport Quattro w chwili rynkowego debiutu było jednym z najnowocześniejszych aut na rynku. I najdroższym niemieckim samochodem. Z ceną 195 tys. marek (w 1985 roku cenę podniesiono do 203,5 tys. marek) niemal dwukrotnie przewyższało ówczesną wartość Porsche 911 Turbo. Audi zbudowało 224 sztuki (z czego 4 były niedokończonymi egzemplarzami przedprodukcyjnymi) na potrzeby licencyjne, a do wolnej sprzedaży trafiło ok. 170 z nich.
Audi Sport Quattro - wbrew pozorom - bardzo różniło się od swojego pierwowzoru – było 320 mm krótsze od modelu Quattro, miało inny pas przedni, maskę oraz wyraźnie poszerzone nadkola. Większość elementów nadwozia wykonana była z tkaniny aramidowej, żywicy epoksydowej oraz innych domieszek, co jest jedną z przyczyn wysokiej ceny samochodu.
Pod maską pracował doładowany, 2,1-litrowy R5, którego pojemność względem dotychczasowej jednostki została minimalnie zmniejszona (z 2144 do 2133 cm3). Wynikało to z konieczności zmieszczenia się w niższej klasie silnikowej, a pojemność jednostek samochodów z turbosprężarką mnożona była przez określony współczynnik. 20-zaworowy silnik miał 306 KM, ale rajdowe odmiany osiągały blisko 700 KM. Drogowa wersja wyposażona w 5-biegową skrzynię manualną i napęd na 4 koła przyspieszała do 100 km/h w zaledwie 4,5 sekundy.
Początkowo zakładano produkcję Sport Quattro tylko w 4 lakierach – czerwonym, zielonym, niebieskim i białym, jednak na polecenie zarządu, 2 egzemplarze powstały także w kolorze czarnym. Wystawiony na aukcji Gooding & Co. egzemplarz opuścił fabrykę w najczęściej występującym, czerwonym lakierze.
Samochód przejechał jak do tej pory 56 tys. km i jest jednym z 10 egzemplarzy, które zostały eksportowane do USA. W swojej karierze 2 razy zmieniał właściciela, a obecny użytkownik zainwestował w samochód ok. 100 tys. dol., na co oczywiście ma odpowiednie dokumenty. Dzięki wysiłkom i sporym nakładom gotówki, samochód został doprowadzony do konkursowego stanu, przez co trudno dostrzec w nim jakiekolwiek ślady zużycia.
W skład wyposażenia wchodzą m.in. elektrycznie sterowane szyby, ABS czy podgrzewane fotele. Oprócz tego Audi torpeduje kierowcę informacjami o prądzie ładowania, ciśnieniu doładowania, poziomie i temperaturze oleju, cieczy chłodzącej.
Choć niektórzy powiedzą, że to tylko Audi, prezentowany model ma za sobą kawał rajdowej i motoryzacyjnej historii. Cena podyktowana jest oczywiście także niewielką liczbą wyprodukowanych egzemplarzy oraz perfekcyjnym stanem. Według prognoz Audi Sport Quattro osiągnie 6 marca podczas aukcji na wyspie Amelia Island cenę 550-700 tys. dol. (ok. 2,18-2,77 mln zł). Co byście wybrali, Audi, czy może najdroższe znajdujące się obecnie w ofercie Ferrari SF90 Stradale za 2,19 mln zł?